Isuzu D-Max to bez wątpienia klasyka gatunku. Kiedy mówisz „pick-up”, wielu kierowców automatycznie myśli właśnie o tym modelu. Samochód niedawno przeszedł face lifting, ale zanim zasiądę za kierownicą nowego modelu zapraszam na test wcześniejszej wersji D-Maxa z wysokoprężnym silnikiem 1.9 o mocy 163 KM.
Tajlandia to kraj znany z bogatej kultury, malowniczych krajobrazów, specyficznego klimatu, kuchni i charakterystycznej architektury. To także jedno z najważniejszych miejsc na świecie dla segmentu pick-upów. Obok Stanów Zjednoczonych uchodzi wręcz za ich drugą ojczyznę. Nic dziwnego, że wiele marek ulokowało tam produkcję swoich modeli – w tym również Isuzu, które właśnie w Tajlandii wytwarza model D-Max.
Kiedyś był typowym „wołem roboczym”. Dziś, naszym zdaniem, to samochód zdecydowanie bardziej uniwersalny. Sprawdzi się zarówno w terenie, jak i na drogach lokalnych czy ekspresowych. Nieco gorzej radzi sobie jedynie w ciasnej miejskiej przestrzeni.
Na przestrzeni lat Isuzu D-Max nie przeszedł rewolucji stylistycznej. Ostatni lifting przyniósł odświeżony przód oraz nowe tylne lampy. Otwarta przestrzeń ładunkowa w wersji seryjnej może zostać doposażona w solidną roletę zamykaną na dodatkowy zamek. Na uwagę zasługują również wygodne naszym zdaniem i solidne progi boczne.
Czy pick-up jest praktyczny na co dzień?
W testowanym egzemplarzu zastosowano czterodrzwiową, pięcioosobową kabinę. Wnętrze oferuje podgrzewane fotele, wygodną tylną kanapę oraz 9-calowy ekran systemu multimedialnego. Niezależnie od wzrostu czy budowy ciała, kierowca bez problemu znajdzie komfortową pozycję za kierownicą. Widoczność i ergonomia stoją na dobrym poziomie – podczas dłuższej jazdy łatwo zapomnieć, że prowadzimy ponad pięciometrowy pojazd.
Kabina oferuje liczne schowki oraz praktycznie rozmieszczone uchwyty na napoje, m.in. po bokach deski rozdzielczej. Brakuje wprawdzie fabrycznej nawigacji, ale można ją łatwo zastąpić dzięki bezprzewodowej integracji ze smartfonem. Dwustrefowa klimatyzacja oraz poprawnie działający system audio bardzo dobzre dopełniają „isuzowe” wnętrze.
Skrzynia ładunkowa i odsuwanie rolety
Jak przystało na pick-upa, D-Max oferuje dużą przestrzeń ładunkową o wymiarach około 1500 × 1500 mm, zdolną pomieścić ponad tonę ładunku. W praktyce pojawia się jednak pewien problem – roleta zabezpieczająca „pakę” bywa trudna w obsłudze. W naszym przypadku udało się ją sprawnie odsunąć tylko raz.
Warto dodać, że podnośnik, trójkąt ostrzegawczy i inne drobiazgi znalazły swoje miejsce za oparciem tylnej kanapy. Samochód wyposażono również w solidny hak holowniczy. Masa przyczepy z hamulcem może wynosić nawet 3,5 tony.
Ile pali D-Max?
Pod maską pracuje dobrze znany silnik wysokoprężny o pojemności 1,9 litra i mocy 163 KM, współpracujący z sześciobiegową automatyczną skrzynią biegów. Standardowo napęd trafia na tylną oś, ale kierowca może dołączyć napęd na przód, skorzystać z reduktora oraz zablokować tylny mechanizm różnicowy.
D-Max pozostaje autem o wyraźnie terenowym charakterze. Zawieszenie oferuje duży skok i pozwala na pokonywanie wymagających przeszkód. Brodzenie w wodzie również nie powinno stanowić dla niego większego problemu.
Zużycie paliwa pozytywnie zaskakuje jak na samochód tej wielkości. Na drodze lokalnej komputer pokładowy wskazał nieco ponad 6 l/100 km, natomiast w ruchu miejskim wartość ta rośnie do ponad 10 l/100 km. Duży zbiornik paliwa pozwala jednak na przejechanie nawet około 900 km w sprzyjających warunkach.
Nowy Isuzu D-Max już wkrótce
To już ostatnie spotkanie z poprzednią wersją D-Maxa – w najbliższym czasie na rynku pojawi się odnowiony model, który wkrótce będę miał okazję testować. Możecie liczyć na małe porównanie. Samochód ma odświeżony wygląd i co najważniejsze większy silnik Diesla pod maską.
Tym razem „nasz” testowy D-Max zaprezentował się w nietypowym dla siebie otoczeniu – na parkingu pod centrum handlowym w Łomiankach. Nawet tam potrafił przyciągnąć uwagę swoją sylwetką i ciekawym wnętrzem.




Zobacz także:
- Test: Nissan Juke 1.6 Hybrid 143 „Shiro” – inspirowany Japonią. Czym mnie zaskoczył?
- Test: Renault Arkana 1.3 TCe mild hybrid 140 EDC- 1600 km po argentyńskich drogach



























































