Od tygodnia testowaliśmy Renault Kangoo w wersji elektrycznej. Auto jest przestronne, komfortowe i bardzo praktyczne i na pewno się sprawdzi w wielu zastosowaniach w mieście. A co się nie sprawdzi? Cóż, infrastruktura ładowania nadal pozostawia nieco do życzenia.
Tym razem przygody czekały nas na Orlenie. Podjeżdżasz sobie na Orlen, żeby zatankować, przepraszam, załadować samochód. Ceny promocyjne, wszystko się zgadza. No ale ładowarka nie chce działać, nie rozmawia z samochodem. Wszystko trwa, bo to nie tylko włożyć wtyczkę do gniazdka ale i poczekać, aż ta zacznie rozmawiać. Potem telefon na infolinię, czekanie, rozmowa z bardzo uprzejmą konsultantką, która cierpliwie tłumaczy, restartuje, stara się pomóc. W końcu trzeba zmienić stację, bo tu coś nie działa.

Jadę na kolejną. Tam na szczęście wszystko jak trzeba, więc idę po tradycyjnego i niezdrowego hot-doga, a w międzyczasie podjeżdża ktoś innym elektrykiem. I jak to w tym elektrycznym królestwie bywa, zaczynamy rozmawiać. On opowiada o swoim aucie, które ma miesiąc i jeszcze je poznaje, ja dzielę się przygodą ze stacji odległej o kilka kilometrów. Mój rozmówca zaczyna się śmiać, miał dokładnie to samo na dokładnie tej samej stacji. Jego auto też nie rozmawiało z ładowarką.

No i tak stoimy i się śmiejemy ale robi mi się jakoś smutno. Niby mamy rok 2026, niby te ładowarki są już dobrze znane, niby te standardy powinny już jakoś działać. Niby. Ale jednak nie działają. Jeszcze są problemy, jeszcze nie wszystko dopracowano. Masowa rewolucja elektryczna wciąż oznacza wyrzeczenia, problemy, sprawdzanie a nawet drżenie serca czy na pewno się uda.

Pisałem niedawno o przygodach z Greenwayem, gdzie firma zablokowała sobie 3×250 zł przy nieudanym ładowaniu a potem przetrzymywała 500 zł nie mogąc odblokować tych środków z sobie tylko wiadomych powodów i udając greka, gdy klient się dopytuje. Ale chyba tych przypadków coraz mniej i temat jakoś powoli dojrzewa. Elektryków coraz więcej. A mi się chce wciąż do tej tradycyjnej motoryzacji. Do V6, do hydro. Ech… takie mamy czasy.

A samo Renault Kangoo w wersji elektrycznej? Cóż, latem zużyło nam 16,8 kWh/100 km. Świetny wynik jak na dostawczaka. Pomogło przewieźć mnóstwo rzeczy. Idealny dostawczak do miasta, który ma jeszcze do tego charakterystykę osobówki, przyjemne zawieszenie, przyjemne fotele.
Świetne auto – na lato i cieplejszy czas. Zimą zasięg spadnie z 300 do 180-200 km, już tak lekko nie będzie.














