Alpine A390 miało przyciągnąć nowych klientów. Tymczasem wysoka cena odstraszyła klientów, produkcja spada o połowę, a szef Renault przyznaje: „Ambicje były zbyt wysokie”. Według francuskiego magazynu Caradisiac François Provost otwarcie mówi o rozczarowaniu elektrycznym SUV-em. Marki jednak nie zamierza porzucać.
Nieco ponad tysiąc sprzedanych samochodów przez pierwsze pół roku obecności na rynku, z czego 60% we Francji. AA390 miało poszerzyć grono odbiorców Alpine, ale początek sprzedaży przyniósł znacznie skromniejsze rezultaty. Konsekwencje widać w fabryce w Dieppe. O problemach ze sprzedażą i planowanym cięciu produkcji A390 pisaliśmy już wcześniej. Teraz dochodzi do tego wyjątkowo surowa ocena szefa grupy. Podczas spotkania z dziennikarzami na salonie samochodowym w Paryżu Provost wskazał konkretny problem: zbyt wysokie miesięczne raty wynajmu długoterminowego w porównaniu z niemiecką konkurencją. Sama atrakcyjność samochodu nie wystarczyła, by przekonać odpowiednią liczbę kupujących.
Co dalej? Według relacji mediów, kierownictwo chce pracować nad ofertą i pozyskiwaniem klientów. Provost uważa, że A390 znajdzie swoich odbiorców, ale będzie ich mniej, niż pierwotnie zakładano. Nie ogłosił zakończenia produkcji modelu. Provost wskazał również A110 jako fundament Alpine, odsuwając na dalszy plan Formułę 1. Zapowiedział dalszy rozwój elektrycznych samochodów sportowych, choć zbudowanie sukcesu może jego zdaniem potrwać nawet 15–20 lat.
Tymczasem w Paryżu marka przypomina również o swoich korzeniach poprzez studium stylistyczne nawiązujące do legendarnego A310. Sam koncept nie jest jednak zapowiedzią modelu seryjnego.
A390 pozostaje w grze, ale z mocno obniżonymi oczekiwaniami. To bardzo dobry samochód, który świetnie jeździ, jednak cenowo był poza zasięgiem klientów. I albo ta cena spadnie, albo model wyjdzie z produkcji.






