W II połowie września br. miałem okazję być na Sycylii. To największa wyspa na Morzu Śródziemnym zamieszkała przez blisko 5 milionów ludzi i tłumnie odwiedzana przez rzesze turystów, w tym bardzo wielu Polaków. Nasz język słyszy się tu – nawet we wrześniu – powszechnie, a wiele osób pracujących w szeroko pojętym biznesie turystycznym też w mowie Mickiewicza wypowiadać się próbuje. To miłe.

Na Sycylii, oprócz walorów turystycznych wyspy, przykuwały moją uwagę także samochody. Tu jest zupełnie inaczej, niż w Polsce. Dominują auta marek włoskich, co zrozumiałe, ale ogólnie koncern Stellantis, który współtworzy dawna Grupa Fiata, jest tu bardzo licznie reprezentowany. Spotkałem zresztą nie tylko modele z ostatnich lat, takie już „stellantisowe”, ale i starsze.

Nie tylko jednak Stellantisem żyje tamtejsza motoryzacja. Grupa Renault, czy szerzej – Alians Renault-Nissan-Mitsubishi – też ma liczną reprezentację. Tak wielu Symbiozów i Capturów w Polsce nie zobaczycie. Licznie jeżdżą także Clio, w tym modele najnowsze, szóstej generacji, ale tych jest jeszcze stosunkowo mało. To rynkowa nowość, dostawy rozpoczęły się przed kilkoma miesiącami. Jeździ dużo Dacii, ale jeśli chodzi o Dustery, to głównie dwie pierwsze generacje. Jest mnóstwo Sandero, pojawiają się Joggery, czy nawet Springi.


Czasem przemknie też jakiś Nissan, albo Mitsubishi, ale to już nieco większa egzotyka. Samochody marek japońskich nie są tu zbyt częste, nawet Toyota nie ma takiego udziału w rynku, jak w Polsce. Owszem, widuje się tu auta z tego koncernu, ale nieprzesadnie często.

Początkowo nie rzucały mi się w oczy także modele marek chińskich, ale z czasem widywałem ich coraz więcej. Mogło to być związane z tym, że poruszałem się trochę po Sycylii, i na przykład w Palermo – dużym mieście – siłą rzeczy było ich więcej. W Palermo jednak bardziej spodobały mi się auta zabytkowe, głównie włoskie, które pokazałem Wam przed kilkoma dniami w odrębnym materiale.

Dziś za to wplatam do fotorelacji samochody włoskie, których kilkanaście chyba zrobiło sobie zlocik na jednym z nadmorskich parkingów w Cefalù. To głównie Alfy, ale były też Fiaty oraz Abarth 595.


Na parkingu przy promenadzie w Cefalù dostrzegłem też fajnego Citroëna Acadiane (najprawdopodobniej w wersji Mixta) z podkładkami pod rejestracją świadczącymi o przynależności do Słoweńskiego Klubu Citroëna (Citroën Klub Slovenije), aktywnego także tutaj.

Wracając do koncernu Stellantis… Na Sycylii widziałem mnóstwo egzemplarzy Lancii Ypsilon, ale gównie tej poprzedniej. Owszem, obecny model też się pojawiał na uliczkach, ale w skromnej reprezentacji. Były też Lancie Musa, spotkałem też – w Palermo – Phedrę, czyli jedno z czterech wcieleń Eurovana II. Gdzieniegdzie pojawiały się też ostatnie generacje Delty.

Co ciekawe na Sycylii spotkałem tylko jeden egzemplarz Juniora. Alfy jeżdżą, ale głównie starsze. Czasem pojawi się gdzieś Tonale, rzadziej Stelvio, ale to mogło wynikać także z tego, że szczególnie w mniejszych miejscowościach uliczki są ciasne, więc Sycylijczycy raczej nie kupują dużych samochodów. Fiat Topolino, Citroën Ami, to elektryczne czterokołowce, które się w takich miejscach spisują doskonale. Peugeot 5008 już niekoniecznie ;-) Acz Peugeoty, owszem, widywałem powszechnie, ale raczej mniejsze modele. Popularna na Sycylii jest 208-ka, łatwo też natknąć się na 2008, ale już większe SUV-y widuje się rzadziej.

Sycylijczycy lubią Citroëny. C3 różnych generacji, C2, czasem nawet C1 (czy bliźniaczy Peugeot 107), to nie są auta, których nie widać. Świetnie mieszczą się w ciasnych uliczkach, zajmują niewiele miejsca na parkingach – z takim autkiem łatwo tu żyć.

Oczywiście dominują Fiaty. Panda w różnych wcieleniach (nawet pierwszej generacji!), czy najnowsza Pandina, to widok powszechny. Spotyka się Cinquecento, czy Seicento, Fiaty 500 i 600, nieprodukowane już Punto,


Dość często widywałem także różne modele Jeepa, spotykałem również Ople, choć to raczej rzadki widok, za to były to z reguły nowsze modele. Parę razy natknąłem się na egzemplarze chińskiego Leapmotora, marki współpracującej z koncernem Stellantis.

I na koniec jeszcze drobna uwaga na temat cen paliw. Benzyna 95-tka kosztowała na Sycylii w czasie mojego pobytu w okolicach 2,35-2,40 euro za litr (w przypadku tankowania przez obsługę stacji, przy samoobsłudze było o ok. 20-22 eurocenty taniej), olej napędowy wyceniany był na ok. 2,55-2,60 euro za litr (w przypadku tankowania przez obsługę stacji, przy samoobsłudze było o ok. 20-22 eurocenty taniej). Na niektórych stacjach można się zaopatrzyć w paliwo HVO, które niedawno testował na naszych łamach Redaktor Siedlarz w Renault Trafic’u.


A jeśli już jesteśmy przy autach dostawczych, to na Sycylii takie samochody, to też często produkty Grupy Renault bądź koncernu Stellantis. Są idealne do pracy, nic więc dziwnego, że Włosi chętnie je kupują.
Na Sycylii spotkałem też dwa czy trzy Aixamy i pewnie jeszcze jakieś auta, których nie sfotografowałem (musiałbym zamieścić chyba z tysiąc zdjęć), ani o których nie wspomniałem w powyższym tekście. Konkluzja jest jednak jasna – na Sycylii jest mnóstwo samochodów, jakie lubimy!
Krzysztof Gregorczyk












































































































