Antonio Filosa obiecał odbudować Stellantis i właśnie dostał pierwsze dane, które powinny mu pomóc: dostawy samochodów wzrosły o 10%, a w Ameryce Północnej aż o 38%. Giełda praktycznie nie zareagowała, akcje koncernu znajdują się blisko historycznego minimum, a inwestorzy coraz wyraźniej domagają się zysków i gotówki, a nie kolejnych obietnic. Pojawiają się też głosy, aby odwołać szefa koncernu.
Antonio Filosa stąpa po coraz bardziej kruchym lodzie. Nie ma obecnie publicznych informacji, aby rada dyrektorów Stellantis przygotowywała zmianę prezesa. Po ponad roku od objęcia stanowiska kończy się jednak okres, w którym wszystkie problemy koncernu można było tłumaczyć błędami Carlosa Tavaresa. Szef Stellantis nadal nie przekonał inwestorów do przygotowanego planu naprawczego. Najnowsze wyniki dostaw dały mu mocny argument, ale rynek przyjął je bez entuzjazmu.
Stellantis dostarcza więcej aut, ale akcje szorują po dnie
W drugim kwartale 2026 roku Stellantis dostarczył dealerom i klientom 1,597 mln samochodów, o 150 tys. więcej niż rok wcześniej. Wzrost wyniósł 10%. W Ameryce Północnej dostawy zwiększyły się aż o 38%, do 445 tys. pojazdów, a w rozszerzonej Europie o 5%, do 762 tys. sztuk. Nowe i odświeżone modele zaczynają pracować na wynik. W Stanach Zjednoczonych pomagają Ram 1500 z silnikiem HEMI V8, Jeep Cherokee, Grand Cherokee i Dodge Charger SIXPACK. W Europie rosną Citroën C3, C3 Aircross, Opel Frontera, Fiat Grande Panda oraz samochody Leapmotor.
Mimo tych danych akcje Stellantis kosztowały 13 lipca około 4,8–4,9 euro. Kilka dni wcześniej kurs spadł do 4,59 euro, czyli najniższego poziomu od utworzenia koncernu w 2021 roku. W marcu 2024 roku za jedną akcję płacono około 27 euro. Rynek nie kwestionuje już wyłącznie zdolności Stellantis do zwiększania liczby dostarczanych samochodów. Inwestorzy czekają na poprawę marży, przepływów pieniężnych i rzeczywistej sprzedaży klientom. Samochód wysłany do dealera nie musi być jeszcze samochodem sprzedanym.
Filosa odziedziczył gigantyczny rachunek po Tavaresu
Sytuacja nie jest wyłącznie efektem decyzji obecnego prezesa. Filosa przejął koncern po okresie wysokich cen, konfliktów z dealerami, problemów jakościowych, spadku udziałów w rynku oraz zbyt optymistycznych planów dotyczących samochodów elektrycznych. Stellantis zakończył 2025 rok stratą netto wynoszącą 22,3 mld euro. Koncern zaksięgował 25,4 mld euro nadzwyczajnych obciążeń, związanych między innymi ze zmianą planów produktowych, ograniczeniem inwestycji w elektromobilność, gwarancjami i restrukturyzacją. Przemysłowe wolne przepływy pieniężne były ujemne i wyniosły 4,5 mld euro.
W pierwszym kwartale 2026 roku pojawiła się poprawa. Przychody wzrosły o 6%, do 38,1 mld euro, a zysk netto wyniósł 377 mln euro. Marża skorygowanego wyniku operacyjnego osiągnęła jednak tylko 2,5%, a przemysłowe wolne przepływy pieniężne pozostały ujemne na poziomie 1,9 mld euro.
Filosa nie kupił zaufania
W maju Filosa przedstawił strategię FaSTLAne 2030. Stellantis zamierza przeznaczyć 60 mld euro na inwestycje w ciągu pięciu lat. Plan obejmuje ponad 60 nowych modeli, 50 dużych modernizacji, nowe napędy oraz ograniczenie kosztów. Najwięcej pieniędzy mają otrzymać Jeep, Ram, Peugeot, Fiat oraz samochody użytkowe Pro One. Citroën, Opel, Alfa Romeo, Chrysler i Dodge zachowają rolę marek regionalnych. DS zostanie podporządkowany Citroënowi, a Lancia Fiatowi.
Koncern zapowiedział również zmniejszenie europejskich zdolności produkcyjnych o ponad 800 tys. samochodów rocznie oraz redukcję kosztów o 6 mld euro rocznie do 2028 roku. Są to działania rozłożone na kilka lat, podczas gdy inwestorzy oczekują poprawy znacznie wcześniej.
30 lipca Filosa przejdzie kolejny test
Najbliższym ważnym terminem będzie 30 lipca 2026 roku, gdy Stellantis opublikuje pełne wyniki finansowe za drugi kwartał. Same dostawy wzrosły, ale raport pokaże, ile koncern zarobił na sprzedawanych samochodach i ile gotówki wygenerowała działalność przemysłowa.
Najważniejszy test dla Antonio Filosy |
Na co czekają inwestorzy? |
|---|---|
Wyniki za II kwartał |
Wzrost przychodów i marży operacyjnej |
Przepływy pieniężne |
Ograniczenie odpływu gotówki |
Ameryka Północna |
Sprzedaż aut bez ponownego przepełniania placów dealerów |
Europa |
Wyższa rentowność nowych modeli |
Jakość |
Mniej awarii, napraw gwarancyjnych i akcji serwisowych |
Największym zagrożeniem pozostają zapasy samochodów w USA. Wzrost dostaw może poprawiać kwartalne liczby, ale zbyt duża liczba aut stojących u dealerów prowadzi później do rabatów, ograniczania produkcji i presji na marże. Stellantis przechodził już przez taki kryzys w 2024 roku. Przez pierwsze miesiące Filosa odbudowywał relacje z dealerami, pracownikami i politykami. Przywrócił część silników spalinowych, oddał więcej władzy regionom i zmienił strukturę marek. Były to decyzje oczekiwane po odejściu Tavaresa.
Teraz zaczyna się trudniejszy etap. Filosa musi udowodnić, że potrafi nie tylko naprawiać decyzje poprzednika, ale także stworzyć rentowny koncern. Rosnące dostawy dają mu czas. Kurs akcji wskazuje jednak, że cierpliwość inwestorów jest bardzo ograniczona.
Stellantis ma samochody, fabryki, technologie i 14 rozpoznawalnych marek. Filosa ma plan wart 60 mld euro. Brakuje jeszcze elementu, którego nie da się ogłosić podczas konferencji: trwałego zaufania rynku.
O spadku wartości akcji Stellantis i przyczynach kryzysu pisaliśmy szerzej na francuskie.pl.
Źródło: Bloomberg, Stellantis, Reuters






