Wojna ideologiczna, trwająca równolegle do innych konfliktów, trafia również na nasze samochody. Jednym z wyrazów tego konfliktu są różnego rodzaju hasła, które ludzie przyklejają sobie na samochody. Z jednej strony niby żartobliwe, z drugiej jednak to poważna deklaracja bycia dalekim od współczesności.
Uważam, że ludzie powinni mieć wybór i nie można zmuszać społeczeństwa do wyborów sprzecznych z ekonomią, ale takiej naklejki na samochód bym nie wybrał. No bo co tak naprawdę chce powiedzieć człowiek, który oświadcza światu, że należy zatrzymać hybrydy i iść w stronę smogu? Przede wszystkim niewiedzę, bo związek między samochodami a smogiem nie jest wcale oczywisty. Większym problemem, przynajmniej w sensie wizualnego pojawiania się smogu, są systemy ogrzewania. Polska jest krajem, gdzie bywa zimno, ogrzewać domy trzeba i mały samochód, nawet multiplikowany wiele razy, do samego zjawiska smogu przyczynia się (procentowo) mało.
Czy hybrydy (a w domyśle też elektryki) należy powstrzymać? Też nie, bo mają swoje plusy, chociaż mają też swoją cenę. Ale dajmy temu zjawisku dziać się naturalnie, nie wymuszajmy na ludziach tych zmian. Przyjdzie czas, przyjdzie wyższy dochód, to sobie auta zmienimy. Polska niesamowicie szybko się rozwinęła i jeśli ktoś pamięta ulice z lat 90. i porówna je z tym co widać dzisiaj, to mamy do czynienia z potężnym skokiem także motoryzacyjnym. Jeździmy generalnie lepszymi autami. Znacznie lepszymi!
Jeśli miałbym jednak wskazać kierunek najszybszego sposobu masowej zmiany samochodów na lepsze i czystsze dzisiaj, to byłaby to walka o obniżenie podatków a co za tym idzie zmniejszenie wydatków państwa. Obniżenie obciążeń podatkowych umożliwi Polakom zmianę aut na lepsze. Nie można nakładać wyższych danin by niektórym dać dopłaty. Nie można tworzyć systemu, gdzie podatkami zabiera się mnóstwo pieniędzy by potem część przeznaczać na jakiś system subwencji bo tworzy to zjawiska szkodliwe, takie jak zawyżanie cen i żerowanie na owych dopłatach i tak jest w każdej branży, czy to samochody czy fotowoltaika czy inne miejsca.
No i edukacja, której tak bardzo brakuje, bo w pogoni za odsłonami i kliknięciami ludzie produkują sensacje, głupoty i uproszczenia a świat prosty nie jest.
A chyba największym paradoksem tej naklejki jest jednak to, że w proteście przeciwko jednej ideologii tworzy ona ideologię przeciwną a jednak wolność wyboru polega na tym, że jeden człowiek może wybrać diesla, drugi benzynę, trzeci hybrydę, a czwarty samochód elektryczny — i każdy z nich powinien chyba umieć uzasadnić swój wybór czymś więcej niż quasi-politycznym hasłem przyklejonym do klapy bagażnika…






