Jeep Avenger 4xe The North Face Edition koncernu Stellantis, z silnikiem 1.2 MHEV o mocy 145 KM to samochód, który bardzo precyzyjnie trafia w aktualne trendy: modę na outdoor, potrzebę wszechstronności oraz coraz większe zmęczenie wielkimi SUV-ami w codziennym, miejskim użytkowaniu. To najmniejszy Jeep w gamie, ale jednocześnie pierwszy, który w tym segmencie realnie próbuje połączyć codzienną wygodę z autentyczną dzielnością poza asfaltem. I właśnie dlatego wzbudza dziś tak duże zainteresowanie wśród klientów. Wszystko byłoby wręcz idealnie, gdyby nie cena. Ale do niej jeszcze wrócimy.
Za oknem śnieg, ulice zasypane, lasy pełne białego puchu, warunki na drogach ciężki. Idealnie! Dla Jeepa Avenger North Face to (prawie) bułka z masłem. Testowaliśmy go w mieście, w terenie, na autostradzie.
Największe plusy:
- świetnie zachowuje się na śniegu w mieście i terenie,
- wysoka pewność prowadzenia
- napęd 4×4 (4xe) przydaje się w takich warunkach jak mamy teraz za oknem
- przyjemny dźwięk kierunkowskazów
- solidnie wykonane wnętrze
Limitowana edycja jako pomysł na samochód

Jak sprzedać samochód, który ma się wyróżnić? Jednym ze sprawdzonych sposobów jest edycja limitowana – najlepiej taka, która niesie ze sobą jakąś historię. I dokładnie tak jest w tym przypadku. The North Face Edition nie jest zwykłym pakietem stylistycznym, lecz limitowaną wersją (4 806 egzemplarzy), której liczba symbolicznie nawiązuje do wysokości Mont Blanc.
To edycja, która ma opowiadać historię o wyprawach, aktywnym stylu życia i „małym samochodzie na wielkie weekendy”. Pytanie jest jednak bardzo proste i uczciwe: czy za tą narracją idzie realny samochód, czy tylko dobrze opakowany marketing?
Pierwsze wrażenia – bardzo dobry początek

Pierwsze chwile za kierownicą Avengera The North Face Edition wypadają naprawdę dobrze. Samochód prezentuje się świetnie, dynamika ruszania jest wyraźnie lepsza, niż można się spodziewać po miejskim SUV-ie, a układ napędowy sprawia wrażenie dobrze zestrojonego. Jakość dźwięku systemu audio również pozytywnie zaskakuje.
Z przodu miejsca nie brakuje, a z tyłu – jak na SUV-a segmentu B – dwie osoby podróżują bez problemu, choć oczywiście nie jest to samochód rodzinny. Wnętrze oferuje sporo „bajerów”, a całość od początku sprawia wrażenie dopracowanej i ciekawej propozycji. Pozostaje pytanie: jak to wszystko sprawdza się w realnym użytkowaniu?
Jeep Avenger 4xe – co to właściwie za wersja i dlaczego jest tak ważna?

Standardowy Jeep Avenger od początku budził mieszane emocje. Z jednej strony oferował świeży design, europejskie proporcje i bardzo sensowne wymiary do miasta. Z drugiej – brak napędu na cztery koła w samochodzie z logo Jeepa dla wielu był wręcz herezją. Właśnie dlatego wersja 4xe jest kluczowa dla całej gamy. Napęd o tej nazwie to układ mild hybrid 48V, w którym silnik benzynowy 1.2 turbo współpracuje z dwoma silnikami elektrycznymi. Jeden z nich odpowiada wyłącznie za napęd tylnej osi. W praktyce oznacza to, że Avenger 4xe nie jest hybrydą plug-in, nie wymaga ładowania z gniazdka, a mimo to może korzystać z napędu AWD zawsze wtedy, gdy warunki tego wymagają.
Z punktu widzenia kierowcy wygląda to bardzo prosto: wsiadasz i jedziesz jak zwykłym samochodem, a napęd na cztery koła pojawia się dokładnie wtedy, gdy jest potrzebny.
Mały dżipek, który wreszcie zaczyna być Jeepem

To właśnie tutaj następuje moment przełomowy. Avenger przestaje być tylko miejskim crossoverem w przebraniu Jeepa, a zaczyna pełnić rolę najmniejszego, ale funkcjonalnego modelu marki – takiego, który nie boi się śniegu, błota, szutrów czy stromych podjazdów.
I nie są to tylko deklaracje producenta. Sprawdziliśmy Avengera 4xe także w trudniejszych warunkach. Samochód bez problemu radził sobie w głębokim lesie, na śniegu, w piasku oraz na stromych podjazdach. Nie testowaliśmy go jedynie w ekstremalnych koleinach czy bardzo głębokim błocie – test realizowany był zimą – ale w realnych warunkach użytkowych auto spisało się naprawdę dobrze. W czasie testu trafiliśmy na bardzo trudną pogodę, drogi zasypane, korki, zablokowanie dróg – Avenger w śniegu nie miał żadnych problemów. Nigdzie.
Napęd działa sprawnie, trakcja jest wyraźnie lepsza niż w wersjach przednionapędowych, a całość daje kierowcy poczucie kontroli tam, gdzie typowy miejski crossover zaczyna się poddawać.
The North Face Edition – design, który ma sens
Współpraca Jeepa z The North Face mogła łatwo pójść w stronę taniego marketingu: kilku logotypów, naszywek i hasła reklamowego. Tymczasem w praktyce okazało się, że ta edycja została zaprojektowana jako spójna całość.
Stylistyka mocno nawiązuje do świata outdooru. Pojawiają się topograficzne motywy inspirowane mapami górskimi, kontrastowe akcenty kolorystyczne, charakterystyczne felgi oraz detale, które mają sens użytkowy – jak matowa naklejka na masce, ograniczająca odbicia światła podczas jazdy w słońcu lub w terenie. Nieprzypadkowo można spotkać opinie, że Avenger The North Face Edition wygląda jak samochód gotowy do drogi już w salonie. Nie trzeba go doposażać ani kombinować z pakietami – to wersja kompletna, spójna wizualnie i konsekwentna w przekazie.

Nie wszystko jednak jest idealne. Rozbudowana warstwa graficzna interfejsu i zegarów bywa momentami przesadzona. Przykładem może być wskaźnik poziomu paliwa, podświetlony na kolor zbliżony do barwy elementów stylistycznych nadwozia. Efekt? Element przyciągający wzrok podczas jazdy, który dodatkowo kojarzy się z… rezerwą paliwa, mimo że bak jest pełny. Niby detal, ale potrafi irytować.
Wnętrze Jeep Avenger The North Face – więcej klimatu niż luksusu
Po otwarciu drzwi szybko widać, że to nadal segment B – i to raczej z tych bardziej budżetowych. Nie ma tu miękkich skór, finezyjnych przeszyć ani materiałów rodem z klasy premium. Jest za to coś innego: konsekwencja. Materiały są twardsze, ale odporne na zabrudzenia. Fotele i tapicerka mają wyraźnie outdoorowy charakter, a kolorystyka i detale przywodzą na myśl sprzęt trekkingowy czy plecaki. To wnętrze, do którego nie boisz się wsiąść w mokrej kurtce, z błotem na butach po weekendzie w górach – ale bez problemu wsiądziesz też w garniturze.

Plusem jest to, że wnętrze nie próbuje udawać premium. Jest funkcjonalne, logiczne i czytelne. Minusem pozostaje cena. Przy niemal 170 tysiącach złotych można by oczekiwać większej ilości miękkich materiałów i lepszego wykończenia w dolnych partiach kabiny. Jest jednak solidnie.

Są pewne uproszczenia i tanie rozwiązania, które nam się nie spodobały. Na przykład kilkuczęściowa klapka pokrywająca tunel środkowy z przodu, pod spodem jest miejsce na smartfona. Słabe to. Bardzo oszczędnie potraktowano też dywanik kierowcy. Jest… oszczędny i niewielki. W przeciwieństwie do tego po stronie pasażera.
Jak Jeep Avenger 4xe jeździ na co dzień?
Chyba jednym z największych atutów Avengera – niezależnie od wersji – jest jego lekkość w odbiorze. To samochód, który dobrze przyspiesza, prowadzi się łatwo, jest zwrotny i bardzo przyjazny w miejskiej dżungli. Co ważne, dodanie napędu AWD i hybrydowej techniki nie zabiło tego charakteru. Avenger 4xe pozostaje zwinny, przewidywalny i przyjemny w codziennej jeździe. Automatyczna skrzynia pracuje w miarę płynnie, a wsparcie elektryczne poprawia reakcję na gaz przy ruszaniu i w niskich prędkościach. Na trasie samochód zachowuje stabilność, nie męczy hałasem i nie sprawia wrażenia przeciążonego techniką.
Podkreślamy tą lekkość, bo Avenger North Face 4xe waży 1475 kg, a więc dużo więcej niż zwykła wersja (dane techniczne macie na końcu) i prawie tyle co… elektryk. Szok!
Pewnym minusem jest natomiast długi czas nagrzewania się zimą. Wyraźnie dłuższy niż w innych znanych nam modelach Stellantis. Kilka kilometrów jazdy po mieście i dopiero zaczyna pojawiać się ciepłe powietrze. Tu zdecydowanie mogłoby być lepiej. Druga rzecz to stanie w korku zimą. Tu również ogrzewanie działało średnio.
Teren i gorsze drogi – moment, w którym Avenger broni nazwy Jeep
Wróćmy jeszcze na chwilę do jazd poza asfaltem. Jeep Avenger 4xe The North Face Edition nie aspiruje do bycia Wranglera w miniaturze, ale w swojej klasie robi coś, czego większość konkurencji nawet nie próbuje. 210 mm prześwitu, możliwość brodzenia do 400 mm, tryby Selec-Terrain oraz elektryczny napęd tylnej osi sprawiają, że auto czuje się pewnie tam, gdzie typowy miejski crossover już zaczyna walczyć o trakcję.
Testowaliśmy samochód na śniegu i lodzie, na błotnistych – choć częściowo zamarzniętych – drogach gruntowych, na stromych, rozjeżdżonych podjazdach oraz na szutrach i leśnych duktach w Borach Tucholskich. W warunkach, w których przednionapędowe auta szybko tracą pewność, Avenger 4xe radził sobie bez stresu i bez wrażenia, że robi coś wbrew swojej naturze.
Nie jest to SUV o sportowo twardym zawieszeniu, ale też nie buja się przesadnie. Balans między komfortem a kontrolą jazdy został ustawiony naprawdę sensownie.
Jeep Avenger: Spalanie i codzienne koszty – rozsądnie, ale bez cudów
Hybrydowy układ 4xe nie został zaprojektowany z myślą o biciu rekordów oszczędności. Jego celem jest poprawa trakcji, płynności jazdy i wszechstronności – i dokładnie to widać w realnych wynikach.
Średnie spalanie z około tysiąca kilometrów testu wyniosło 7 litrów na 100 kilometrów. Sporo jak na małe auto, ale całkiem rozsądnie jak na samochód z napędem AWD i automatem. Dużym plusem pozostaje brak konieczności ładowania – to auto, które nie zmienia nawyków kierowcy, a jednocześnie oferuje realne dodatkowe możliwości.
Cena – największy minus i jednocześnie filtr klientów
Nie ma ucieczki od tego tematu: Jeep Avenger 4xe The North Face Edition jest kosztowny. Cena blisko 170 tysięcy złotych stawia go wyraźnie powyżej standardowych wersji Avengera i większości miejskich crossoverów.
Dla porównania:
- Avenger 4xe Upland: od 144.600 zł
- Avenger 4xe Overland: od 153.200 zł
- testowana wersja: 4xe The North Face Edition: 168.500 zł
Technicznie dostajemy ten sam napęd 4xe. Dopłata dotyczy przede wszystkim designu, limitowanego charakteru, kompletnego wyposażenia i „historii produktu”. To nie jest samochód dla łowców okazji – to propozycja dla tych, którzy chcą konkretnego stylu i są gotowi za niego zapłacić.
Dla kogo jest Jeep Avenger 4xe The North Face Edition?
To auto dla kierowców, którzy:
- mieszkają w mieście, ale regularnie z niego uciekają,
- zimą jeżdżą w góry lub poza utwardzone drogi,
- chcą małego, łatwego w obsłudze samochodu,
- cenią design, spójność i limitowane edycje.
Nie jest to propozycja dla rodzin szukających dużej przestrzeni, osób oczekujących luksusu ani klientów, dla których cena jest kluczowym kryterium.
Werdykt końcowy – czy to najlepszy mały Jeep?
Jeep Avenger 4xe The North Face Edition łączy napęd AWD, sensowne możliwości poza asfaltem i miejski rozmiar z wyrazistym stylem oraz mocną narracją. To nie jest auto dla wszystkich, ale dla właściwego odbiorcy może być jednym z najbardziej kompletnych i charakterystycznych małych SUV-ów na rynku.
To Jeep, który nie próbuje być wszystkim dla wszystkich – i właśnie dlatego wreszcie robi to, co obiecuje nazwa Jeep. Chociaż do bycia takim już zupełnie prawdziwym Jeepem, surowym, ostrym i bezwzględnie terenowym, nieco mu brakuje.
I na koniec mały apel do Stellantis – nie dawajcie do wszystkich samochodów takich samych kluczyków. Ten Jeep aż się prosi o dedykowaną obudowę. Specjalną, szarą, z żółtymi akcentami…
Dane techniczne:

- Długość 4,09 m
- Szerokość 1,81 m
- Wysokość 1,54 m
- Rozstaw osi 2563 mm (zwykły Avenger 2557 mm)
- Masa własna 1475 kg (zwykły Avenger waży 1180 kg, elektryk 1520 kg)
- Masa przyczepy 920 kg
- Pojemność bagażnika 325 litrów (zwykły Avenger 380 litrów)
- Głębokość brodzenia 400 mm (zwykły Avenger 250 mm)
Jeep Avenger – warto jeszcze zobaczyć to:























