Przez ostatni tydzień miałem okazję testować odświeżonego Peugeota 2008 w wersji Allure z nowym napędem 1.2 MHEV. Auto to udowadnia, że pomimo pękającego w szwach segmentu miejskich crossoverów, na tle konkurencji wciąż można się wyróżnić. Co prawda gust każdy ma swój, ale ciężko się nie zgodzić, że to auto jest ponadprzeciętnie ładne. Drapieżna sygnatura świetlna, szerszy niż w poprzedniku grill oraz stylowe 17” felgi przyciągają wzrok. Wnętrze również nie odstaje poziomem. Po otwarciu drzwi wita nas charakterystyczny i-Cockpit z malutką kierownicą i cyfrowymi zegarami połączony ze schludną konsolą środkową. To już typowy dla Peugeota układ, który znalazł zarówno swoich wielbicieli, jak i przeciwników.
Dokładna specyfikacja testowanego modelu – napęd, wymiary i bagażnik
Peugeota 2008 napędzał poprawiony silnik 1.2 Turbo o mocy 136 KM oraz silnik elektryczny o mocy 28 KM. Łącznie układ ten zapewniał 145 KM i 230 Nm, co przekładało się na 206 km/h prędkości maksymalnej i 8,3 sekundy w sprincie 0–100 km/h. Skonfigurowano go z automatyczną skrzynią biegów – sześciostopniową przekładnią dwusprzęgłową e-DCS6. Dzięki zastosowaniu 48-woltowej instalacji i niewielkiej baterii, samochód potrafił poruszać się z wyłączonym silnikiem spalinowym, co szczególnie przydało się w korkach.

„Poprawa” słynnego 1.2 PureTech polegała głównie na zamianie paska rozrządu w kąpieli olejowej na trwały łańcuch. Jednostka przeszła także na obieg Millera, który w teorii ma być oszczędniejszy. Osobiście nie mogę się doczekać, aż pierwsze egzemplarze z tym silnikiem zaczną osiągać przebiegi powyżej 100 tysięcy kilometrów. Dopiero wtedy okaże się, czy faktycznie doszło do tej poprawy.
B-SUV z definicji ma stanowić złoty środek między zwinnością w mieście a przestrzenią dla rodziny. Peugeot mierzy 4.304 mm długości, 1.815 mm szerokości (bez lusterek) oraz 1.523 mm wysokości (bez relingów). Przy rozstawie osi wynoszącym 2.605 mm wygospodarowano całkiem przestronną kabinę, w której cztery osoby o przeciętnym wzroście będą mogły w miarę komfortowo podróżować. Jak to wygląda w praktyce? O tym później.
Modelem 2008 da się także bez większych problemów pojechać na wakacje. 434 litry pojemności bagażnika umożliwiają spokojne zapakowanie się na wyjazd, choć często może się to wiązać ze zdjęciem górnej półki oraz obniżeniem podłogi w kufrze. Próg załadunkowy w moim odczuciu był delikatnie za wysoko (700mm od podłoża) i przeszkadzał w odpowiednim ułożeniu ciężkich bagaży.

Teoria a praktyka – pierwsze wrażenia zza kierownicy
Kto pamięta procedury z kursu nauki jazdy, ten wie, że w pierwszej kolejności należy przygotować się do jazdy: prawidłowo ustawić fotel, lusterka i kierownicę oraz zadbać o własny komfort. I już na tym etapie napotkałem ogromny problem. Mówi się, że w nowych Peugeotach albo od razu znajdzie się idealną dla siebie pozycję, albo potrzeba na to godzin. W moim przypadku do tego przełomu nie doszło nigdy. Przejechałem tym autem ponad 1.500 km w tydzień i do samego końca czułem się za kółkiem po prostu fatalnie.
Gdy ustawiłem fotel tak, jak lubię najbardziej, górna część kierownicy zasłaniała mi dosłownie całe zegary. Nadszedł więc czas na kombinowanie, bo jazda bez widoczności aktualnej prędkości nie jest dobrym pomysłem. Opuszczenie koła kierownicy nawet nie wchodziło w grę, gdyż przez moje 195 cm wzrostu miałem ją na kolanach. Przysunięcie jej w moją stronę również odpadało, ponieważ i tak nie widziałbym zegarów. Fotel do przodu – już lepiej z widocznością, ale znacznie gorzej dla nóg, które układały się w nienaturalny sposób. Fotel do tyłu – powodzenia dla pasażera z tyłu… Ja jednak znacznej poprawy nadal nie widziałem. W takim razie fotel w górę – a gdzie tam! Zamiast dłońmi, mógłbym kierować kolanami. I tak oto męczyłem się z tym dobre kilka minut, aż w końcu znalazłem „najmniejsze zło”. Siedziało mi się całkiem wygodnie i widziałem chociaż połowę zegarów. Po resztę musiałem się podnosić. Nie byłem też w stanie przecisnąć dłoni między kierownicą a kolanem podczas skręcania. Na szczęście fotele były bardzo wygodne i miękkie, co w pewien sposób rekompensowało problemy z pozycją za kierownicą.
Przeczytaj nasze testy samochodów Peugeot
Kłopotów ciąg dalszy. Miejsce na nogi nie istnieje. Przynajmniej dla ludzi wysokich i o dużej stopie. Ja noszę buty rozmiaru 48 i nie zdarzyło się, żebym wciskał gaz, nie zahaczając o hamulec. Pedał przyspieszenia jest wybitnie wąski w porównaniu do pokaźnego pedału hamulca, przez co ledwo mieściła mi się na nim noga. Ponadto, w podłodze przed fotelem znajduje się półeczka, która skrywa w sobie baterię układu miękkiej hybrydy. Jak można sobie wyobrazić – jest koszmarna. Praktycznie nie daje możliwości zmiany pozycji nóg, których ułożenie przypomina bardziej jazdę busem, a nie miejską osobówką. Aczkolwiek idealnie nada się ona do wiązania butów. Za to producentowi należą się brawa. Przestrzeń na odpoczywającą lewą nogę także jest rozczarowująca. W zasadzie czułem, jakby nie było w ogóle o co tej nogi oprzeć. To wszystko sprawiało, że dłuższa jazda była dla mnie uciążliwa i odczuwałem ból w kolanach. A nie o to przecież chodzi… Na dodatek mamy niezwykle wysokie progi drzwi, o które wielokrotnie się potknąłem przy wysiadaniu. Naprawdę nie dało się ich zrobić na normalnej wysokości?
Gwoli sprawiedliwości dodajmy, że wiele z tych mankamentów jest związanych z moim ponadprzeciętnym wzrostem.

Jakość wnętrza: dobre spasowanie, tanie plastiki
Na pierwszy rzut oka środek wygląda ładnie. Spasowanie elementów też stoi na wysokim poziomie. Podczas jazdy nic nie trzeszczy i nie stuka. I to by było na tyle z plusów. Jakość materiałów jest, lekko mówiąc, słaba. Twarde plastiki w drzwiach można bez problemu wgnieść na kilka centymetrów. Deska rozdzielcza obita jest imitacją karbonu, która wygląda tanio i trochę na siłę. To jednak małe piwo przy wszechobecnym „piano black”. Ten niezwykle podatny na zarysowania i palcowanie materiał jest dosłownie wszędzie – na całej konsoli środkowej, od nawiewów aż po podłokietnik, a nawet na kierownicy. Gorzej się nie dało. Ciekawe, jak te auta będą wyglądały wewnątrz po kilku latach użytkowania.
Ewidentnie przy projektowaniu Peugeota 2008 dużo do powiedzenia mieli księgowi. Pytanie tylko, czy powinniśmy wymagać nie wiadomo jak świetnej jakości w samochodzie stworzonym głównie do miasta?

Ruszamy! Wrażenia z pracy napędu
Trzycylindrowa jednostka o pojemności 1.2 litra to sztandarowy przykład aktualnego trendu w motoryzacji, jakim jest downsizing. W czasach, gdy auta rosną i stają się coraz cięższe, wsadzanie tak wysilonych, malutkich silników pod maski zdaje się być pomysłem szalonym i nie do końca rozsądnym. Jak takie motory mogą bezawaryjnie dotrwać do 200 tys. km przebiegu? Odpowiedzi na to pytanie przyjdą wkrótce. Na razie wróćmy do teraźniejszości i tego, jak to auto w ogóle jeździ.
Masa własna testowanego crossovera to 1.297 kg, co jest naprawdę niską wartością jak na dzisiejsze standardy. Fakt ten, w połączeniu z układem hybrydowym, ratuje Peugeota. Mogę stwierdzić z czystym sumieniem, że silnik jest absolutnie wystarczający! Sprawia, że 2008 bardzo żwawo się rozpędza, pozwalając nawet na spokojne wyprzedzanie – i to niezależnie od prędkości, z jaką się poruszamy. Między innymi dzięki temu to miejskie autko będzie też świetnym wyborem na dłuższą trasę – sprawdziliśmy to jadąc nim w cztery osoby. Szkoda tylko, że brzmi jak kosiarka… Albo i gorzej. No cóż, taki urok trzech cylindrów. Na domiar złego w trybie jazdy Sport dźwięk jest sztucznie podbijany z głośników. Na szczęście da się tę funkcję wyłączyć w ustawieniach.
Większy problem pojawia się natomiast w zestrojeniu tego silnika ze skrzynią e-DCS6. O ile na ogół biegi zmieniają się bardzo płynnie, a wręcz niezauważalnie, to zdarza się, że auto mocniej szarpnie – szczególnie przy zwalnianiu. Nie odbiera to jednak komfortu jazdy i mi osobiście nie przeszkadzało. Gorzej sytuacja wygląda w przypadku reakcji na gaz. Jest okropnie długa i testuje naszą cierpliwość. Próbując wciskać się w luki między jadącymi pojazdami, trzeba mieć to na uwadze.

Odczucia z trasy – multimedia, systemy i nagłośnienie
Peugeot 2008 wyposażony jest w system multimedialny Peugeot Connect z wbudowaną funkcją rozpoznawania mowy. Na hasło „OK Peugeot” możemy sterować klimatyzacją czy nawigacją bez odrywania rąk od kierownicy. Szkoda tylko, że kompletnie mi to nie działało. Może wypowiadam się inną polszczyzną. Sam w sobie system działał całkiem płynnie – sporadycznie dostawał irytujących ścinek – i był relatywnie intuicyjny w obsłudze. Niestety chyba nie polubił się z moim telefonem, gdyż połączenie się z Android Auto kilka razy graniczyło z cudem. Ekran centralny ma jednak pewną irytującą przypadłość. Ktoś w Peugeocie uznał najwyraźniej, że graficzne fajerwerki są ważniejsze niż szybkość działania. Każde wejście w ustawienia czy zmiana opcji wiąże się z dziwnym, animowanym przejściem. Wygląda to fajnie, ale czy przypadkiem nie ma ukrywać zbyt wolnego czasu ładowania?
Przejdźmy jednak do tego, co w dzisiejszych autach potrafi podnieść ciśnienie skuteczniej niż poranna kawa – systemów bezpieczeństwa (ADAS). Peugeot 2008 pod tym względem to typowy przedstawiciel współczesnej motoryzacji, w której elektronika wie lepiej od Ciebie, jak powinieneś prowadzić. Asystent utrzymania pasa ruchu jest niezwykle nadgorliwy. Zamiast delikatnie korygować tor jazdy, potrafi dość brutalnie i niespodziewanie szarpnąć kierownicą, co bywa po prostu niebezpieczne. A najgorsze, że zdarza mu się to nawet przy włączonym kierunkowskazie. To już chyba przesadny standard w obecnych samochodach.
Ciekawym zjawiskiem jest działanie adaptacyjnego tempomatu. Z jakiegoś powodu ma on ogromne problemy z utrzymaniem zadanej prędkości. Dosłownie za każdym razem, gdy go używałem, jechałem z inną prędkością, niż chciałem – głównie szybciej. Ustawiałem 140 km/h na autostradzie, a auto potrafiło jechać nawet 147 km/h! I nie trwało to krótką chwilę, a co najmniej kilka minut. Peugeot sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie planował przyhamować. Przejeżdżanie przez odcinkowe pomiary prędkości z tak działającym wspomagaczem to hardkorowe wyzwanie dla kierowcy.

Muszę też przyczepić się do systemu rozpoznawania znaków. To oczywiste, że działał źle – jak w każdym nowoczesnym samochodzie. Z tym, że tutaj wchodziło to na wyższy poziom. Dlaczego? Otóż według testowanego modelu znak B-18 „zakaz wjazdu pojazdów o rzeczywistej masie całkowitej ponad … t” to ograniczenie prędkości! W związku z tym kilka razy widziałem na wyświetlaczu przed sobą maksymalną dopuszczalną prędkość 12 km/h. Jak dobrze, że nie ma tu jeszcze systemu automatycznie spowalniającego pojazd do odczytanej prędkości… Reszta asystentów działała normalnie, więc zostawię je w spokoju. Te opisane były po prostu frustrujące.
W ramach ciekawostki dodam, że sprawdzany przeze mnie egzemplarz był wyposażony w kamerkę monitorującą uwagę kierowcy, czyli tzw. ADDW. Od 7. lipca 2026 roku w UE jest to obowiązkowy system dla wszystkich nowo rejestrowanych pojazdów. Ma on śledzić twarz oraz wzrok i włącza się samoczynnie po przekroczeniu 20 km/h. Idea jest całkiem niezła, ale kontrowersji wokół tego rozwiązania po prostu nie da się uniknąć. Jak to działa w praktyce?
Po 3 sekundach jazdy z zamkniętymi oczami wyskakiwał głośny komunikat o konieczności zachowania ostrożności. Podobnie było w przypadku używania telefonu. Zastanawia mnie tylko, jak wytrzymają kierowcy jadący pod słońce bez okularów przeciwsłonecznych, albo co gorsza – Azjaci. Sprawdziłem bowiem, czy system się uruchomi, gdy tylko delikatnie przymrużę oczy. Efekt? Uruchomił się. I uruchamiał za każdym razem. Mam więc co do niego bardzo mieszane odczucia.
Wisienka na torcie – głośniki. Konkretnie 6 głośników: 2 z przodu, 2 w drzwiach przednich i 2 w drzwiach tylnych. Powiem szczerze, że zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony jakością dźwięku, jaką oferują. Świetne basy i wyraziste wysokie tony. Nie spodziewałem się aż takiej dyskoteki na kółkach po aucie miejskim. Gratulacje.

Prowadzenie i zawieszenie: czy francuz potrafi w zakręty?
Przyszedł wreszcie czas na ogromne pochwały! Zawieszenie, mimo że nie było wybitnie miękkie, okazało się bardzo komfortowe i świetnie radziło sobie z wybieraniem drogowych nierówności. W zakrętach samochód prowadził się bardzo pewnie i nie wychylał się na boki tak mocno, jak można by zakładać, patrząc na bryłę crossovera. Do tego dochodzi układ kierowniczy, który jest naprawdę precyzyjny i konkretny w swoich reakcjach. W połączeniu ze wspomnianą wcześniej, malutką kierownicą daje to poczucie pełnej kontroli. Przy niższych prędkościach kierownica chodziła leciutko, natomiast przy wyższych stawiała pewien opór, dając naprawdę dużą pewność w trasie. Całość sprawiła, że Peugeotem jeździło mi się po prostu fantastycznie – i to niezależnie od tego, czy przebijałem się przez miejskie korki, czy jechałem wolniej lub szybciej na trasie. A zabrałem go w Tatry, przemierzając kręte górskie drogi. Dawał tam sporo frajdy z jazdy i nie wymiękał na serpentynach. Czas więc odnieść się do spostrzeżeń z tego wyjazdu.

Kierunek Tatry: test bojowy w 4 osoby, realne spalanie, wyciszenie i… woda na fotelach
Trasa o długości około 400 km wiodąca przez autostrady, drogi ekspresowe oraz krajowe nadała się idealnie, aby zweryfikować dane producenta dotyczące spalania. Dla modelu 2008 Peugeot deklaruje:
- 4,9 l/100 km w cyklu mieszanym
- 3,9 l/100 km w cyklu miejskim
- 4,4 l/100 km w cyklu drogowym
- 6,0 l/100 km w cyklu autostradowym
Sprawdziłem i mam twarde dowody na to, że te wyniki są dalekie od prawdy. Jeździłem (z trójką dorosłych pasażerów i wyładowanym bagażnikiem) trzymając się przepisów (szczególnie na drogach szybkiego ruchu), a także na ogół nie dodawałem gwałtownie gazu. Gdy bateria nie była naładowana, zużycie paliwa na krótkich odcinkach potrafiło zbliżyć się do 11 l/100 km. W mieście ładowała się szybko, więc takie liczby nie były częstym widokiem, choć i tak zejście poniżej 4 l/100 km było nie lada wyzwaniem. Dużo bardziej intrygująco prezentują się natomiast wyniki z podróży:
- 4,6 l/100 km na trasie o długości ok. 100 km „przez wsie” głównie w terenie zabudowanym z licznymi podjazdami i zjazdami.
- 6,7 l/100 km na trasie o długości 300 km tylko i wyłącznie po drogach szybkiego ruchu, z czego 130 km pokonałem po drodze ekspresowej i 170 km po autostradzie, jadąc z maksymalną dozwoloną prędkością.
- 7,6 l/100 km na trasie o długości 285 km, z czego ponad 200 km zostało pokonane drogami szybkiego ruchu, a pozostały dystans drogami wojewódzkimi o bardzo stromych podjazdach i zjazdach.

Szczerze mówiąc, ciężko tu o jakąkolwiek powtarzalność. Realne spalanie jest sporo wyższe od podanego przez Peugeota, choć dalej jest ono na zadowalającym poziomie. Przy normalnej jeździe, na jednym baku będziemy w stanie pokonać około 700 kilometrów.
Bardzo pozytywnie rzuca się w oczy – a właściwie w uszy – wyciszenie kabiny w testowanym egzemplarzu. Zaskoczyło zarówno mnie, jak i pozostałą trójkę pasażerów. Przy prędkościach autostradowych można było spokojnie ze sobą rozmawiać, komfortowo słuchać muzyki i wyspać się lepiej niż w niejednym łóżku. W segmencie B-SUV producenci potrafią brutalnie oszczędzać na matach wygłuszających. Peugeot 2008 to absolutna czołówka klasy w tej kategorii. Skutecznie odcina wszelkie szumy, które stają się lekko słyszalne dopiero po przekroczeniu 120 km/h. Podróżowanie nim w długiej trasie po prostu nie męczy.
W upalne dni komfort jazdy może zostać mocno zaburzony przez jednostrefową klimatyzację. Producent nie dość, że pominął nawiewy na tył, to jeszcze sprawił, że skuteczne ochłodzenie kabiny jest niemożliwe. W teorii najniższą temperaturą, jaką możemy ustawić, jest zaledwie 14°C, lecz w praktyce nie daje to absolutnie nic. Wraz z pasażerami zgodnie stwierdziliśmy, że nie jest to auto na gorące lato.

Z innych obserwacji: przy wyższych prędkościach maska wpada w bardzo duże wibracje. Chwilowo jechałem w stresie, że była niedomknięta i zaraz się otworzy, ale tak już ten Peugeot ma. Osoby z tyłu narzekały, że szyby otwierają się bardzo niewiele w porównaniu do innych samochodów. Od siebie dodam, że wszystkie szyby są małe i nie zapewniają zbyt dużej widoczności. Do klaustrofobicznej z tyłu Toyoty C-HR im daleko, ale nie jest kolorowo.
Moją uwagę zwróciły natomiast drzwi, szczególnie te tylne. Wiadomo, że w praktycznie każdym samochodzie nie są one poprowadzone idealnie pionowo od podwozia aż po dach. Tutaj jednak pojawił się spory problem z podeszczową wodą zalegającą między uszczelkami, która po otwarciu drzwi dosłownie lała się do środka. Wodospady trafiały prosto na siedzenia, które szybko robiły się całe mokre. Zajęcie miejsca w takim fotelu wcale nie było przyjemne.
Jak natomiast sprawdził się 434-litrowy kufer dla czterech osób obładowanych sprzętem w góry? No cóż, najważniejsze, że udało się wszystko przewieźć. Jak można zobaczyć na zdjęciach, każdy centymetr sześcienny bagażnika został wykorzystany. Kilka siatek jechało z nami w środku. Dłuższy wyjazd w 4 osoby? Da się. I przede wszystkim – Peugeot dał radę. Okazał się naprawdę fajnym autkiem na dalszą trasę.

Ile kosztuje ten lew i czy warto go kupić? Ostateczny werdykt
Za Peugeota 2008 w wersji Allure z silnikiem hybrydowym o mocy 145 KM zapłacimy minimum 133.200 zł, natomiast konfiguracja, którą miałem przyjemność testować, kosztuje 144.200 zł. Warto jednak pamiętać, że najtańsza opcja Edition rozpoczyna się już od 89.900 zł, co jest bardzo rozsądną kwotą, jak za auto tej klasy. Jeśli interesuje nas pełen wypas, to za wersję GT Exclusive zapłacimy już 150.200 zł. Widełki są więc spore.
Pozostaje więc pytanie: czy warto? Moim zdaniem tak, ale pod pewnym warunkiem. Kupujący musi być co najwyżej przeciętnego wzrostu, w przeciwnym razie może mieć po prostu niewygodnie. Ja z każdym kolejnym dniem testu coraz bardziej przekonywałem się do tego samochodu. Na koniec było mi wręcz szkoda się z nim rozstawać. Pomimo bardzo negatywnych pierwszych wrażeń, szczególnie co do pozycji za kierownicą, jakimś cudem go polubiłem – być może za przyjemność i spokój, jakie dawał podczas jazdy. Może Wam przypadnie do gustu nieco szybciej.

Słowem podsumowania: auto pełne kontrastów
Peugeot 2008 to bez wątpienia samochód, który wywołuje skrajne emocje. Z jednej strony irytuje jednostrefową, mało wydajną klimatyzacją, a także małą ilością miejsca oraz innymi wpadkami ergonomicznymi. Z drugiej jednak strony – to po prostu bardzo komfortowy kompan na dłuższe trasy. Bagażnik będzie wystarczający na większość wyjazdów, a wyciszenie przy prędkościach autostradowych i nie tylko, deklasuje wielu bezpośrednich konkurentów z segmentu B-SUV. Jeździ się nim po prostu fantastycznie i z tego głównie go zapamiętam.
Jeżeli ktokolwiek przymierza się do zakupu tego modelu, czy jakiegokolwiek innego Peugeota, powinien osobiście zasiąść za jego kierownicą i spróbować poprawnie ustawić pod siebie fotel. Może okazać się bowiem, że – tak jak mi – nie uda się Wam znaleźć optymalnej pozycji i pojawi się niemały kłopot. Mam jednak nadzieję, że tak nie będzie i serdecznie polecam osobiste przetestowanie Peugeota 2008.
tekst: Bartłomiej Siedlarz
zdjęcia: Bartłomiej Siedlarz, Dominika Gregorczyk









































































