Wybrani kierowcy mieli otrzymać prawo zatrzymywania, legitymowania, a nawet karania pieszych łamiących zasady ruchu ulicznego. Pomysł opisany w 1930 roku poparła redakcja jednego z najważniejszych polskich czasopism przeznaczonych dla zawodowych szoferów.
„Kierowcy powinni mieć prawo karania przechodniów” – pod takim tytułem we wrześniu 1930 roku ukazał się tekst w czasopiśmie „Automobilista Zawodowy”. Artykuł zamieszczono w rubryce „O czem pisze prasa?”, która prezentowała i komentowała materiały publikowane w innych tytułach. Redakcja wróciła do propozycji przedstawionej kilka miesięcy wcześniej przez czasopismo „Auto i Turysta”. Autor czerwcowego artykułu „Kogo karać?” przekonywał, że w publicznej dyskusji mówi się wyłącznie o wypadkach, do których rzeczywiście doszło a całkowicie pomijane miały być niebezpieczne sytuacje zakończone szczęśliwie dzięki refleksowi i umiejętnościom kierowcy.
Pieszy wchodzi pod samochód, pretensje ma do szofera
Opis problemu był jednoznacznie napisany z perspektywy prowadzącego samochód a według autora pieszy potrafił nagle wejść na jezdnię, zmuszając kierowcę do gwałtownego hamowania, skręcania i wykonywania manewrów określonych wręcz jako ekwilibrystyka. Szofer miał przy tym ryzykować własnym życiem oraz uszkodzeniem samochodu. Jeżeli dzięki jego reakcji nie dochodziło do potrącenia, całe zdarzenie znikało ze statystyk. Pieszy odchodził bez konsekwencji, a czasem jeszcze pouczał kierowcę, że ten powinien bardziej uważać lub wcześniej użyć sygnału dźwiękowego.
Autorzy nie mieli wątpliwości, kto w takich przypadkach jest winny. Nieostrożnego przechodnia nazywano nawet „anarchistą samochodowym”. Dziś określenie brzmi osobliwie, lecz dobrze oddaje napięcie towarzyszące początkom masowej motoryzacji. Samochody pojawiały się na ulicach coraz częściej, a zasady współistnienia kierowców, pieszych, tramwajów, rowerzystów i dorożek dopiero się kształtowały.
Kierowca miał zastąpić zajętą policję
Proponowane rozwiązanie szło bardzo daleko. Uprawnień nie miał otrzymać każdy posiadacz samochodu. Prawo karania pieszych zamierzano przekazać pewnej liczbie zrzeszonych kierowców, znanych ze spokoju i opanowania, co ciekawe, redakcja „Automobilisty Zawodowego” zastanawiała się, dlaczego projekt obejmował jedynie kierowców prywatnych, pomijając szoferów zawodowych. Wybrany kierowca, który przyłapałby pieszego na lekceważeniu zasad ruchu, miałby móc wymierzyć mu karę. W łagodniejszym wariancie otrzymywałby prawo wylegitymowania takiej osoby, zapisania jej danych i przekazania sprawy odpowiednim władzom.
Pomysłodawca tłumaczył, że policja nie radzi sobie z tym zadaniem. Funkcjonariusze byli zajęci ręcznym regulowaniem coraz bardziej skomplikowanego ruchu, a wykroczenia pieszych traktowali pobłażliwie. Według przytoczonej relacji policjanci mieli odpowiadać kierowcom, że nie mają czasu zajmować się podobnymi błahostkami.
„Gdy nas nie bronią, bronić się musimy sami” – przekonywał autor propozycji.
Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że była to propozycja publicystyczna przedstawiona na łamach „Auta i Turysty”, a następnie omówiona przez branżowe pismo reprezentujące środowisko zawodowych kierowców. Redakcja uznała jednak projekt za „w zasadzie dobry”, choć trudny do wprowadzenia.
źródło: „Automobilista Zawodowy”, nr 9, wrzesień 1930 roku, s. 15






