Testemolle jechał do Paryża w dwóch sprawach: odwiedzić chorą ciotkę i odebrać samochód. Gdy 4 czerwca 1919 roku przekroczył bramę zakładów Citroëna w Javel, zobaczył sztandary, trybunę i orkiestrę w komplecie. Handlarz bydła z Beaulieu-sur-Dordogne zaczął się rozglądać. Był przekonany, że uroczystość przygotowano dla kogoś znacznie ważniejszego.
Był pierwszym nabywcą pierwszego seryjnie produkowanego samochodu marki Citroën. Dla André Citroëna właśnie to wystarczyło, by powitać go z honorami należnymi głowie państwa a zamiast krótkich formalności i objaśnienia obsługi auta Testemolle dostał ceremonię, której nie zapomniał do końca życia. Była orkiestra, przemówienie, uścisk dłoni właściciela fabryki, wielka szarfa oraz deszcz konfetti. Najważniejszy tego dnia nie był jednak sam samochód. Najważniejszy był człowiek, który zdecydował się go kupić i jego nazwisko, które zapisało się w historii marki i Francji.
Po samochód i do chorej ciotki
Historię pierwszego klienta opisał Silvain Reiner. Testemolle zajmował się handlem bydłem i mieszkał w Beaulieu-sur-Dordogne, setki kilometrów od Paryża. Podróż po nowy samochód połączył z odwiedzinami u chorej ciotki. Wszystko zapowiadało więc zwyczajny, choć zapewne emocjonujący dzień: wizyta u krewnej, odbiór auta i droga powrotna. Po przekroczeniu bramy fabryki plan przestał być zwyczajny. Zakłady udekorowano sztandarami i transparentami, pojawiły się kapelusze z kokardami, a w gotowości czekała orkiestra. Oprawa była tak uroczysta, że Testemolle zaczął podejrzewać pomyłkę. Może za chwilę miał przyjechać ktoś naprawdę ważny? A może pracownicy wzięli jego samego za tymczasowego prezydenta Republiki?
Orkiestra, która witała generałów, zagrała dla handlarza bydła
Powody do zdziwienia miał bardzo konkretne. Była to ta sama orkiestra, która wcześniej witała generała Johna Pershinga oraz księcia Czarnogóry a tym razem muzycy stawili się dla człowieka, który przyjechał po samochód. Testemolle został poprowadzony w stronę naprędce ustawionej trybuny, czekał tam André Citroën w otoczeniu kierowników fabryki. Nie było już wątpliwości: nikt nie pomylił go z dostojnikiem. Całe widowisko przygotowano właśnie dla niego. Citroën uścisnął mu dłoń z powagą oficjalnej ceremonii. Następnie wyjaśnił, dlaczego ten moment jest tak ważny:
Jest pan pierwszym nabywcą pierwszego Citroëna.
Padły życzenia długiego życia – dla Testemolle’a, jego rodziny oraz samochodu. Dla przemysłowca był to symboliczny początek nowej epoki, pierwszy samochód nie pozostawał już w fabryce ani na wystawie. Za chwilę miał wyjechać na drogę ze swoim właścicielem.
Rozpłakał się i nie potrafił uruchomić samochodu
Testemolle, człowiek prosty i nieprzyzwyczajony do zaszczytów, nie był przygotowany na podobne przyjęcie, obsypywany gratulacjami, w końcu się rozpłakał. Wzruszenie było tak silne, że nie potrafił uruchomić auta. Padł w ramiona znanego mu inżyniera Jules’a Salomona, a potem zaczął obchodzić samochód dookoła. Dotykał nadwozia i z niedowierzaniem powtarzał: „moje torpedo”. Trudno o bardziej ludzką scenę z początków wielkiego koncernu.
Odjechał w szarfie i deszczu konfetti
Kiedy Testemolle opanował emocje, nadszedł czas wyjazdu. Opuścił Javel przy dźwiękach marsza Sambre-et-Meuse. Przez pierś miał przewieszoną ogromną szarfę z nazwą Citroën, a wokół samochodu fruwało konfetti. Według Reinera obiecał, że przyśle marce cały swój region i nawet jeśli były to słowa wypowiedziane pod wpływem chwili, trudno się im dziwić. Do Beaulieu-sur-Dordogne wracał przecież nie tylko z nowym autem, ale wiózł opowieść, którą musiał przekazać każdemu, kto zatrzymał się, by obejrzeć jego torpedo.
Źródło: Silvain Reiner, „Tragedia André Citroëna”, polski przekład roboczy.






