To już kolejny Nissan Juke, który zawitał do naszej redakcji. Poprzedni w wersji N-Sport bardzo przypadł nam do gustu. Tym razem, kluczyki trafiły do inspirowanej Japonią odmiany Shiro, która ma trochę inny klimat.
Na czym polega różnica? Najłatwiej zacząć od tego, co widać od razu. Nissan Juke N-Sport to odważna gra kolorem – intensywny kanarkowy żółty kolor nadwozia zestawiono z czarnym dachem i dodatkami. Shiro, po japońsku oznacza „biały” i faktycznie, dominuje tu czysta biel przełamana czerwonym dachem. Jest spokojniej, bardziej minimalistycznie, ale nadal z charakterem.
Różnice kryją się także w detalach. W N-Sporcie nazwa wersji dumnie widnieje na klapie bagażnika. Shiro pozostaje bardziej dyskretny. Nie znajdziemy tu żadnych oznaczeń, tylko na przednich błotnikach pojawiają się niewielkie flagi Japonii. To subtelne nawiązanie do inspiracji projektantów i ukłon w stronę kraju, z którego wywodzi się model.
Są też różnice bardziej użytkowe. N-Sport oferował wygłuszoną od wewnątrz maskę silnika oraz elektryczne otwieranie klapy bagażnika w Shiro tych elementów już nie znajdziemy. Z kolei wnętrze zmienia się niemal o 180 stopni: zamiast żółtych akcentów mamy bardziej stonowaną, ale wyraźnie sportową stylistykę. Deska rozdzielcza wygląda tak, jakby została przeniesiona z auta rajdowego. Jest bardziej surowo, bardziej sportowo. W skrócie Nissan Juke Shiro to mniej koloru a więcej charakteru.
Coś, co zaskoczyło – zużycie paliwa
I teraz coś, co naprawdę mnie zaskoczyło. N-Sport w teście potrafił zejść nawet do 4,5 l/100 km, kończąc na 5,2. A Shiro? Minimalnie 5 litrów, maksymalnie 5,7. Być może różnica wynika ze wahań temperatury – ostatnie poranki i wieczory nie rozpieszczały dwucyfrowymi wartościami „na plusie”, a hybrydy wolą ciepełko.
Bagażnik nie imponuje pojemnością, wszak to samochód hybrydowy. 354 litry pachną odrobinę „malizną”, ale jeśli nie planujemy przeprowadzki w zupełności wystarczy co codziennych zastosowań i weekendowych wypadów za miasto. Pod podłogą znajdziemy dojazdówkę i miejsce na wszystkie „przydasie”.
Pod maską mieszka dobrze znany z różnych modeli Renault zestaw: wolnossące benzynowe 1.6 wspierane przez dwa silniki elektryczne. Łącznie Juke ma do dyspozycji moc 143 KM. Napęd przekazuje na przednie koła skrzynia Smart Multi Model Hybrid. Jak zachowuje się w praktyce? Sportowe dodatki w kabinie kuszą do mocniejszego naciśnięcia pedału gazu, ale żywiołem Juke’a Shiro jest spokojna jazda. Silnik pracuje cicho, ale przy wyższych prędkościach zaczynają przeszkadzać szumy powietrza.
Nissan Juke – najlepszy dla dwojga
Mam wrażenie, że Juke najlepiej czuje się z duetem na pokładzie. Dwie osoby to idealny zestaw. Jeśli pasażerowie nie są hojniej obdarzeni wzrostem spokojnie „dadzą radę”. A kierowca? Ma naprawdę wygodne i ergonomiczne miejsce do prowadzenia auta. Wszystko jest na swoim miejscu i działa jak należy.
I jeszcze kilka rzeczy, które lubię: fizyczne przyciski (tak, wciąż je doceniam), zamszowe wstawki, podgrzewana kierownica, fotele i podgrzeewana przednia szyba. A na deser – nagłośnienie od Bose z głośnikami w zagłówkach. Rozwiązanie rzadko spotykane, ale bardzo ciekawe i zdaje egzamin.
Czy Juke nadal przyciąga spojrzenia jak kiedyś?
Może już nie aż tak bardzo jak w momencie premiery, ale jedno jest pewne – zupełnie się nie starzeje i wciąż ma w sobie coś, co sprawia, że chce się nim jeździć. Poza tym, to jeden z najbardziej rozpoznawanych modeli na rynku.
Na koniec, krótka rekomendacja lokalizacji. Wiosną, często uciekamy do Puszczy Kampinoskiej i upatrzyliśmy sobie parking na skraju Palmir. Cisza, zieleń i z dala od miasta. Mam wrażenie, że również Juke całkiem dobrze odnalazł się w tym klimacie. Może nawet polubił to miejsce, tak samo jak my.


Zobacz także:
- Test: Nissan Juke 1.6 Hybrid 143 N-Sport, czyli crossover z pomysłem i na sportowo. 1000 km za nami
- Test: Renault Captur Esprit Alpine mild hybrid 1.3 TCe 160 KM. „Do twarzy Ci w tym Kapturku”

























































