Toyota od lat ma opinię marki, której samochody szybko rdzewieją. Do Stacji Konserwacji trafiła mocno zardzewiała Toyota Corolla z przebiegiem niespełna 40 tysięcy kilometrów. Auto zostało dokładnie wymyte, by można było ocenić stan podwozia – i to, co zobaczyli konserwatorzy, nie pozostawia złudzeń: ognisk rdzy jest zaskakująco dużo jak na tak młody samochód.
– „Samochód ma trzy lata i wygląda od spodu tak, jakby miał za sobą dziesięć sezonów w soli drogowej. To jest absurd” – mówi autor nagrania.
Złośliwi mówią, że wieczorami w salonach Toyoty pracownicy sprzątają rdzę spod aut, aby nie było widać, że ruda chrupie jak szalona. Coś w tym jest, bo korozja w prezentowanej Corolli pojawiła się w miejscach nieoczywistych. O ile na gwintach, pod zaślepkami czy przy zgrzewach można się jej spodziewać, to obecność rudej plamy na nieuszkodzonej blasze czy przy mocowaniach zbiornika paliwa budzi już zdziwienie. Mechanicy pokazują szpilki, nakrętki i wsporniki, które wymagają odrdzewienia, a część gwintów – jak w przypadku łącznika amortyzatora – praktycznie zakończyła swój żywot. Mówimy o samochodzie prawie nowym, z roku 2021!

– „Producent jakby świadomie zakładał, że właściciel nie będzie niczego naprawiał, tylko po okresie leasingu odda auto na złom. To jest poziom tandety, który nie powinien mieć miejsca w aucie za te pieniądze” – dodaje pracownik warsztatu.
Najwięcej rdzy znaleziono w rejonie mocowań belki pod chłodnicą, przy wspornikach ramy przedniej oraz w okolicach zbiornika paliwa. Ruda pojawiła się też na kielichach zawieszenia, wokół nakrętek i śrub, a nawet na elementach ukrytych pod plastikowymi kapturkami, gdzie – jak podkreślają mechanicy – wystarczyłoby nałożenie odrobiny smaru, by uniknąć problemu. Niestety, brak fabrycznego zabezpieczenia sprawił, że korozja rozwijała się w ciszy, a właściciel dowiedział się o niej dopiero podczas profesjonalnej konserwacji.
– „Takie rzeczy nie powinny się dziać w samochodzie trzyletnim. To nie jest dwudziestoletni złom, to jest auto, które w teorii miało być świeże i bezproblemowe. Niestety, Toyota kolejny raz pokazuje, że rdza jest w pakiecie” – podsumował konserwator.
Żeby zahamować proces, konieczne było żmudne doczyszczanie i zabezpieczenie całości epoksydem oraz masą polimerową. Pracy było tyle, że samochód bardziej przypomina pacjenta z poważną chorobą niż świeży egzemplarz z salonu. Widać też pierwsze wżery przy kielichach zawieszenia i mocowaniach belki pod chłodnicą, a to miejsca integralne dla bezpieczeństwa. Nie chodzi więc tylko o estetykę, ale o trwałość konstrukcji.
Jak widać zła opinia o japończykach nie wzięła się znikąd.
Całość zobaczycie na poniższym filmie:







