Należę do osób, którzy przywiązują się do ludzi, przedmiotów, miejsc itd. To co zdarzyło się w serwisie Fiat firmy MM Cars przy ulicy Jubilerskiej w Warszawie spowodowało, że po wielu latach zmieniłam firmę, które zajmuje się moim autem.
Od lat jeżdżę samochodami marki Fiat, gdyż uważam za wygodne, mało awaryjne i tanie w obsłudze. Przy czym jako osoba, która prawo jazdy zrobiła w PRL, zaczynałam oczywiście od Malucha. Miałam ich zresztą kilka. Potem jeździłam Seatem Marbella, czyli hiszpańską wersją Fiata Panda. Wreszcie kupiłam nowiutkie Seicento, które nazwałam Jubisiem, bo była to jubileuszowa wersja z okazji 50-lecia modelu. Swój egzemplarz pod koniec jego życia przekazałam do… Muzeum Motoryzacji, gdyż nie tylko była to jubileuszowa wersja, ale auto cały czas było serwisowane w autoryzowanym salonie, a co za tym idzie mogłam przekazać wraz z jego samochodową „książeczką zdrowia” w postaci dokumentacji wszelkich napraw. Wreszcie przesiadłam się do Fiata Punto – nazwanego Kropeczką, którą jeżdżę do dziś.

Ostatnie dwa fiaty kupiłam w salonie firmy Dukiewicz na ulicy Jubilerskiej. Uwielbiałam ten salon. Jako klientka byłam z nimi związana ponad 18, czyli prawie 19 lat. Pracownicy byli pomocni. Dokładnie wiedzieli co trzeba sprawdzić w aucie, za każdym razem informowali mnie co zrobili, jak uważali, że trzeba dodatkowo coś zrobić to dzwonili i konsultowali się. Za każdym razem z warsztatu odbierałam auto wypucowane. Na miejscu czekała zawsze kawa lub herbata.

Mogłam też odstawić im samochód na wymianę opon czy przegląd nawet w nocy – zostawiając klucze ochroniarzowi. Zdarzało się, że panowie z warsztatu szli mi na rękę, gdy miałam kłopoty finansowe. Mogłam wtedy wyjechać z warsztatu samochodem dostając fakturę przelewową z 14-dniowym terminem płatności, choć byłam osobą prywatną, a nie firmą. Nic chyba więc dziwnego, że naprawiałam tam auto nawet wtedy, gdy wygasała już na nie gwarancja. Zarówno Jubiś jak i Kropeczka serwisowane przez Dukiewicza psuły się rzadko. W Seicento z napraw zapamiętałam wymianę parownika klimatyzacji oraz silnika wycieraczek. Poza tym obu samochodom doskwierały jedynie standardowe sprawy eksploatacyjne.

W sierpniu 2023 roku Dukiewicz zdecydował się iść na emeryturę i sprzedał swoją firmę motoryzacyjnej korporacji MM Cars. Nowy właściciel kupił salon wraz z… klientami – w tym ze mną. Pierwsze tygodnie łudziłam się, że będzie jak dawniej, czyli pełna pomoc, zrozumienie etc. Szybko okazało się inaczej. Wiosną 2024 roku wstawiłam do salonu auto na przegląd i wymianę opon i… gdy przyjechałam je odebrać dowiedziałam się, że zostało rozbite na myjni. Poczułam wprawdzie lekki niepokój, ale… ta czerwona ostrzegawcza lampka nie zapaliła się jeszcze tak mocno jak miało to miejsce później. No przecież każdemu może się zdarzyć stłuczka.
Salon dał mi zresztą samochód zastępczy – jakiegoś „twardego” w eksploatacji opla. Podobno – jak mi potem w zaufaniu powiedział jeden z pracowników – miało to na celu zwrócenie mojej uwagi na tę markę. A nuż kupię. No niestety. Nie mam hopla na punkcie Opla. A kilkudniowa jazda autem zastępczym utwierdziła mnie, że mam rację. Wolę Fiata od Opla. Niestety na zwrot mojej Kropeczki czekałam ponad tydzień. Po odbiorze okazało się, że… klimatyzacja nie chłodzi. Gdy zadzwoniłam spytać: dlaczego, dowiedziałam się, że nie sprawdzili podczas przeglądu klimatyzacji, bo… nie poprosiłam o to. Zamurowało mnie.
Dukiewiczowi nigdy nie mówiłam co ma mi sprawdzać, kiedy robił przegląd przed zimą lub po zimie, bo nie znam się na tym. To warsztat jest fachowcem i ma w komputerze „historię choroby oraz zabiegów” mojego auta. Ja jestem tylko użytkownikiem. Nie tylko nie muszę się znać na budowie auta, ale nawet pamiętać co trzeba w nim zrobić. Od tego jest autoryzowany serwis. Niestety z tym serwisem zaczęły się dalsze kłopoty. Przede wszystkim dodzwonienie się graniczyło z cudem. Doszło do tego, że musiałam pisać maile. W którymś momencie oddzwoniono do mnie i wtedy okazało się, że termin sprawdzenia klimatyzacji podano mi dość odległy. To mnie zirytowało.
Pomyślałam wtedy, co zrobiłby stary Dukiewicz? I przypomniałam sobie, że dwa razy odbierałam auto z zupełnie innego, choć pobliskiego warsztatu. Był zaprzyjaźniony z Dukiewiczem. Ilekroć autoryzowany serwis nie wyrabiał się zlecał podwykonanie „sąsiadowi”. Podjechałam do tego sąsiada. Do MM Cars napisałam: „proszę o przesłanie mi mailem PDF dokumentacji dotyczącej wszystkich od początku napraw mojego auta. Chce zmienić serwis obsługujący mój samochód. Tylko ja wiem jak jest to dla mnie trudna decyzja. Z Państwa warsztatem bym związana przez 19 lat, ale zmiana właściciela nie wpłynęła dobrze na nasze relacje i moją opinię o salonie.
Odejście pracowników, do których byłam przywiązana sprawiło, że nie czuję się w Państwa serwisie „jak w domu” co miało miejsce przez te 19 lat. Na dodatek dziwna historia z rozbiciem mojego auta i naprawianiem go przez ponad tydzień przy jednoczesnym niesprawdzeniu klimatyzacji sprawiły, że mam uwagi do profesjonalizmu obsługi”.
Nie próbowali mnie zatrzymać. Przysłali dokumentację, a ja zostałam stałą klientką nieautoryzowanego serwisu, który działa tak samo rodzinnie jak niegdyś Dukiewicz.
Ponieważ na dokumentację musiałam czekać, więc… postanowiłam zostawić opinię na Google. Napisałam: „Skandaliczne podejście do klienta. Przez 18 lat byłam klientką serwisu Dukiewicz w Warszawie przy ul. Jubilerskiej. MM Cars odkupili firmę Dukiewicza przy Jubilerskiej. Nowa firma, czyli MM Cars rozbiła mi samochód podczas wymiany opon. Naprawa trwała tydzień. Nie odbierają telefonów. Nie oddzwaniają. Są niemili. Po 19 latach zmieniłam warsztat. Nigdy więcej!!!”
Opowiedziałam tę historię redakcji pewnego lokalnego pisma. Może to dla nich temat? Redaktorka zapytała, czy może podać mój numer Pani z działu Marketingu MM Cars. Wyraziłam zgodę i zadzwoniła do mnie mało profesjonalna osoba, która przeprosiła, ale… nic ta rozmowa nie wniosła do sprawy. Miałam wrażenie, że „baba z wozu – koniom lżej”. Nie chcą bym wróciła. Raczej, bym się zamknęła. Natomiast na Google firma odniosła się do mojego komentarza pisząc, że nie odkupili salonu na Jubilerskiej w Warszawie, gdyż znajdują się w Katowicach. Edytowałam więc swój komentarz dopisując: „A teraz odpowiedzieli, że nie odkupili Dukiewicza. Naprawdę??? Co za nieznajomość własnych zasobów! Przecież wczoraj rozmawiałam z Panią z Waszego zespołu. Może lepiej nic nie odpowiadać niż tak kłamać!”
Więcej się już tym nie zajmowałam aż do teraz, kiedy pod koniec września 2025 r. dostałam z MM Cars list:
„Szanowni Państwo,
W związku z zakończeniem działalności firmy MM Cars w lokalizacji ul. Jubilerska 6, 04-190 Warszawa, informujemy, że obsługę serwisową w tym obiekcie prowadzi obecnie Serwis Jameel Motors.
Aby mogli się z Państwem kontaktować w sprawie usług związanych z przechowywaniem oraz wymianą opon/kół, konieczne jest wyrażenie przez Państwa zgody. Zgodnie z przepisami o ochronie danych osobowych (RODO), dotychczasowa zgoda udzielona MM Cars nie może zostać przeniesiona.
Jeżeli chcą Państwo, aby Serwis Jameel Motors mógł się z Państwem kontaktować w ww. sprawach, prosimy o przesłanie w odpowiedzi na tego maila potwierdzenie zgody: „Wyrażam zgodę na kontakt”.
W każdej chwili mogą Państwo wycofać udzieloną zgodę”.
Nie bez satysfakcji odpisałam:
„Szanowni Państwo,
List mnie zdumiał i nie zdumiał. Po historii z rozbiciem przez Państwa mojego auta podczas wymiany opon „rozwiodłam się” z Państwem i od dawna nie jestem Państwa klientką. Zniszczyli Państwo to na co latami pracował Dukiewicz, u którego serwisowałam samochód nawet po gwarancji. Biedna firma Jameel Motors. Rozumiem, że przejmuje zgliszcza.”
Bo dawno nie widziałam tak spektakularnego zniszczenia czegoś co latami działało. Jak przegnać stałego klienta? Tak jak zrobiło to MM Cars odkupując rodzinny biznes przy ulicy Jubilerskiej.










