Pan Samochodzik, bohater książek Zbigniewa Nienackiego, jeździł pływającym wehikułem z bardzo mocnym silnikiem, zbudowanym przez wuja Gromiłłę, zapalonego wynalazcę. A co by było, gdyby bazą dla tego projektu stał się legendarny Citroën DS?
Zbigniew Nienacki to jeden z najlepszych polskich autorów książek dla dzieci i młodzieży i oczywiście dorosłych. Pan Samochodzik to dla wielu osób, które dorastały w tamtych czasach wstęp do świata „Raz do roku w Skiroławkach” czy „Wielkiego Lasu”. Szczytowym osiągnięciem Nienackiego było „Dagome Iudex”, czyli książka która dzisiaj byłaby czymś w rodzaju „Gry o tron”. Warto sięgnąć do tych pozycji i je sobie przypomnieć a ja zabieram Was do świata dzieciństwa i niezwykłego samochodu a właściwie wehikułu, tylko w naszej wersji niech wehikuł powstanie na bazie Citroëna DS!
Rozbity Citroën DS spod Zakopanego
Byłby to jeden z pierwszych egzemplarzy tego niezwykłego modelu, który trafił do Polski w dość osobliwych okolicznościach. Samochód należał do francuskiego dyplomaty, człowieka najwyraźniej odważnego, ale niekoniecznie rozsądnego, który nieco przesadził z prędkością na krętych drogach pod Zakopanem. Auto zostało rozbite, jego elegancka karoseria mocno ucierpiała, a francuska ambasada nie bardzo wiedziała, co zrobić z pojazdem, który nadal wyglądał jak futurystyczny statek kosmiczny, tyle że po spotkaniu z tatrzańskim rowem. I wtedy pojawił się on — wuj Gromiłło z Krakowa, człowiek, który w każdej katastrofie widział początek wielkiego wynalazku. Kupił wrak za pieniądze, które rozsądny człowiek przeznaczyłby na coś innego.

Citroën DS z 1955 roku: gotowa baza pod wehikuł
Citroën DS był technicznym objawieniem. Nie wyglądał jak zwykły samochód. Miał opływowe nadwozie, zakryte tylne koła, bardzo niski przód i sylwetkę, która bardziej pasowała do filmów science fiction niż do powojennych dróg Europy. Na wehikuł Pana Samochodzika nadawałby się znakomicie. Najważniejsza była hydropneumatyka, magiczne zawieszenie, które powodowało, że samochód po uruchomieniu powoli podnosił się z ziemi, jakby budził się do życia. Dla wuja Gromiłły oznaczałoby to możliwość stworzenia pojazdu, który będzie unosił się nad polskimi kiepskimi drogami, niezależnie od nawierzchni. Dorobiłby do tego nowe funkcje.
A bohater książki, Pan Tomasz, przyzwyczajony do zwykłych aut, patrzyłby na ten układ z niedowierzaniem. Nadwozie było niezbyt urodziwe, ale środek przypominał przecież kabinę odrzutowca! Dźwignia zmiany wysokości nadwozia musiałaby działać na wyobraźnię historyka niesamowicie. Jedno ustawienie do jazdy normalnej. Drugie do pokonywania gorszych dróg. Trzecie, bardzo wysokie, do przebijania się przez koleiny, błoto i leśne dukty, okolice zamków, w poszukiwaniu skarbów. To właśnie tutaj narodziłaby się legenda, że wehikuł lata. DS nie przejmował się niczym.
Hydrauliczna żaba, amfibia i trochę szaleństwa
Rozbity DS nie mógł już oczywiście wrócić do pierwotnej elegancji. Oryginalne nadwozie zostało więc potraktowane z szacunkiem, ale bez przesady. To, co dało się uratować, zostało. To, co przeszkadzało, zostało wycięte. A resztę wuj dorobił sam, w krakowskim warsztacie, używając blach, elementów z rozbitych łodzi, fragmentów lotniczych poszyć i własnej teorii aerodynamiki, której nikt poza nim nie rozumiał. Efekt musiałby być osobliwy. Przód pozostałby niski i opływowy, ale zyskał szczelny dziób. Boki zostały poszerzone i uszczelnione. Pod spodem pojawiła się konstrukcja przypominająca płaski kadłub. Drzwi otrzymały dodatkowe uszczelki (ciekawe skąd w latach 60. by je wziął, ale to zupełnie inna sprawa), progi zostały podniesione, a w tylnej części nadwozia wuj Gromiłło zamontował ukryty tunel dla napędu wodnego.
Tak powstałby samochód, który na szosie był dziwacznym wehikułem, w lesie podnosił się jak hydrauliczna żaba, a po wjechaniu do wody zamieniał się w amfibię. A napęd? Cóż, jest tylko jeden godny takiego potwora! Oryginalny DS z 1955 roku miał czterocylindrowy silnik, konstrukcyjnie wywodzący się jeszcze z wcześniejszych modeli Citroëna. Był wystarczający do spokojnej jazdy, ale nie pasował do wyobraźni wuja Gromiłły. No i powiedzmy, że w wypadku dyplomaty uległby uszkodzeniu. Nieodwołalnemu. Wehikuł Pana Samochodzika musiał mieć oczywiście coś więcej.

Silnik Maserati V6, zanim powstał Citroën SM
I tutaj pojawia się kolejny element naszej fikcyjnej historii: silnik Maserati V6. Trafiłby do Krakowa dzięki znajomemu wuja, który przywiózł go z Włoch razem z częściami do kilku aut, kilkoma skrzyniami wina i wielką pewnością, że kiedyś się przyda. Gromiłło zamontowałby ten silnik na długo przed powstaniem Citroëna SM. A może ktoś, kto zobaczył dziwny wehikuł, doniósłby Citroënowi, że stworzono niesamowite auto i należy się tym zainteresować? Kontakty między PRL a Francją były i to całkiem ożywione. Francuska marka przejęła przecież włoskiego producenta w 1968 roku, a później stworzyła jeden z najbardziej niezwykłych samochodów swoich czasów.
W fikcyjnym warsztacie wuja Gromiłły historia wydarzyłaby się wcześniej i po swojemu. Skoro wehikuł ma być szybki, to musi mieć mocny napęd. Połączenie hydropneumatycznego komfortu z włoską jednostką V6 stworzyłoby maszynę, która ruszałaby miękko, niemal bezszelestnie, a po mocniejszym wciśnięciu gazu zawstydzałaby wszystkich i wszystko. A skoro tak, to potrzebujemy jeszcze… motyw ostrzegawczy: przy większej prędkości w samochodzie miał dawać o sobie znać mały diabełek, sygnalizujący kierowcy, że zaczyna się jazda nie dla ludzi o słabych nerwach. W wersji z Citroënem DS ten element aż prosi się o rozwinięcie: wuj Gromiłło mógł przecież zamontować na desce rozdzielczej niewielką lampkę w kształcie diabelskiej główki. Przy spokojnej jeździe pozostawała ciemna. Przy prędkości turystycznej lekko żarzyły się jej oczy. A gdy Maserati V6 zaczynało śpiewać pełnym głosem, diabełek mrugał coraz szybciej, jakby nie tyle ostrzegał kierowcę, ile zachęcał go do dalszych grzechów. To byłby detal idealnie pasujący do świata Pana Samochodzika. Trochę dziecinny, trochę genialny, trochę niepokojący.

Kabina jak w odrzutowcu: biegi przy kierownicy i grzybek hamulca
Pan Samochodzik musiałby też zdziwić się wnętrzem. W „Wyspie Złoczyńców” czytamy o kabinie odrzutowca. A przecież Citroën DS nie był zwykłym autem – wymagał przyzwyczajenia. Miał osobliwą pozycję za kierownicą, inną logikę obsługi i rozwiązania zdecydowanie nietypowe. Jednoramienna kierownica? Jest. Grzybek zamiast hamulca? Oczywiście. Dla niewtajemniczonych był to szok, naciskało się go delikatnie, a samochód hamował z siłą, która potrafiła zaskoczyć każdego. Wuj Gromiłło oczywiście nie mógł zostawić tego bez zmian. Hydropneumatyka mogłaby zostać użyta do wciągania kół w wodzie i do obniżania śruby napędowej. Jak dzisiejsi biurokraci by znieśli takiego SAMa pozostaje dla mnie zagadką. Pewnie odmówiliby rejestracji od ręki.
Jak Citroën DS mógłby pływać?
Oczywiście największym wyzwaniem przy przeróbce DS-a na amfibię byłaby pływalność. Citroën DS miał opływowe nadwozie, ale nie był łodzią. Wuj Gromiłło musiałby więc stworzyć dla niego dodatkowy, szczelny kadłub. Myślę, że musiałby zabudowywać auto na czymś w rodzaju łodzi. Tylna część nadwozia otrzymałaby kanał dla śruby, a chłodzenie silnika musiałoby zostać przystosowane do pracy przy niskiej prędkości w wodzie. A chłodzenie? W normalnym samochodzie powietrze opływa chłodnicę podczas jazdy. W amfibii problem jest bardziej złożony. No ale to genialny wynalazca – inżynier, co z tego, że książkowy. Coś by wymyślił.
Dlaczego ta fikcja jest technicznie kusząca?
Citroën DS naprawdę był i pozostaje jednym z najbardziej zaawansowanych technicznie samochodów XX wieku. Ponad 70 lat temu stworzyli samochód, który oferuje niedościgniony do dzisiaj komfort jazdy. Kto nie wierzy, niech poprosi znajomego z DS o przejażdżkę brukiem albo drogą z tłuczniem. We wnętrzu będziesz myślał, że to gładki asfalt. Serio! Hydropneumatyczne zawieszenie naprawdę dawało wrażenie unoszenia się nad drogą.
Biegi przy kierownicy, nietypowy hamulec, futurystyczna sylwetka i hydraulika naprawdę zadziwiały — i zadziwiają do dzisiaj.
Dlatego gdyby wuj Gromiłło z Krakowa miał zbudować wehikuł Pana Samochodzika z Citroëna DS z 1955 roku, efekt mógłby być zadziwiająco wiarygodny! Rozbity przez francuskiego dyplomatę pod Zakopanem DS, odkupiony za niewielkie pieniądze przez ekscentrycznego wynalazcę. Włoski silnik Maserati V6 przywieziony z Włoch przez znajomego, który nie miał pojęcia, co z nim zrobić. Hydropneumatyka pozwalająca unosić się nad dziurawą drogą. Dorobione nadwozie zamieniające limuzynę w amfibię. Ukryta śruba wodna. Biegi przy kierownicy. Diabełek ostrzegający przed nadmierną prędkością. To wszystko brzmi bardzo… Samochodzikowo.
Dane techniczne fikcyjnego wehikułu Pana Samochodzika na bazie Citroëna DS
Element | Opis / parametr |
|---|---|
Baza konstrukcyjna | Citroën DS 19 z 1955 roku, rozbity pod Zakopanem przez francuskiego dyplomatę i odkupiony przez wuja Gromiłłę z Krakowa |
Długość oryginalnego Citroëna DS 19 | 4.826 mm |
Szerokość oryginalnego Citroëna DS 19 | 1.791 mm |
Wysokość oryginalnego Citroëna DS 19 | 1.470 mm |
Rozstaw osi | 3.125 mm |
Bagażnik | około 500 l |
Typ pojazdu | Fikcyjna amfibia drogowo-wodna z regulacją prześwitu |
Nadwozie | Dorobione przez wuja Gromiłłę, szczelne, z elementami kadłuba łodzi, zabudowanym spodem i dodatkowym uszczelnieniem progów oraz drzwi |
Zawieszenie | Hydropneumatyczne zawieszenie Citroëna DS z regulacją wysokości nadwozia |
Efekt jazdy | Wrażenie „unoszenia się” nad drogą, szczególnie na bruku, koleinach, tłuczniu i drogach szutrowych |
Silnik | Maserati V6, fikcyjnie pozyskany od znajomego, który przywiózł go z Włoch; jednostka w duchu silnika znanego później z Citroëna SM |
Układ cylindrów | V6 |
Pojemność | 2,7 l |
Moc | Fikcyjnie: 170–180 KM po przeróbkach wuja Gromiłły |
Skrzynia biegów | Manualna, sterowana dźwignią przy kierownicy w stylu Citroëna DS |
Napęd drogowy | Na koła przednie, zgodnie z koncepcją DS |
Napęd wodny | Ukryta śruba w tylnej części nadwozia, uruchamiana osobnym przełącznikiem „WODA” |
Tryb pływania | Koła unoszone hydraulicznie, śruba opuszczana do pracy, napęd przekazywany na śrubę, wlot powietrza wyprowadzony na dach |
Układ hamulcowy | Hydrauliczny układ DS z charakterystycznym „grzybkiem” hamulca zamiast klasycznego pedału |
Regulacja prześwitu | Położenia: opuszczone, jazda, teren, maksymalne oraz fikcyjne ustawienie wodne |
Prędkość drogowa | Do 180 km/h, choć diabełek ostrzegawczy zaczyna mrugać znacznie wcześniej |
Prędkość na wodzie | Fikcyjnie: do 20 km/h na spokojnej wodzie |
Wyposażenie specjalne | Napęd wodny, wodoszczelne nadwozie, wlot powietrza na dachu, pompa zęzowa, kontrolka „diabełek”, przełącznik trybu wodnego |
Charakter pojazdu | Francuska hydropneumatyka, włoski silnik Maserati i polska fantazja konstruktorska |
FAQ: wehikuł Pana Samochodzika i Citroën DS
Czy Pan Samochodzik naprawdę jeździł Citroënem DS?
Nie. To fikcyjna, alternatywna wersja historii. W książkach Zbigniewa Nienackiego wehikuł Pana Samochodzika miał własną, literacką genezę. Citroën DS pasuje jednak do tej legendy wyjątkowo dobrze, bo sam był samochodem technicznie niezwykłym. Za to w książce „Pan Samochodzik Fantomas Tomasz N odwiedza Francję i tam Citroënów widział mnóstwo. Sam Nienacki na pewno widział też film z Fantomasem, gdzie złoczyńca miał latającego DS.
Dlaczego Citroën DS pasowałby do wehikułu Pana Samochodzika?
Bo miał hydropneumatyczne zawieszenie, regulację wysokości nadwozia, nietypową obsługę, futurystyczny wygląd i komfort jazdy, który także dziś robi ogromne wrażenie a w świecie Pana Samochodzika taki samochód mógłby wyglądać jak pojazd z przyszłości
Skąd pomysł na silnik Maserati V6?
To zabawa historią motoryzacji. Citroën naprawdę wykorzystał silnik Maserati V6 w modelu SM. W tej fikcyjnej wersji wuj Gromiłło po prostu zrobiłby to wcześniej, po swojemu i bez pytania kogokolwiek o zgodę. Co więcej, ta historia mogłaby zainspirować…Citroëna do kupna Maserati, gdyby dalej bawić się konwencją.
Czy Citroën DS mógłby zostać amfibią?
Fabrycznie oczywiście nie, ale jako literacka fantazja techniczna — jak najbardziej. Trzeba byłoby dodać szczelny kadłub, zabudowany spód, dodatkowe uszczelnienia, napęd wodny i rozwiązania chłodzenia silnika podczas pływania. Wszystko jest do zrobienia, chociaż koszty byłyby… spore. Cóż to jednak dla zapalonego wynalazcy, Gromiłły?
Zobacz testy samochodów Citroën.










