Dealerzy Stellantis w Polsce mierzą się z dużą liczbą samochodów objętych akcją wymiany wadliwych poduszek powietrznych Takata. Obecnie działania prowadzone są przede wszystkim dla modeli marek Citroën oraz Opel. Wyzwanie dotyczy jednak nie tylko samej skali akcji, ale także sposobu jej rozliczania.
Okazuje się, że ilość samochodów, szczególnie Opel Astra, których właściciele zgłaszają się na wymianę, jest znacznie większa niż zakładano. To efekt dużego importu aut używanych – swego czasu Astra była w TOP 3 najchętniej sprowadzanych samochodów do naszego kraju.
Dodatkowo, według informacji uzyskanych przez naszą redakcję od kilku dealerów, jednym z największych wyzwań jest czas naprawy przewidziany przez importera. Na wymianę poduszki powietrznej przyjęto kilkanaście minut (za tyle płaci importer). W praktyce, jak wskazują nasi rozmówcy, nie obejmuje to pełnego czasu, który serwis musi poświęcić na obsługę samochodu. Do samej wymiany dochodzą bowiem czynności przygotowawcze: przyjęcie auta, wprowadzenie danych do systemu, sprawdzenie numerów identyfikacyjnych, przygotowanie stanowiska, obsługa klienta oraz zamknięcie zlecenia.
Efekt? Serwisy są blokowane przez dużą liczbę aut objętych kampanią, ale przychody z tych napraw są znacznie niższe niż przy standardowych usługach warsztatowych. Dealerzy, z którymi rozmawialiśmy, wskazują, że w niektórych przypadkach realny koszt obsługi całej akcji może być wyższy niż wynagrodzenie otrzymywane za jej wykonanie.
Akcja Takata jest oczywiście konieczna z punktu widzenia bezpieczeństwa. Wadliwe poduszki powietrzne tej firmy były jednym z największych problemów branży motoryzacyjnej ostatnich lat i objęły miliony samochodów różnych marek na całym świecie.
Klienci powinni więc zgłaszać się do serwisów i wykonywać naprawę jak najszybciej.






