Oszczędność 8 minut podczas rajdu to jak wygrana na loterii dlatego załoga Citroëna BX 4×4: Tomasz Nowak i Piotr Pyrka nie zastanawiając się długo skorzystali ze skrótu proponowanego przez Google. Skrótu, który zapamiętają do końca życia. Znaleźli się w ciemnościach, w lesie, z dala od drogi, cywilizacji a przejazd torowały kamienie, które musieli usuwać ręcznie. Przeczytajcie relację Tomka z trzeciego dnia rajdu Trans-Carpathia 2026.
Dzisiejszy dzień miał być spokojniejszy. Po wczorajszych emocjach z odcinkiem specjalnym wydawało się, że nic nie jest w stanie nas zaskoczyć, ale rzeczywistość szybko pokazała, jak bardzo się myliliśmy.
Na biwak dotarliśmy dopiero o drugiej w nocy, więc bez najmniejszych wyrzutów sumienia spaliśmy do ósmej rano. Kiedy rozkładaliśmy namiot, było zupełnie ciemno, wokół słychać było jedynie lekki szum wody dochodzący z jeziora. Rankiem po rozpięciu skrzydeł namiotu naszym oczom ukazał się wspaniały widok. Okazało się, że noc spędziliśmy niemal na samej plaży, tuż przy jeziorze. Trudno o lepszy sposób na rozpoczęcie dnia. Szybka kąpiel w jeziorze, a następnie śniadanie w plenerze i po polsku – klasyczna jajecznica na bekonie. W tak pięknych okolicznościach przyrody smakowała wybornie.
Korzystając z chwili spokoju zajrzeliśmy pod samochód i w około 90 procentach usunęliśmy problemy z układem wydechowym. Auto stało się cichsze a spaliny przestały przedostawać się do kabiny. Wszystko wskazywało na to, że możemy ruszać dalej.
Ruszyliśmy i znów trzeba było wyciągać narzędzia
Po zatankowaniu samochodu do pełna zauważyliśmy, że spod auta ciurkiem leje się paliwo. Po szybkich oględzinach nadkola postawiliśmy diagnozę – na jednym z kamienistych odcinków przetarliśmy przewód odpowietrzający zbiornik paliwa. Przy pełnym baku benzyna po prostu wypływała na zewnątrz. Na każdą z naszych wypraw wieziemy ze sobą zapas części zamiennych i narzędzi i tak samo było i tym razem, dlatego usterka nie zrobiła na nas wielkiego wrażenia. Po piętnastu minutach naprawiliśmy przewód i mogliśmy ponownie zatankować samochód. Straciliśmy około sześciu litrów paliwa, ale najważniejsze było to, że problem udało się rozwiązać na miejscu.
Organizator przygotował dodatkową trasę dla najbardziej wytrwałych uczestników. Oczywiście nie mogliśmy jej odpuścić. Prowadziła przez tereny, które do dziś noszą ślady wojny. Mijaliśmy opuszczone wsie, szkielety zabudowań bez dachów, podziurawione kulami pozostałości ścian i całe osiedla zamienione w gruzy. Trudno przejechać obok takich miejsc obojętnie.
Jednocześnie za szybą Citroëna roztaczały się zachwycające krajobrazy. Szerokie doliny, kamienne stepy i górskie zbocza przypominały scenerię jak wyjęte z filmów o Dzikim Zachodzie. Nie bez powodu twórcy serii Winnetou wybrali ten rejon na plener do zdjęć. Spotkaliśmy stado owiec schodzące ze stromego zbocza, podziwialiśmy Jezioro Ramsko z góry i skały opadające prosto do błękitnej wody, które przywoływały mi skojarzenia ze skandynawskimi fiordami. Dzień wcześniej pokonywaliśmy podobne tereny po ciemku. Teraz mogliśmy cieszyć się niezwykłą stroną Bałkanów.
Zakochany w Bałkanach
Technicznie trasa nie należała do łatwych. Osuwiska, luźne kamienie strzelające spod kół i strome podjazdy wymagały pełnego skupienia. Na szczęście nasz Citroën BX był do tego przygotowany. Przed wyjazdem zamontowaliśmy solidne osłony pod silnikiem i zbiornikiem paliwa a zwiększony regulowany prześwit dodawał pewności w terenie. Po zjechaniu na asfalt ruszyliśmy malowniczą drogą wzdłuż Neretwy w kierunku Mostaru. Kręte serpentyny i południowy temperament miejscowych kierowców tworzyły mieszankę, która momentami podnosiła ciśnienie bardziej niż jazda terenowa. Wyprzedzanie na trzeciego wydaje się tutaj normą.
Liczyliśmy, że zobaczymy zachód słońca, ale na punkt na wzgórzu z widokiem na Mostar dotarliśmy z dziesięciominutowym opóźnieniem. Trochę żałowaliśmy, ale nocna panorama miasta z tysiącami świateł okazała się równie spektakularna. Wracając z punktu widokowego mogliśmy po prostu zjechać do miasta i wtedy Piotr spojrzał na telefon.
„Google pokazuje trasę krótszą o osiem minut” – powiedział. Osiem minut oszczędności? Brzmiało rozsądnie dlatego nie zastanawiając się długo ruszyliśmy w kierunku wskazywanym przez nawigację. Droga zaczęła piąć się w górę. Kamienie stawały się coraz większe, koleiny coraz głębsze, a momentami wyglądało to tak, jakby ktoś przejechał spychaczem przez środek lasu i na szybko wysypał trochę gruzu.
Tam, gdzie kończy się droga i cywilizacja
GPS zaczął wariować. Pokazywał obok drogę, której nie było a sami jechaliśmy nieistniejącym szlakiem. Znaleźliśmy się w ciemnościach, pośrodku dzikiego, czarnego lasu, bez kontaktu z cywilizacją. Próbowaliśmy odnaleźć pobliską wioskę widoczną na mapie, ale na miejscu czekał jedynie niewielki plac i sterta powalonych pni.
Przez nasze głowy przechodziły najczarniejsze scenariusze. Zastanawialiśmy się, czy w ogóle uda nam się stamtąd wydostać. Przed nami wyrastały ogromne głazy, które musieliśmy ręcznie usuwać, aby Citroën mógł przejechać i strome podjazdy. Każdy kolejny metr groził uszkodzeniem samochodu a powrót biorąc pod uwagę to, co przeszliśmy był nie do przyjęcia.
Po drodze minęliśmy potężnego Jeepa Wranglera na ogromnych kołach dla monster trucków. Kierowca tylko spojrzał na naszego Citroëna BX i jego wzrok mówił wszystko. Skąd wzięła się tu zwykła osobówka? Tak naprawdę, sami zadawaliśmy sobie pytanie: co my tu właściwie robimy?
Tak kończy się 8 minut oszczędności
Osiem minut oszczędności proponowane przez Google zafundowało nam trzygodzinne błądzenie po ciemku, w górach, po lesie i w miejscach, do których nie wjechałby nawet kierowca rasowej terenówki. Wielokrotnie wysiadaliśmy z samochodu, pieszo szukając przejazdu, przetaczaliśmy wielkie kamienie, aby zrobić miejsce dla BX-a, w pewnym momencie mapa zasugerowała, że za chwilę… nielegalnie przekroczymy granicę z Serbią. Ostatecznie okazało się to błędem nawigacji, ale sugestia wystarczyła, żeby podnieść nam ciśnienie. Ciemny las, brak internetu, zero ludzi, żadnych znaków i świadomość, że nie możemy zawrócić, bo droga za nami przerażała dokładnie tak samo, jak ta przed nami.
To, co przeżyliśmy tego wieczoru, było znacznie trudniejsze od Sahary, Skandynawii i wczorajszego ekstremalnego odcinka specjalnego. O godzinie 2:00 w nocy dotarliśmy na biwak i położyliśmy się spać.
Ekstremalna próba dla BX-a
Po raz kolejny Citroën BX 4×4 przeszedł próbę, której nikt o zdrowych zmysłach nie poddałby zwykłej osobówki a samochód pokazał możliwości, o jakie sami nigdy byśmy go nie podejrzewali… Gdyby nie przygotowanie auta, wymiana silnika i odrobina szczęścia, chyba ktoś musiałby nas ściągać helikopterem…
Zobacz przygody załogi Latającego Dywanu w rajdzie Trans-Carpathia 2026:
- „Idealna konfiguracja wyprawowa”. Citroën BX 4×4 rozpoczyna kolejną przygodę (Trans-Carpathia 2026 cz.1)
- Citroën BX 4×4, prawie 500 km i lepszy off-road niż na Saharze (Trans-Carpathia 2026 cz. 2)


















