Producenci samochodów wydają miliardy euro na nowe platformy, akumulatory, ekrany i sztuczną inteligencję. Tymczasem do podbicia polskiego rynku wystarczyłaby jedna aktualizacja oprogramowania. W menu adaptacyjnego tempomatu, obok ustawień Eco, Comfort i Sport, powinien pojawić się tryb Polak. Takie mam wrażenia po kolejnych tysiącach kilometrów naszymi pięknymi drogami.
Moim zdaniem zwykły tempomat kompletnie nie pasuje do oczekiwań pewnej widocznej grupy użytkowników naszych dróg. Polski tempomat musiałby działać dokładnie odwrotnie. Po wybraniu ustawienia Polak (nazwa opcjonalna Husaria) samochód natychmiast zmniejszałby odstęp od poprzedzającego pojazdu do absolutnego minimum. Odległość nie byłaby podawana w metrach ani sekundach. System uznawałby, że jedzie prawidłowo, jeżeli kamera potrafi odczytać drobny druk na ramce tablicy rejestracyjnej samochodu z przodu. Gdyby kierowca tego samochodu odważyłby się zwolnić, na cyfrowym zestawie wskaźników pojawiałby się komunikat: Pojazd poprzedzający utrudnia ruch. Jednocześnie światła drogowe automatycznie wykonywałyby serię laserowych błysków oślepiających, a lewy kierunkowskaz włączałby się nawet wtedy, gdy w pobliżu nie ma żadnego lewego pasa (uwaga, opcja z kierunkowskazem nie dotyczy BMW).

Przy wyprzedzaniu system wykorzystywałby pełną moc silnika. Bez znaczenia, czy samochód ma 70, 170 czy 360 KM i masz 4×4. Pedał gazu zostawałby wciśnięty do końca, skrzynia redukowałaby tyle przełożeń, ile zdoła znaleźć, a komputer pokładowy wyświetlałby motywacyjne hasło: Dasz radę albo Zmieścisz się. W trybie hardcore można by wprowadzić opcję Wal śmiało. Hamowanie rozpoczynałoby się dopiero w chwili, gdy radar, kamera i pasażer siedzący obok zgodnie uznają, że sytuacja jest już beznadziejna. Wtedy samochód gwałtownie zwalniałby tuż przed zderzakiem pojazdu z przodu, pozwalając kierowcy poczuć charakterystyczną satysfakcję człowieka, który przez trzy sekundy wierzył, że właśnie przechytrzył fizykę.

Mało? Mam więcej: kolejną funkcją byłoby automatyczne wciskanie się w każdą przerwę pomiędzy samochodami. Standardowy system ocenia, czy manewr można wykonać bezpiecznie. Polski tempomat sprawdzałby jedynie, czy w luce zmieści się przedni zderzak. Resztą miałby zająć się kierowca jadący z tyłu. Algorytm szybko nauczyłby się najważniejszej zasady krajowego ruchu drogowego: skoro ktoś zostawił przed sobą bezpieczny odstęp, to najwyraźniej zrobił miejsce specjalnie dla Ciebie. Kierunkowskaz włączałby się automatycznie (znowu: nie dotyczy BMW), choć dopiero po rozpoczęciu manewru, aby nie zdradzać konkurencji naszych zamiarów.
W bogatszych wersjach wyposażenia producent mógłby zaoferować pakiet Husaria Pro (ewentualnie Prawdziwy Polak). Obejmowałby automatyczne wyprzedzanie na trzeciego, omijanie przeszkód w ostatniej chwili oraz system oceniający, który z nadjeżdżających kierowców pierwszy się przestraszy. Samochód rozpoczynałby manewr nawet wtedy, gdy z przeciwka nadjeżdża inne auto. Inteligencja zakładałaby, że ktoś przecież zahamuje. Gdyby system wykrył pobocze, uznawałby je za dodatkowy pas ruchu. Podwójna linia ciągła byłaby natomiast interpretowana jako delikatna sugestia, prawdopodobnie pozostawiona przez drogowców dla ozdoby. W końcu kodeks piratów to wskazówki, nie przepisy na sztywno, c’nie?
Pomysł może dla niektórych z naszych Czytelników brzmi absurdalnie, ale tylko do momentu wyjazdu na dowolną drogę szybkiego ruchu. Wtedy okazuje się, że prototypy systemu są już testowane przez tysiące ochotników. Bez kamer, radarów i zaawansowanego oprogramowania znakomicie realizują jazdę na zderzaku, agresywne zmiany pasa oraz wyprzedzanie na trzeciego. Na Francuskie.pl opisywaliśmy już, dlaczego jazda z minimalnym odstępem nie jest pokazem umiejętności, lecz zwyczajnym zagrożeniem. Przypominaliśmy również podstawowe zasady jazdy po autostradzie. Mam jednak niestety wrażenie, że część kierowców traktuje słowo bezpieczny jako określenie przeznaczone dla osób pozbawionych ambicji.
Tempomat z trybem Polak prawdopodobnie zostałby bestsellerem. Producenci, do dzieła!
No dobrze, ponarzekałem, a teraz tak poważniej: obserwuje coraz większe grono kierowców jadących po prostu normalnie. Rozważnie, spokojnie, bez szaleństw. Tych paru idiotów, których można spotkać na swojej trasie, nie czyni reguły, są raczej smutnym wyjątkiem. Oby tylko owi idioci nie spowodowali kiedyś tragedii.










