Renault ponownie stawia na Chiny – dekadę po pierwszym, nieudanym podejściu do tamtejszego rynku. Francuski koncern otwiera właśnie nowe centrum… inżynieryjne w Hangzhou, zwanym „chińską Doliną Krzemową”. Wkrótce zatrudni tam 220 osób. Celem nie jest jednak sprzedaż aut w Chinach, lecz wykorzystanie lokalnej wiedzy i możliwości technologicznych oraz produkcyjnych do przyspieszenia innowacji oraz obniżenia kosztów.
Symbolem tej strategii jest nowe elektryczne Renault Twingo, zaprojektowane i zbudowane w zaledwie 24 miesiące a wyceniona poniżej 20.000 euro. Firma podkreśla, że koszty opracowania spadły o 72% w porównaniu z wcześniejszymi projektami. Klucz tkwi w chińskim sposobie organizacji pracy – błyskawicznym tempie realizacji i elastyczności przemysłu, z których Francuzi chcą czerpać pełnymi garściami. Zespoły inżynierów ACDC w Szanghaju współpracują z ośrodkiem producenta w Guyancourt pod Paryżem.
Firma analizuje chińskie modele high-tech i na tej podstawie tworzy własne standardy. Powstaje też sieć lokalnych dostawców – już zidentyfikowano 98 partnerów (dla 64 kategorii części), a celem jest 130. Zakupy w Chinach odpowiadają dziś za 5–7% całości, czyli około 1 mld euro rocznie, głównie w zakresie baterii.
Firma zacieśnia relacje z lokalnymi graczami takimi jak MINTH GROUP, EVTech czy Fuyao Group, a ich komponenty mogą trafić nie tylko do Renault, lecz także do Dacii i Nissana. W ten sposób powstaje nowy ekosystem chińsko-europejski, mający podnieść konkurencyjność marki.

Renault inwestuje, Europa się martwi
Nie brakuje jednak obaw. Europejscy dostawcy, już osłabieni rosnącą presją kosztową, boją się utraty znaczenia i przenoszenia wartości przemysłowej do Azji. Renault zapewnia o stabilnej sytuacji finansowej, lecz eksperci ostrzegają, że rosnąca zależność od Chin może przyspieszyć erozję europejskiego przemysłu motoryzacyjnego.
Zobacz testy samochodów Renault
Powrót Renault do Chin nie jest więc jakimś triumfalnym podbojem, lecz raczej świadectwem globalnej przemiany liderów – mniej produkcji lokalnej, więcej integracji światowej. Zysk? Niższe koszty i szybsze tempo innowacji. Ryzyko? Coraz większe uzależnienie od chińskiego zaplecza technologicznego. I utrata wartości dodanej, która leżała w Europie. Nasz ukochany Stary Kontynent jest coraz bardziej marginalizowany.






