Stary Citroën 11 BL, Violetta Villas rozprostowująca pogniecione banknoty i nastolatkowie jeżdżący po drogach Magdalenki – ten mało znany motoryzacyjny epizod pojawia się w książce Izy Michalewicz i Jerzego Danilewicza „Villas”. Samochód kupiony od mechanika został przemalowany z czarnego na czerwony, a mieszkańcy mieli kopać rowy w poprzek dróg, żeby powstrzymać młodych kierowców.
Opowieść dotyczy Krzysztofa Gospodarka, jedynego syna Violetty Villas, oraz jego szkolnego kolegi Roberta Forsta. Chłopcy spędzali czas w Magdalence, gdzie wpadali na kolejne pomysły. Jeden z nich doprowadził do pojawienia się przed domem artystki starego Citroëna. W książce samochód został określony jako Citroën BL11. Fabryczne oznaczenie zapisywano jednak jako 11 BL. Była to lżejsza i bardziej zwarta odmiana słynnego Traction Avant, jednego z najważniejszych modeli w historii francuskiej motoryzacji.
Citroën znaleziony w warsztacie przy moście Poniatowskiego
Samochód wypatrzył Robert Forst w warsztacie znajdującym się w pobliżu mostu Poniatowskiego w Warszawie. Mechanik pracujący przy aucie zdradził, że zamierza je sprzedać. Krzysztof Gospodarek przekonał następnie matkę, aby kupiła samochód. Dla nastolatków oznaczało to zupełnie nowe zajęcie. Citroën trafił do Magdalenki i zaczął służyć do nauki prowadzenia oraz przejażdżek po okolicy. Violetta Villas miała podchodzić do przedsięwzięcia z dużą swobodą. Jak wynika ze wspomnienia, zgadzała się na jazdy, mówiąc: „Przynajmniej się nauczycie prowadzić”. Nie był to pierwszy samochód, którym poruszał się jej syn. Krzysztof zabierał wcześniej Mercedesa matki i boczną drogą przez las woził babcię do kościoła. Citroën dawał jednak chłopcom znacznie więcej swobody.
Czarny Traction Avant pomalowali pędzlami na czerwono
Samochód znajdował się w stanie dalekim od idealnego. Ze względu na nisko poprowadzone podwozie szybko doszło do uszkodzenia układu wydechowego. Oderwany tłumik nie zakończył jednak przejażdżek. Auto stało się po prostu znacznie głośniejsze. Początkowo Citroën miał czarny lakier. Nastolatkowie uznali, że samochód wymaga bardziej wyrazistego koloru. Nadwozie przemalowali na czerwono – „pędzlami i farbą olejną”. Efekt zapewne nie spełniał standardów profesjonalnej lakierni, ale trudno było nie zauważyć samochodu na drogach wokół Magdalenki.
Według książkowej relacji jazdy zaczęły przeszkadzać mieszkańcom. Hałaśliwy, czerwony Citroën regularnie pojawiał się na lokalnych drogach, a zniecierpliwieni sąsiedzi mieli nawet kopać poprzeczne rowy, które utrudniały chłopcom przejazd.
Citroën 11 BL był techniczną sensacją swoich czasów
Choć w latach 70. opisywany egzemplarz był już starym samochodem, konstrukcja nadal wyróżniała się bardzo niską sylwetką. Traction Avant zadebiutował w 1934 roku i łączył przedni napęd, samonośne nadwozie, hydrauliczne hamulce oraz niezależne zawieszenie wszystkich kół. Odmiany 11 B i 11 BL pojawiły się w 1937 roku. Model 11 BL wykorzystywał mniejsze nadwozie wcześniejszej wersji 11 Légère oraz czterocylindrowy silnik o pojemności 1.911 cm³. Prześwit i nisko poprowadzone elementy podwozia rzeczywiście mogły sprawiać problemy na drogach gorszej jakości. Historię wszystkich odmian dokładnie opisaliśmy w materiale Citroën Traction Avant – wersje, zmiany i różnice.
Produkcja rodziny Traction Avant zakończyła się w 1957 roku. Łącznie powstało blisko 759 tys. egzemplarzy. Więcej o rozwiązaniach technicznych modelu można przeczytać w naszym materiale przygotowanym na 90-lecie Citroëna Traction Avant.
„Ciocia” przyjechała zapłacić za samochód
Osobną historią był sam zakup Citroëna. Krzysztof powiedział sprzedającemu, Januszowi Wolskiemu, że za samochód zapłaci jego ciocia. Kiedy w drzwiach pojawiła się jedna z największych gwiazd polskiej estrady, mężczyzna zrozumiał, że historia wygląda inaczej. Violetta Villas wyjaśniła: „Jaka ciocia? To przecież mój syn!”. Następnie wyjęła zawartość torebki i zaczęła prostować pogniecione banknoty, którymi miała zapłacić za auto. Janusz Wolski odwiózł Citroëna do Magdalenki. Artystka pokazała mu swoją kapliczkę i podziękowała za życzliwość. Sprzedający wrócił do Warszawy taksówką z wrażeniem, jakby w jego domu „na chwilę zatrzymało się Las Vegas”.
Opisane wydarzenia i krótkie cytaty pochodzą z książki Izy Michalewicz i Jerzego Danilewicza „Villas”. Fragment książki został opublikowany na Weekend.Gazeta.pl.
fot. ilustracyjna






