Jeśli śledzicie nasz dziennik, z pewnością pamiętacie rajdowe zmagania dwóch Citroënów BX 4×4 w Baltic Sea Circle, ale nadszedł czas na kolejną przygodę. BX z Tomaszem Nowakiem i Piotrem Pyrką, czyli Hipolem i Pyrasem na pokładzie ruszył w Trans Carpathia 2026. Trasa liczy 2500 km i wiedzie przez Chorwację, Bośnię, Kosowo, Albanię aż do Czarnogóry, nie będzie to jednak jazda prostą drogą i gładkim asfaltem. Impreza niesie ze sobą górskie i terenowe odcinki. Poczytajcie relację Tomka Nowaka z pierwszego dnia rajdu.
Pierwszy dzień rajdu utwierdził nas w przekonaniu, że miesiące przygotowań nie poszły na marne. Największą zmianą przed tegoroczną wyprawą i jednocześnie największą w historii BX-a była wymiana silnika. Zastąpiliśmy jednostkę 1.9D o mocy 70 KM benzynowym 1.9 GTi 8V o mocy 120 KM. Już podczas dojazdu do Chorwacji stwierdziliśmy z Piotrem, że był to strzał w dziesiątkę i to pod każdym względem – hałasu, spalania, prędkości przelotowej i obrotów przy jeździe autostradowej. Auto sprawuje się dokładnie tak, jak tego oczekiwaliśmy. To idealna konfiguracja wyprawowa i dokładnie to, czego potrzebowaliśmy.
Prolog – pierwszy sprawdzian dla BX-a 4×4
Pierwszym prawdziwym sprawdzianem dla Citroëna był prolog prowadzący na szczyt Gola Plješevica (1648 m n.p.m.) w paśmie Alp Dynarskich, która znajduje się na granicy Chorwacji i Bośni, niedaleko Jezior Plitwickich. Trasa prowadziła do ruin dawnej bazy radarowej, będącej częścią ściśle tajnego kompleksu wojskowego zbudowanego w latach 60. To miejsce robi ogromne wrażenie – zdewastowane pomieszczenia i świadomość, że kiedyś była to jedna z najważniejszych stacji wczesnego ostrzegania w tej części Europy. Organizatorzy przygotowali nam tu dodatkowe zadanie – odnalezienie słynnego pomieszczenia z namalowanym logo Batmana, czyli tzw. „Bat Cave”. Sam przejazd był wymagający, pełen kamieni i stromych podjazdów, ale właśnie po to tu przyjechaliśmy, aby sprawdzić naszego BX-a.
Już pierwszego dnia, na kamienistej trasie prologu przydały się inne modyfikacje, które wykonaliśmy w Citroënie przed wyjazdem. Udoskonaliliśmy płytę pod silnikiem, która podczas poprzednich rajdów sprawiała nam sporo problemów. Dodaliśmy otwory wentylacyjne i poprawiliśmy mocowania.
Niestety nie wszystko działa tak, jak tego oczekiwaliśmy. Zbudowaliśmy całkowicie nowy układ wydechowy, ale wciąż wymaga dopracowania ze względu na pojawiające się nieszczelności. Niewykluczone, że będziemy musieli znaleźć po drodze warsztat, w którym dokonamy przeróbek. Najbardziej martwi nas możliwość przedostawania się spalin do kabiny.
Dlaczego rajd Trans-Carpathia 2026?
Do startu w V edycji rajdu Trans Carpathia zachęciły nas bardzo dobre opinie uczestników poprzednich edycji. Dla mnie to również pierwsza wizyta na Bałkanach. Od dawna słyszałem, że Bośnia należy do najpiękniejszych krajów Europy pod względem krajobrazów. Poprzeczka jest jednak zawieszona bardzo wysoko, ponieważ rok temu jechaliśmy przez Norwegię i Finlandię (zobacz relację z rajdu), które zrobiły na mnie ogromne wrażenie.
Jestem bardzo ciekawy, czy Bałkany będą w stanie to przebić. Trans-Carpathia traktujemy także jako test BX-a przed znacznie poważniejszą wyprawą, którą planujemy na luty przyszłego roku. Górskie podjazdy, zjazdy i trudny teren to najlepszy sprawdzian dla wszystkich wprowadzonych zmian.
300 załóg i 2500 km
Organizacja imprezy od samego początku zrobiła na mnie świetne wrażenie. Za rajdem stoi polsko-słowackie małżeństwo, a na starcie stanęło aż 300 załóg – połowa w klasie turystycznej i połowa w klasie Adventure. Do przejechania mamy około 2500 kilometrów, ale tutaj dystans nie oddaje skali wyzwania. Co innego pokonać taki odcinek po autostradach, a co innego po kamienistych drogach i bezdrożach Bałkanów. Organizatorzy ostrzegali, żeby każdego dnia ruszać najpóźniej o siódmej rano, bo może zabraknąć czasu. Pierwszego dnia wyjechaliśmy dopiero o dziewiątej i przekonaliśmy się, że mieli rację.
Na trasie można spotkać załogi z całej Europy i samochody dosłownie wszelkiego rodzaju – od terenówek, przez podniesione Volkswageny, Skody i Toyoty, Subaru po Renault Clio, czy nawet Daewoo Tico. Atmosfera jest świetna, ale rajd od razu pokazuje, że tego typu imprezy wymagają przygotowania. Wielu uczestników już pierwszego dnia walczyło z awariami sprężyn, amortyzatorów, skrzyń biegów, pomp oleju czy turbin. Przy tym wszystkim nasze zmagania z wydechem to pikuś.
Start na wariackich papierach
Jeszcze kilka dni temu wydawało nam się, że ten rajd będzie spokojniejszy niż nasze poprzednie wyprawy. W końcu 2500 kilometrów nie brzmi imponująco, zwłaszcza po doświadczeniach z długimi wyjazdami na północ Europy. To podejście szybko się na nas zemściło. Plan był prosty – wyjechać z domu w piątek o 9:00 rano, ale rzeczywistość zweryfikowała wszelkie założenia. Pakowanie przeciągało o kolejne godziny, a codzienne obowiązki skutecznie opóźniały start. Ostatecznie ruszyliśmy dopiero około 14:00. Ruszyliśmy i… od razu wróciliśmy.
Dwukrotnie nie dotarła do nas przesyłka z numerami startowymi. Kiedy pogodziliśmy się już z myślą, że będziemy musieli załatwić wszystko na miejscu, zaledwie dziesięć minut po wyjeździe zadzwonił telefon z informacją, że przesyłka dotarła. Na pierwszym możliwym zjeździe zawróciliśmy, pojechaliśmy do firmy i rzeczywiście – w paczce czekały nasze naklejki startowe. W końcu na dobre mogliśmy rozpocząć podróż.
Przez wszystkie te opóźnienia dojechaliśmy na miejsce już po zamknięciu kempingu – spóźniliśmy się o około pół godziny. Na szczęście udało się wszystko zorganizować i ostatecznie przenocowaliśmy i następnego dnia stanęliśmy na starcie.
Teraz pozostaje nam lepiej pilnować porannych godzin wyjazdu i jechać dalej – przed nami Bośnia, Kosowo, Albania i meta nad morzem w Czarnogórze.
Dalsza część relacji już wkrótce na łamach Francuskie.pl
Zobacz także:
- 1982. Citroën BX – narodziny motoryzacyjnej ikony lat 80 epoki kosmicznej
- Prawie 100-letni Citroën AC4 trafił do polskiego muzeum. Ma instalację na gaz drzewny











