Pomysł na zakup modelu Renault Thalia zrodził się z potrzeby posiadania drugiego samochodu, który niekoniecznie musi podążać za kanonem urody uznawanym powszechnie za atrakcyjny oraz mocno ograniczonego budżetu. Prosty sedan, który kosztował niespełna 5 tys. zł, spełniał założenie i choć miał być tylko samochodem przejściowym, spędził w moich rękach aż 4 lata.
Koncepcja zakupu Renault Thalii I generacji, która chodziła mi po głowie spotykała się z reakcjami zdziwienia, uśmieszkami politowania oraz propozycjami całej listy samochodów, które można kupić w zamian, niejednokrotnie przekraczając założony budżet. Sedan Renault zdawał się spełniać moje skromne oczekiwania – miał prostą konstrukcję, żadnych zbędnych elementów, które mogłyby podnieść awaryjność auta a rynek oferował łatwo dostępne i niedrogie części zamienne.
Thalia zachęcała niską ceną egzemplarzy znajdujących się na rynku wtórnym, mieszczącą się w założonych ramach. Chociaż samochód miał służyć głównie do jazdy po mieście, szybko zaczął spełniać rolę auta do wszystkiego – od wyjazdu na zakupy po weekendowe wypady w góry.
Renault Thalia nie grzeszy bogactwem wyposażenia
Produkcja Thalii I generacji trwała od 1999 do 2008 roku. W pierwszej kolejności poszukiwałam starszej, tańszej wersji auta, ale w końcu wybór padł na model po face liftingu ponieważ samochody z pierwszych lat produkcji oferowały zbyt spartański poziom wyposażenia, nawet jak na Thalię. W pojazdach często brakowało ABS-u, wspomagania kierownicy, nie mówiąc już o klimatyzacji, czy elektrycznie otwieranych szybach.
Wreszcie, w niedalekiej odległości od mojego miejsca zamieszkania trafił się egzemplarz z 2003 roku z przebiegiem 146 tys. km wyposażony w wolnossącą jednostkę benzynową 1.4 8V o mocy 75 KM oraz maksymalnym momencie obrotowym 114 Nm. Wyposażenie mieściło się na bardzo krótkiej liście, ale spełniało moje mało wygórowane wymagania. Samochód miał ABS, wspomaganie kierownicy, klimatyzację, elektryczne przednie szyby, elektrycznie regulowane lusterka oraz kapryśne radio z odtwarzaczem kaset, które działało kiedy i jak chciało a po każdym uruchomieniu pojazdu wymagało pogłośnienia systemu, aby cokolwiek słyszeć.
Pierwsze użycie pokrętła głośności jeszcze podczas jazdy testowej spowodowało, że w samochodzie rozległy się dźwięki utworu „Och Ziuta”, Shakin’ Dudiego. Imię z piosenki idealnie oddawało charakter samochodu i przylgnęło do Thalii od pierwszych chwil, wraz z przekonaniem, że brzydkich samochodów nie ma, tylko wina czasem brak ;-)
18 lat u jednego właściciela
Renault Thalia trafiła do sprzedawcy w rozliczeniu od pierwszego właściciela, który jeździł samochodem zakupionym w polskim salonie przez prawie 18 lat. Pod względem wizualnym autko wydawało się zadbane, silnik pracował równo i oprócz drgań na drążku 5-biegowej przekładni nie dawało oznak do niepokoju dlatego szybko zapadła decyzja o zakupie.
Thalia od razu przeszła wymianę kompletu rozrządu, oleju i filtrów oraz serwis klimatyzacji. Zaskoczeniem dla mnie i mechaników okazał się brak filtra kabinowego, którego Renault nie montowało standardowo w początkowym okresie produkcji modelu. Niektórzy właściciele radzą sobie z tym na swój sposób poprzez drobne modyfikacje, ale „Ziuta” pozostała bez filtra przez cały okres mojego użytkowania. W ramach pierwszej wizyty w warsztacie, samochód otrzymał także nową poduszkę skrzyni biegów, która wyeliminowała drżenie dźwigni przekładni.
Skromny, ale praktyczny
Wnętrze Thalii ma zaskakująco dużo przestrzeni, nawet dla wyższych osób, ale bliskie położenie pedałów może pogorszyć komfort prowadzenia kierowców hojniej obdarzonych wzrostem.
Zaletą modelu są proste, ale wygodne fotele przednie, które zapewniają dobre podparcie dla pleców. Biorąc pod uwagę ascetyczny charakter wnętrza, mocnym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że sprawdzają się nawet na dłuższych odcinkach. W trasie możemy narzekać na wiele, ale nie na fotele.
Wykończenie i wyposażenie wnętrza jest wyjątkowo proste. Oprócz niebieskiej tapicerki, która znalazła się na siedzeniach i boczkach drzwi, większość elementów wykończono twardym, szarym plastikiem, który ma swoją zaletę – jest odporny na zarysowania i inne uszkodzenia. Z perspektywy 4 lat, wnętrze niewiele zmieniło się w porównaniu do stanu, w jakim kupiłam samochód. Materiały okazały się trwałe, zarówno pokrycie kierownicy, obicia, jak i plastiki. Jedynie kratka nawiewu, ułamała się pod wpływem zbyt energicznego montażu uchwytu na telefon.
W miejscu gdzie w wyższych wersjach wyposażenia znajduje się ekran komputera pokładowego, Renault Thalia w wersji Access ma prostą półkę, która mogłaby służyć jako miejsce na telefon lub inne drobiazgi, gdyby tylko przy każdym skręcie, wszystko nie lądowało na podłodze.
Zobacz test: Renault Megane GrandCoupe dCi 115 EDC – oszczędny diesel, logiczny wybór
Niedociągnięciem projektu Renault jest umieszczenie cup-holderów w schowku po stronie pasażera. Ani nie jest to wygodne, ani funkcjonalne rozwiązanie a po pierwszej rozlanej kawie wszelkie potrzeby spożywania napojów podczas jazdy zostały wyeliminowane. Poprzedni właściciel, uszkodził zaczep schowka pasażera i przymocował klapę na sznurku. Prowizoryczne mocowanie spełniało swoje zadanie podtrzymując drzwiczki schowka podczas otwierania.
Bagażnik bez dna
Renault Thalia powstała przez wydłużenie Clio II generacji. Efekt końcowy przybrał postać sedana o długości 4171 mm z praktycznym bagażnikiem o pojemności 500 litrów. Właściwości transportowe małego Renault rzeczywiście są imponujące. Do bagażnika zmieszczą się duże zakupy, torby na weekendowy wyjazd i wiele, wiele więcej.
Po otwarciu tylnej klapy zauważymy jednak liczne oszczędności. Powierzchnie są ostre, w niektórych częściach bagażnika brakuje zabezpieczenia krawędzi a klapa przy chwili nieuwagi lub na silniejszym wietrze może spaść nam na głowę, kiedy szukamy czegoś w bagażniku. Zważywszy na cenę samochodu, możemy jednak przymknąć oko na drobne mankamenty.
Komfort jazdy i zużycia paliwa
75-konna jednostka w zupełności wystarcza do wprawienia w ruch niewielkiego, lekkiego samochodu zwłaszcza jeśli jeździmy w pojedynkę. Thalią, jesteśmy w stanie szybko włączyć się do ruchu, ale przy większym obciążeniu dynamika wyraźnie spada dlatego przyzwyczajeni do mocniejszych samochodów kierowcy, powinni uzbroić się w cierpliwość, zwłaszcza podczas wyprzedzania. Zużycie paliwa Thalii 1.4 wynosiło średnio ok. 6-7 l/100 km w zależności od stylu jazdy. Wyposażony w 45 litrowy zbiornik paliwa sedan, potrafił przejechać od tankowania do rezerwy ok. 550 – 600 km przy ekonomicznej jeździe.
Renault Thalia doskonale sprawdza się w mieście. Przy niewielkich prędkościach to bardzo wygodny środek transportu. Miękko zestrojone zawieszenie sprawia, że kostka brukowa i inne nierówności nie będą dawały się we znaki. Nawet zjazd z asfaltu nie stanowił dla Thalii większego problemu a prześwit 150 mm wystarczy, by nie szorować podwoziem o każdy kamień.
Na drodze szybkiego ruchu, czy autostradzie już tak różowo nie jest. Po przekroczeniu magicznej bariery 100 km/h hałas staje się uciążliwy do tego stopnia, że rozmowa wymaga podniesienia głosu i możemy zapomnieć o komfortowym słuchaniu radia czy kaset. Podczas szybszej jazdy odczuwalny staje się brak 6 biegu. Thalia nie jest specjalnie stabilnym środkiem transportu. Przed każdym zakrętem lepiej nie tylko zdjąć nogę z gazu, ale zdecydowanie przyhamować, ponieważ nawet łagodny manewr powoduje mocne przechylanie nadwozia.
Czy Renault Thalia I to awaryjny samochód?
Większość napraw, jakie przechodziła Thalia to czynności eksploatacyjne, ale zdarzały się również mniejsze i większe usterki. Niedługo po tym, jak pojazd trafił w moje ręce urwała się klapka wlewu paliwa, co jest częstą przypadłością sedana Renault. Demontaż okazał się wyzwaniem, ze względu na zapieczone śruby i udało się dopiero po przewierceniu gwintu. Samochód otrzymał łatwo dostępny na rynku, tani zamiennik, który został polakierowany na kolor pasujący do nadwozia.
Nowa klapka pasowała, ale nie do końca – zamknięcie wymagało wyczucia. Z czasem, na lakierze pokazały się drobne spękania, ale zamiennik wytrwał przez 4 lata użytkowania samochodu.
Uciążliwym, bo trudnym do zlokalizowania problemem okazało się gromadzenie się wody w bagażniku. Dwukrotnie musiałam wyjąć wszystko z wnętrza i wysuszyć, ale i tak nie udało mi się zlokalizować źródła nieszczelności. Problem z niewiadomych względów… zniknął sam i do tej pory nie wiem, co powodowało zalewanie bagażnika.
Kapryśny centralny zamek
Inną przypadłością Thalii był centralny zamek, który nie zawsze otwierał i zamykał wszystkie drzwi. Humory samochodu od czasu do czasu zmuszały mnie do otwarcia drzwi kluczykiem lub zamykania tylnych drzwi zatrzaskiem. Przypadłość w parze z lekkim roztargnieniem prowadziła do tego, że Renault Thalia niejednokrotnie pozostawała otwarta, ale najwidoczniej nie jest to atrakcyjny cel dla złodziei, bo mimo łatwego łupu, zawsze stała tam, gdzie ją zostawiłam.
W ciągu czterech lat Thalia została unieruchomiona dwa razy. Za pierwszym razem samochód stracił reakcję na naciśnięcie pedału gazu, pojawiły się również problemy z uruchomieniem silnika, uniemożliwiając dalszą jazdę. Czyszczenie przewodu od masy i innych połączeń pod maską pozwoliło na ponowny wyjazd na drogę. Za drugim razem, Thalia miała problemy z odpalaniem. Albo odpalała za pierwszym przekręceniem kluczyka, albo wcale. Problem zażegnała wymiana czujnika położenia wału.
Do listy usterek dodam jeszcze niespodziewane skoki obrotów silnika po naciśnięciu sprzęgła, które udało się wyeliminować prostą czynnością czyszczenia odmy silnika. Większość napraw i wymian odbywała się niezbyt wielkim kosztem ze względu na dostępność części oraz zamienników. W dodatku samochód mimo wieku i powszechnie panującej opinii nie miał żadnych problemów z rdzą. Przy sprzedaży auta nowy właściciel nie mógł się nadziwić, jak dobrze wypadł stan nadwozia i podwozia ponad 20-letniego auta.
Renault Thalia – werdykt po 4 latach użytkowania
Thalia przejeżdżała w moich rękach ok. 10 tys. km rocznie i w momencie sprzedaży miała na liczniku 176 tys. km. Prosty sedan służył dzielnie przez 4 lata i z perspektywy czasu mogę określić model Renault jako praktyczny samochód, który najlepiej czuje się w warunkach miejskich. Fakt, że auto jest budżetowe nie znaczy, że psuje się na każdym kroku, jednak wiek robi tutaj swoje i Renault Thalia I generacji, jak zresztą każdy inny samochód używany wymaga uwagi właściciela i regularnego serwisu. Francuski sedan okazał się prostym, ale wygodnym środkiem transportu dlatego spędził w moich rękach znacznie dłużej niż wynikało z początkowego założenia.


























