Niemieckie samochody mogą być bardzo problematyczne o czym przekonał się nabywca jednego z takich aut. Nowy Volkswagen Passat z salonu Krotoski miał służyć dobrze i długo, tymczasem jak relacjonuje klient, Adam Abramowicz, były rzecznik małych i średnich przedsiębiorców, po utracie szczelności jednej lampy auto stoi, a jego firma musi wydawać pieniądze na taksówki. Części brak, kontaktu brak.
Przy zakupie Passata klient zdecydował się na wykupienie przedłużenia gwarancji. Niewiele to dało, bo na samą wizytę w serwisie Volkswagena czekał dwa tygodnie. W innym autoryzowanym punkcie Volkswagena zaproponowano termin za… miesiąc. A w czym problem? Według nabywcy do lewej tylnej lampy Passata dostała się woda i światła przestały działać prawidłowo. Jazda bez oświetlenia jest niemożliwa, policja przy pierwszej kontroli zabierze dowód osobisty.
„Chcesz mieć nowy samochód który mało pali a w zasadzie wcale? Kup sobie nowego Volkswagena Passata w salonie Krotoski. Jak się zepsuje na gwarancji będzie stał tygodniami i czekał na naprawę, nie będzie zużywał paliwa, chyba, że na dojazd do warsztatu i spowrotem.” – pisze właściciel zepsutego Volkswagena.
Po wizycie w serwisie kolejny tydzień czekania
Na miejscu, jak pisze Abramowicz, zapowiedziano od trzech do czterech godzin oczekiwania na oględziny. Pracownik serwisu miał zasugerować uszkodzenie mechaniczne. Klient twierdzi, że lampa nie nosiła śladów uderzenia. Passata odebrano tego samego dnia. Według relacji kupującego serwis miał dopiero zamówić lampę, a samochodu zastępczego akurat nie było.
„Spytaliśmy o samochód zastępczy na czas czekania – jak zapłacimy to może i byłby , ale nie teraz bo i tak nie mają. Na informację czy lampa przyszła i czy w końcu naprawią czekamy już tydzień. Zero kontaktu. Dzisiaj próbowaliśmy się sami dodzwonić i zapytać dlaczego to trwa tak długo? Bezskutecznie. Nikt telefonu nie odbierał. Samochód stoi, nie zużywa benzyny. To jest wyjątkowo oszczędna wersja – kupcie sobie nowego Volkswagena Passata, niemieckie solidne auto, zaoszczędzicie „kupę kasy” na paliwie czekając tygodniami, aż wam naprawią usterkę która w nowym samochodzie nie ma prawa się pojawić.”
Tydzień później, klient wciąż czekał na informację o części. Jak podaje, próby dodzwonienia się do warsztatu były bezskuteczne. Najwyraźniej serwis ma inne sprawy na głowie a może dodał klienta na czarną listę?
Na Francuskie.pl opisywaliśmy już przypadek kierowcy, którego samochód spędził w ASO 87 dni. Wyjaśnialiśmy również, od czego zależy termin naprawy gwarancyjnej, gdy brakuje części.
fot. klient, na podstawie wpisu na X.com – redakcja






