Mam czasem wrażenie, że przynajmniej w niektórych miastach samochód stał się dla nich czymś wrogim. Jeszcze trochę i kierowca będzie traktowany rzez tą niewielką a hałaśliwą grupkę jak ktoś, kto zrobił coś złego już samym faktem posiadania auta i wyjechania z domu. A przecież dla ogromnej liczby ludzi samochód nie jest żadnym luksusem, fanaberią czy złym wyborem. To po prostu normalne narzędzie do życia.
Owo życie nie wygląda jak folder reklamowy komunikacji miejskiej: rano trzeba gdzieś pojechać, potem szybko załatwić dwie albo trzy sprawy w różnych miejscach miasta, odebrać coś, podjechać do sklepu, czasem zawieźć dziecko, czasem pomóc rodzicom. I naprawdę trudno mi sobie wyobrazić robienie tego wszystkiego bez samochodu. Oczywiście da się, tylko pytanie brzmi: po co utrudniać sobie życie, skoro istnieje wygodniejsze rozwiązanie?
Bardzo mnie dziwi przekonanie części urzędników i tak zwanych „miejskich aktywistów”, że ludzi trzeba przestawić na jedyny słuszny sposób życia. Najlepiej wszystkich wsadzić do tramwaju albo na rower i jeszcze wmówić im, że właśnie stali się lepszymi obywatelami, nie patrząc na to, że każdy ma inne życie, inne obowiązki i inne potrzeby.
Ktoś mieszka blisko centrum i może wszędzie dojść, Super. Ktoś inny mieszka dalej, ma rodzinę, pracę w kilku miejscach albo po prostu potrzebuje auta. I też ma do tego pełne prawo. Nie zgadzam się na to, aby kierowców przedstawiać jako problem, którego trzeba się pozbyć. Dla mnie, jako kierowcy, problemem są owe miejskie aktywiszcza, które próbują mi wmówić jak mam żyć. Może ich trzeba się pozbyć?
Przypomnę, że samochody są w pełni legalne i dozwolone. Państwo bierze od nas ogromne pieniądze: podatki, akcyzę, paliwo, opłaty, ubezpieczenia, parkowanie, jeśli chodzi o miasto. Cały system na tym zarabia, z tego są pensje urzędników, z tego są pieniądze na fanaberie w rodzaju zabierania ulic, żeby postawić jakieś instalacje artystyczne, których nikt nie rozumie, za to świetnie zarabia tak zwany artysta albo… aktywista. Albo ich organizacja krzycząco-walcząca o wygody i dochody.
A kierowca coraz częściej słyszy, że najlepiej byłoby, gdyby przestał istnieć: tu zabiorą parking, tam zwężą ulicę, gdzie indziej postawią słupki albo wymyślą kolejny zakaz. I wszystko pod hasłem nowoczesnego miasta. Bzdury!
Nowoczesne miasto powinno być wygodne dla wszystkich. Dla pieszych, rowerzystów, pasażerów komunikacji i dla kierowców też. Chcecie zabierać parkingi? Jasne, ale zróbcie parkingi podziemne. Chcecie mieć więcej przestrzeni w centrum dla ludzi? OK, ale w polskim klimacie to działa tylko przez kilka miesięcy. A potem szaro-bura polska zima i jesień. I co? Kto tam przyjedzie? Czym? I po co?
Kierowcy chcą po prostu normalnie żyć, dojechać spokojnie do pracy, mieć gdzie zaparkować. A na pewno nie chcą być traktowani jak wróg miasta tylko dlatego, że korzysta z samochodu.






