Alpine A390 miało otworzyć francuskiej marce drzwi do znacznie większej grupy klientów. Pierwsze sygnały z fabryki w Dieppe wskazują jednak, że elektryczny sportowy fastback nie sprzedaje się zgodnie z planem. Zakład ma ograniczyć jego produkcję z około 30 do 15 egzemplarzy dziennie.
Informację podał lokalny serwis Les Informations Dieppoises, powołując się na Christophe’a Réala, przedstawiciela związku zawodowego CGT w zakładzie Alpine. Według niego kierownictwo fabryki poinformowało pracowników o planowanym zmniejszeniu tempa produkcji A390. Nowe zasady mają wejść w życie pod koniec września lub na początku października 2026 roku. Powodem jest wolniej niż oczekiwano rosnący portfel zamówień. W sierpniu klienci mieli zamówić zaledwie około 60 samochodów. To szczególnie niepokojący wynik, ponieważ A390 nie jest krótką serią dla kolekcjonerów, lecz modelem, który miał wyprowadzić Alpine poza wąski segment dwumiejscowych aut sportowych.

Na początku produkcji A390 fabryka miała stopniowo zwiększać wydajność. Docelowo mówiło się nawet o 50 samochodach na zmianę oraz uruchomieniu pracy w systemie dwuzmianowym. Obecnie z linii ma zjeżdżać około 30 egzemplarzy dziennie, a po korekcie liczba ta spadnie do 15. Pięciomiejscowe A390 zajmuje w gamie producenta szczególną pozycję, ponieważ a łączyć osiągi znane z A110 z funkcjonalnością potrzebną rodzinie albo użytkownikowi biznesowemu. To właśnie ono miało zapewnić Alpine większy wolumen, zanim na rynek trafi elektryczny następca A110. Ograniczenie produkcji uderza więc w jeden z najważniejszych elementów planu rozwoju marki, ale problemem może być bardzo wysoka cena.

We Francji Alpine A390 GT kosztuje od 67.500 euro, natomiast mocniejsza odmiana GTS od 78.000 euro. W Polsce cennik modelu A390 zaczyna się od 298.900 zł za wersję GT. Za GTS trzeba zapłacić co najmniej 338.900 zł. To zbyt wiele jak na świetnie jeżdżącego elektryka a co ciekawe, polski importer już proponuje rabat w wysokości 38.000 zł na wszystkie egzemplarze z roku produkcji 2026. Nie ma co ukrywać, że A390 wchodzi jednak cenowo na terytorium marek premium, które mają znacznie większą rozpoznawalność a jednocześnie elektryczne 400 czy 470 KM nie jest już rynkową sensacją.

Podstawowa odmiana GT ma trzy silniki, napęd na wszystkie koła, 400 KM i 661 Nm. Do 100 km/h przyspiesza w 4,8 sekundy, a akumulator o pojemności 89 kWh zapewnia zasięg do 557 km według WLTP. Wersja GTS rozwija 470 KM oraz 824 Nm i osiąga setkę w 3,9 sekundy. W naszym redakcyjnym teście Alpine A390 bardzo wysoko oceniliśmy zawieszenie, precyzję prowadzenia i skuteczne ukrywanie ponad dwóch ton masy. To samochód, który potrafi być szybki na krętej drodze, a jednocześnie wygodny w dłuższej podróży. Problemem nie wydaje się więc sam produkt, lecz znalezienie odpowiednio dużej liczby osób gotowych zapłacić za niego cenę auta klasy premium.
Zmniejszenie produkcji nie oznacza wycofania samochodu ani rezygnacji z elektrycznej strategii Alpine, to raczej urealnienie planów po pierwszych miesiącach sprzedaży.
Źródła: Les Informations Dieppoises






