„Przez ostatnie lata jeździłem Dacią Duster 1.5 dCi. Auto uczciwe, proste, już nieco zajeżdżone. Wsiadasz, odpalasz, jedziesz.Ma zawieźć z punktu A do punktu B i tyle, pokonać jakieś drobne przeszkody. Teraz miałem okazję parę dni pojeździć nowym Renault Clio 6 Full Hybrid. Kosmos, szok, zdziwienie” – pisze nasz Czytelnik, pan Marek.
„Już po pierwszych kilometrach zacząłem się zastanawiać, czy ja przypadkiem nie przesiadłem się do auta klasy premium i to ze dwa segmenty wyżej. Może dlatego, że doskonale pamiętam stare Clio, moja żona współpracowała wiele lat temu w Renault i mogłem nie raz i nie dwa nimi jeździć. Były sympatyczne, zwinne, ale jednak czuło się, że to samochód miejski. Tymczasem nowe Clio sprawia wrażenie auta… większego. Zamykasz drzwi i nagle robi się cicho. Na autostradzie nie trzeba podnosić głosu. W mieście nie słyszysz każdego studzienkowego dekla.” – opisuje Marek. „Ale są też wady, przede wszystkim to wsiadanie tak nisko. Trochę mi tu brakuje wysokości Dustera.”

„W środku jest dobrze a nawet za bardzo. Miękkie materiały. Alcantara, sensownie poukładane schowki. Najbardziej rozbawiły mnie przesuwane roletki na tunelu środkowym. Niby drobiazg, ale po tygodniu człowiek zaczyna się zastanawiać, dlaczego wszyscy tego nie robią. Kable od telefonu, klucze, paragony, cała ta codzienna motoryzacyjna rupieciarnia znika pod jednym ruchem ręki. Nagle we wnętrzu jest porządek.” – dodaje.
„Największym szokiem jest dla mnie silnik, bo wiecie, Duster ze swoim 1.5 dCi robił na mnie wrażenie dość żwawego. Nie, że jest jakiś przesadnie szybki, ale jednak rusza sprawnie. O jakże się myliłem i jakże ciężko mi teraz będzie wrócić do niego. Hybryda w Clio to chyba jakiś wariant sportowy! Wystrzeliwuje Cię spod świateł z taką lekkością, że często zostawiasz za sobą znacznie mocniejsze samochody. A w trybie Sport? To jest kolejny szok, czuć, że jest zupełnie inaczej. Nagle robi się jakiś taki bardziej nerwowy, bardziej chętny do zabawy, kierownica w dłoniach daje przyjemne poczucie kontroli, a cały układ napędowy spina się by dać jak najwięcej mocy za lekkim muśnięciem gazu.” – opisuje pan Marek. „W Dusterze musiałem zmieniać biegi, tutaj jest płynny i cichutki jak szept automat.”

„Są też smaczki, które polubiłem. Wieczorem podświetlenie przy drzwiach, logo Renault wyświetlane na asfalcie. Elektroniczne dźwięki powitalne i pożegnalne, których jest tyle, że chwilami zastanawiałem się, czy samochód nie próbuje nawiązać ze mną głębszej relacji, wiecie, bo to jednak francuski produkt.”

„No dobra, było o jednej wadzie i zaletach, teraz trochę rzeczy, które mnie wkurzają. Ekran centralny ma ramki grubsze niż niektóre telewizory sprzed dekady. Sam system działa bardzo dobrze, ale wizualnie można było to zrobić nowocześniej. Po co te ramki, Renault? Mam też wrażenie, że tryby jazdy mogłyby jeszcze mocniej wpływać na charakter samochodu. Poza reakcją napędu nie czuć wielkiej jakiejś rewolucji. Kto oczekuje zmiany auta w małego sportowca po naciśnięciu jednego przycisku, może poczuć niedosyt. Ale to naprawdę szukanie dziury w całym i to na wyraźną prośbę redakcji Francuskie.pl, bo zdecydowanie i w mało parlamentarnych słowach kazali mi szukać też wad.”

„Na koniec napiszę Wam, że po tygodniu zrozumiałem jedną rzecz: nie spodziewałem się tego po Renault Clio. Po kilku dniach złapałem się na tym, że szukam powodów, żeby gdzieś pojechać, po jakieś bułki, na rynek, po kawę, gdzieś na drugi koniec miasta no i jak się dało to gdzieś dalej.

Cholernie niebezpieczne auto, bo wciąga. Najbardziej tym jakie wrażenia z jazdy daje. Dużego, dorosłego samochodu.”
tekst i zdjęcia: pan Marek, poprawki i edycja: redakcja
Jeśli chcesz podzielić się swoimi doświadczeniami motoryzacyjnymi, masz ciekawą historię do opowiedzenia albo po prostu chcesz powiadomić Czytelniczki i Czytelników Francuskie.pl o ciekawym wydarzeniu, to pisz na [email protected].



























