Państwo polskie ma wobec kierowców stosunek czuły, troskliwy i głęboko fiskalny. Kierowca jest obywatelskim dobrem narodowym: tankuje, płaci akcyzę, VAT, opłatę paliwową, opłatę emisyjną, mandaty, ubezpieczenia, przeglądy i jeszcze z wdzięcznością stoi w korku. Skoro więc budżet ma tak ogromne potrzeby, rozwiązanie nasuwa się samo: znieść limity prędkości na autostradach. Byłoby to bardzo dochodowe.
Dziś litr benzyny to nie tylko paliwo. To także fiskalny koktajl. W 2026 r. standardowa akcyza na benzynę wynosi 1,529 zł/l, a opłata paliwowa 210,29 zł za 1000 litrów, czyli ok. 21 gr/l. Do tego dochodzi opłata emisyjna 8 gr/l i VAT. Obecnie rząd czasowo utrzymuje niższy VAT i akcyzę na paliwa do końca maja 2026 r., ale nawet w tym „ulgowym” wariancie państwo nadal pobiera ok. 2 zł z każdego litra benzyny.
A teraz prosta matematyka. Samochód jadący 140 km/h spala przykładowo 7 l/100 km. Przy 180 km/h może to być już 10–11 l, przy 200 km/h ok. 12–13 l, a przy 250 km/h nawet 18 l/100 km. Dla państwa to bajka.
Przy obecnych daninach rzędu 2 zł/l oznacza to:
Prędkość | Przykładowe spalanie | Wpływ państwa z podatków i opłat na 100 km | Wpływ przy 1 mln aut na 100 km |
|---|---|---|---|
140 km/h | 7 l/100 km | ok. 14 zł | ok. 14 mln zł |
180 km/h | 11 l/100 km | ok. 22 zł | ok. 22 mln zł |
200 km/h | 13 l/100 km | ok. 26 zł | ok. 26 mln zł |
250 km/h | 18 l/100 km | ok. 36 zł | ok. 36 mln zł |
Nie zapominajmy o elektrykach, tu na ładowarkach trzeba by też dodać jakąś opłatę autostradową czy akcyzę prędkości. Idźmy dalej!
Bo sprawa jest prosta: Im szybciej jedziesz, tym bardziej kochasz Ojczyznę. Przy 200 km/h państwo dostaje niemal dwa razy więcej niż przy spokojnej jeździe 140 km/h. Gdyby dziesięć mln kierowców przejeżdżało rocznie po 10 tys. km autostradami z większą prędkością, dodatkowy wpływ z samego większego spalania mógłby iść w bardzo grube miliardy.
Dlatego politycy powinni — oczywiście w ramach własnej logiki fiskalnej — marzyć o autostradach bez ograniczeń. Każdy kilometr nowej drogi byłby nie tylko inwestycją w mobilność, ale też w spalanie. A spalanie to wpływy. A wpływy to budżet a budżet, jak wiadomo, nigdy nie ma dość a każdy polityk, nawet ten ultrawolnościowy, zawsze znajdzie powody na wydawanie kasy.
Oczami wyobraźni widzę jak na każdym wjeździe na autostradę wisi wielka flaga a pod spodem hasło „Jedź szybciej — budżet czeka”.






