Stacje szybkiego ładowania samochodów elektrycznych w najbardziej zagrożonych regionach Francji zostały uwzględnione na trasach patroli policji i żandarmerii. Operatorzy otrzymują automatyczne alerty, montują lokalizatory GPS i testują specjalne znakowanie przewodów. Powód jest poważny: od początku 2026 roku złodzieje mieli zaatakować około 650 stacji, a straty poniesione przez branżę są szacowane na 13 mln euro.
Skalę problemu przedstawił Matthieu Dischamps, sekretarz generalny Charge France i dyrektor zarządzający Powerdot we Francji. W rozmowie z BFMTV poinformował, że problem dotknął już około 10 proc. francuskiej publicznej sieci szybkiego ładowania. Dla złodzieja przecięty przewód ma niewielką wartość. Sprzedaż odzyskanej miedzi przynosi podobno zaledwie 20–30 euro, a wartość samego surowca może wynosić około 50 euro. Po drugiej stronie rachunku znajduje się operator, który musi sprowadzić nowy przewód, wysłać ekipę techniczną i przez pewien czas nie może korzystać z uszkodzonego stanowiska.
Branża szacuje przeciętną stratę na około 1.500 euro za jeden kabel. Francuski dziennik La Dépêche podaje jeszcze szerszy przedział: od 1.400 do nawet 4.000 euro, zależnie od urządzenia i zakresu naprawy. Od początku roku we Francji miało zostać złożonych ponad 400 zawiadomień.
Ładowarki pojawiły się na trasach policyjnych patroli
Operatorzy zaczęli przekazywać służbom informacje o miejscach, w których kradzieże powtarzają się najczęściej. W części najbardziej dotkniętych regionów stacje ładowania zostały włączone do tras patroli policji i żandarmerii. Funkcjonariusze częściej pojawiają się przy ładowarkach w nocy, gdy ryzyko przecięcia przewodu jest największe. Numery alarmowe operatorów mają być traktowane priorytetowo, a część urządzeń automatycznie informuje centrum nadzoru o przerwaniu kabla. Dzięki temu zgłoszenie może trafić do odpowiedniej jednostki niemal natychmiast, a patrol ma większą szansę zatrzymać sprawców na gorącym uczynku.
Charge France informowała również o pierwszych efektach postępowań. W jednej ze spraw zapadł wyrok 12 miesięcy pozbawienia wolności, ostatecznie wykonywany w formie dozoru elektronicznego. Kolejne trzy procesy dotyczące kradzieży kabli zapowiedziano w Nantes, Bobigny i Douai.
GPS i specjalny płyn, którego nie da się łatwo zmyć
Same patrole nie wystarczą, dlatego operatorzy wzmacniają przewody dodatkowymi osłonami, instalują monitoring oraz lokalizatory GPS. Testowane są także systemy znakowania. Przecięcie kabla powoduje uwolnienie specjalnej substancji, która pozostawia trudny do usunięcia ślad na ubraniu, skórze albo narzędziach sprawcy. Rozwiązanie ma ułatwić zarówno identyfikację podejrzanych, jak i powiązanie ich z konkretnym miejscem kradzieży. Nie zabezpieczy każdego przewodu przed przecięciem, ale może zwiększyć ryzyko wykrycia na tyle, aby zniechęcić część sprawców.
W Polsce złodziej musiał zwrócić prawie 15,5 tys. zł
Kradzieże kabli ze stacji ładowania nie są wyłącznie francuskim problemem: w Przemkowie na Dolnym Śląsku sprawca ukradł dwa przewody ze stacji Powerdot. Sąd Rejonowy w Głogowie skazał go na osiem miesięcy ograniczenia wolności, 240 godzin prac społecznych oraz obowiązek zwrotu operatorowi prawie 15,5 tys. zł. Nie należy jednak automatycznie przenosić francuskiego wskaźnika 10 proc. na polski rynek. W Polsce nie opublikowano dotychczas jednolitej, ogólnokrajowej statystyki sporządzonej według porównywalnej metodologii. Wiadomo natomiast, że kolejne przypadki są odnotowywane, a operatorzy inwestują w monitoring, alarmy i dodatkowe zabezpieczenia.
Ochrona będzie nabierała znaczenia wraz z rozwojem infrastruktury. Niedawno informowaliśmy m.in. o nowej ładowarce o mocy 80 kW w Kolbuszowej. Każdy nowy punkt poprawia dostępność sieci, ale jednocześnie staje się kolejnym urządzeniem wymagającym ochrony i szybkiego serwisu.
Jeden przecięty kabel może popsuć całą podróż
W przypadku szybkiej ładowarki DC przewód jest stałym elementem urządzenia. Po jego przecięciu stanowisko pozostaje nieczynne aż do zakończenia naprawy. Jeżeli w danej lokalizacji dostępne są tylko dwa złącza, utrata jednego może oznaczać zmniejszenie mocy całej stacji o połowę. Dla kierowcy problemem jest nie tylko dłuższa kolejka. Status ładowarki widoczny w aplikacji może nie zostać zaktualizowany natychmiast, dlatego po przyjeździe na miejsce może się okazać, że urządzenie jest niedostępne. Jak pokazał opisywany przez nas przypadek Wielkiej Brytanii z ponad 123 tys. publicznych ładowarek, sama liczba punktów nie rozwiązuje wszystkich problemów. Liczą się również ich rozmieszczenie, dostępność i niezawodność.






