W sieci pojawiła się reklama urządzenia McFlash, które ma rzekomo wykrywać fotoradary i radary policyjne nawet z odległości kilometra, chronić przed mandatami oraz punktami karnymi. Brzmi kusząco? Właśnie na tym polega problem. Cała oferta, zamieszczona w domenie faktydnia.com, wygląda jak typowy przykład agresywnego marketingu opartego na strachu kierowców, fałszywej okazji i mocno wątpliwych obietnicach technicznych.
Reklama sugeruje, że urządzenie pozwoli jechać spokojnie, unikać fotoradarów i oszczędzać pieniądze. Padają hasła o technologii wojskowej, detekcji laserowej wysokiej precyzji i wykrywaniu każdego rodzaju radaru z odległości do 1 km. To bajki. Do tego na zdjęciach takie urządzenie wygląda jak popularny klon detektora V7/V9 360°, z oznaczeniami pasm X, K, Ka, Ku i Laser. To masowy produkt OEM, który bywa sprzedawany pod różnymi markami. Sama zmiana nazwy na McFlash nie czyni z niego sprzętu premium.
To oznacza, że obietnica uniwersalnej ochrony przed fotoradarami, radarami mobilnymi i punktami karnymi jest mocno naciągana. W praktyce taki tani detektor może częściej piszczeć od automatycznych drzwi, czujników martwego pola, stacji benzynowych i innych źródeł zakłóceń niż realnie ostrzegać przed kontrolą prędkości.

Opis oferty zawiera wiele elementów typowych dla stron sprzedażowych niskiej wiarygodności: rzekomo ograniczona liczba sztuk, wielka zniżka tylko dziś, płatność przy odbiorze, entuzjastyczne opinie klientów, brak realnych danych firmy i obietnice skuteczności bez niezależnych testów. To klasyczny mechanizm: klient ma szybko podjąć decyzję, zanim zacznie sprawdzać, co naprawdę kupuje. Szczególnie absurdalnie brzmi dla mnie fragment o teście termicznym w podczerwieni, według którego McFlash ma usuwać zimne powietrze i wilgoć z wnętrza pojazdu w mniej niż 180 sekund. Bajki dla naiwnych.

McFlash nie wygląda na przełomowy detektor radarów, lecz na tani, masowy produkt sprzedawany pod nową nazwą i opakowany w przesadzone obietnice. Najciekawsze zaczyna się jednak, gdy zaczniemy weryfikować firmę, która wpisana jest regulaminie strony. Nazywa się CommerceX a jej siedziba to 1209 Orange Street, Wilmington, DE 19801, USA. Pod tym adresem mieści się piętrowy parking, nie widać żadnych biur. Do tego owa firma podaje numer pracodawcy, 45-656576-000, który nie wygląda na prawdziwy.
Reklamę McFlasha znalazłem na jednym z głównych polskich portali. Zamawiać nie mam zamiaru i Wam też odradzam. Flasz flasz… mówisz i nie masz… wykrywania.
Możesz go kupić za 18 zł, zamiast 249 zł (sensownie działać i tak nie będzie)

Na koniec, jeśli ktoś wierzy w te bajki i bardzo chce się przekonać o niedziałaniu urządzenia, to na popularnym polskim portalu aukcyjnym można taki detektor kupić za … kilkanaście złotych.
A co naprawdę działa?
Najlepszym sposobem na uniknięcie radarów jest jazda zgodnie z przepisami. A jeśli czasem zdarza Ci się zapominać i łamać przepisy, to skutecznie o zwolnieniu przypomni nawet tani smartfon z internetem i aplikacją Yanosik albo Waze. Dla oldschoolowych roczników, odpornych na przekleństwa, jest jeszcze CB Radio.
Jeśli znasz jeszcze jakieś sposoby, czekamy na komentarze.










