Niektórzy Polacy mają fascynujący stosunek do patriotyzmu. Mogą godzinami dyskutować o Powstaniu Warszawskim, reparacjach, Westerplatte i tym, kto dokładnie zdradził nas w Jałcie, po czym wsiadają do Volkswagena, Audi czy BMW z patriotyczną naklejką, odpadają TDi i jadą kupić biało czerwoną-flagę. A co producenci samochodów robili wtedy, kiedy Polska naprawdę potrzebowała przyjaciół? Sprawdźmy koniec XIX wieku do roku 1945. I nie czytaj tego proszę, jeśli lubisz niemieckie samochody a francuskich nienawidzisz, bo czeka Cię ostry dysonans poznawczy.
Zacznijmy od Volkswagena, który powstał za czasów Hitlera a dokładnie w roku 1937 w III Rzeszy, jako element wielkiego państwowego projektu motoryzacyjnego nazistowskich Niemiec i naprawdę trudno mieć bardziej jednoznacznie zły akt urodzenia. Pierwszymi robotnikami przymusowymi, czyli mówiąc wprost niewolnikami, pracującymi w skandalicznych warunkach, było 300 kobiet z Polski. Później dla Volkswagena pracowało przymusowo około 20 tysięcy ludzi, w tym około 5 tysięcy więźniów obozów koncentracyjnych. A Ty dalej naklejaj biało-czerwoną flagę na tylną szybę Golfa czy Passata.
BMW ma bardzo podobny problem. W czasach III Rzeszy firmę przekształcono w producenta silników lotniczych a już pod koniec 1939 roku zakłady BMW w Eisenach zaczęły wykorzystywać polskich jeńców wojennych, później było już tylko gorzej. Pod koniec 1944 roku dla BMW pracowało około 29 tysięcy robotników przymusowych. Stanowili ponad połowę siły roboczej przedsiębiorstwa a firma korzystała również z pracy więźniów obozów koncentracyjnych. Polski patriota pasuje do BMW jak pięść do nosa.
Audi, czyli wtedy Auto Union, zostało zaangażowane w produkcję uzbrojenia i wyposażenia wojennego. W przedsiębiorstwie pracowało około 17.300 robotników przymusowych oraz 3.700 więźniów obozów koncentracyjnych.
Jeżeli właściciel Mercedesa czyta ten tekst z rosnącym samozadowoleniem, bo przecież autor wymienia Volkswagena, BMW i Audi, to mam złą wiadomość. Daimler-Benz również był bardzo ważną częścią niemieckiej gospodarki wojennej: produkował pojazdy i silniki dla wojska, a do utrzymania produkcji wykorzystywał pracę przymusową, jeńców wojennych oraz więźniów obozów koncentracyjnych. W 1944 roku niemal połowę z 63.610 zatrudnionych przez Daimler-Benz stanowili cywilni robotnicy przymusowi, jeńcy lub więźniowie obozów. Gwiazda na masce również nie daje historycznego immunitetu a wręcz przeciwnie.
I to chyba dobry moment, żeby przypomnieć, kto wymyślił mit o psujących się francuskich samochodach. A byli to niemcy, w czasie II Wojny Światowej a to dlatego, że Francuzi w okupowanej Francji sabotowali produkcję i na przykład ciężarówki Citroëna, bardzo cenione za niezawodność i wysoką odporność na niskie i wysokie temperatury, miały jedną małą wadę, robioną specjalnie na potrzeby Niemców. W innym miejscu umiejscono wskaźnik właściwego poziomu oleju. O tym sabotażu przeczytasz w naszym artykule tutaj.
No właśnie, a jak Francuzi traktowali Polaków? 4 czerwca 1917 a więc tuż przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości, francuski prezydent Raymond Poincaré podpisał dekret o utworzeniu w tym kraju autonomicznej Armii Polskiej. Formacja pozostawała początkowo pod francuskim naczelnym dowództwem, a później jej dowódcą został gen. Józef Haller i to właśnie była słynna Błękitna Armia. Francuzi ją uzbroili, wyposażyli i szkolili a wiosną 1919 roku armia Hallera została przerzucona do odradzającej się Polski. Przywiozła ze sobą doświadczenie zachodniego frontu, artylerię, lotnictwo, broń maszynową, samochody i… oczywiście czołgi Renault FT a właściwie cały pierwszy regularny polski pułk czołgów. Na wyposażeniu ma 120 czołgów Renault FT, 72 z armatami i 48 z karabinami maszynowymi. Polskie Renault walczyły później w wojnie polsko-bolszewickiej: pod Dyneburgiem, Lidą, Grodnem, Równem oraz podczas Bitwy Warszawskiej. Ich udział miał znaczący znaczący wpływ dla przebiegu działań. Renault FT w 1920 roku jechało z polskimi żołnierzami przeciwko Armii Czerwonej.
No a przecież jeszcze ciekawiej robi się z Citroënem. André Citroën miał polskie związki rodzinne, a Polska pojawia się nawet w historii symbolu marki za sprawą kół zębatych, które zainspirowały charakterystyczne szewrony. Zostawiając jednak to, idźmy dalej: 1 stycznia 1930 roku w Warszawie rozpoczęło działalność Polskie Towarzystwo Samochodowe Citroën. Przy Czerniakowskiej funkcjonowała filia, warsztaty i montownia samochodów tej marki, Polska miała wtedy dwanaście lat, byliśmy krajem biednym, dopiero budującym przemysł, drogi i rynek samochodowy a Citroën postanowił tutaj sporo inwestować. Andre Citroën zaopatrywał też Wojsko Polskie m.in. w słynne pojazdy gąsienicowe systemu Kegresse, o czym napiszemy niedługo więcej, bo to również wspaniała karta naszej historii.
A Peugeot? Czy to dobry samochód dla patrioty z Polski? Peugeot podczas okupacji Francji również został zmuszony do pracy na rzecz niemieckiej gospodarki wojennej. Brytyjski agent SOE Harry Rée uważał, że zamiast bombardować francuskie fabryki i przy okazji zabijać francuskich robotników, rozsądniej będzie niszczyć ich produkcję od środka, pojechał więc do Sochaux i przekonał właścicieli zakładów Peugeot do współpracy przy sabotażu własnej fabryki. W 1943 roku właściciele zakładu zgodzili się pomóc w akcji, a Rée przeprowadził skuteczny sabotaż fabryki.
Oczywiście historia nie jest taka jednoznaczna – bo przyszedł rok 1939. 3 września 1939 roku Francja wypowiedziała Niemcom wojnę, jednak jej wypowiedzenie nie zostało połączone z ofensywą zdolną odciążyć Wojsko Polskie. Jednak po klęsce wrześniowej to właśnie we Francji mogły zostać odbudowane polskie władze i Wojsko Polskie, powstały tam między innymi 1. Dywizja Grenadierów, 2. Dywizja Strzelców Pieszych i 10. Brygada Kawalerii Pancernej, a Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich wyruszyła z Francji pod Narwik. Polskie oddziały walczyły później w obronie samej Francji w 1940 roku.
A sama Francja w kluczowych latach 1917–1921 odegrała ogromną rolę w tworzeniu i uzbrojeniu Wojska Polskiego i przez większość okresu międzywojennego była najważniejszym zachodnim partnerem wojskowym II Rzeczypospolitej.
Na koniec mamy dla Was krótkie przypomnienie jednej z najważniejszych postaci we Francji: Charles de Gaulle, zanim został generałem i prezydentem, walczył o Polskę W 1919 roku był trzydziestoletnim kapitanem, weteranem Wielkiej Wojny i niemieckiej niewoli. Do Polski przyjechał wtedy jako członek Francuskiej Misji Wojskowej i został instruktorem w szkole piechoty w Rembertowie pod Warszawą (dzisiaj jest to dzielnica naszej stolicy), gdzie wykładał taktykę. Od maja do listopada 1919 roku prowadził, a następnie kierował kursami oficerskimi; później powierzono mu także kurs dla wyższych oficerów. Francuzi uczestniczyli wówczas w gigantycznym zadaniu: próbie stworzenia jednej armii z żołnierzy i oficerów wywodzących się z trzech różnych armii zaborczych.
Kiedy latem 1920 roku Armia Czerwona ruszyła w stronę Warszawy, de Gaulle, po krótkim pobycie we Francji, pojechał na front. Towarzyszył francuskiemu generałowi Bernardowi, pełniącemu funkcję doradcy przy grupie manewrowej gen. Edwarda Rydza-Śmigłego. Było to zgrupowanie uczestniczące w polskim przeciwuderzeniu podczas Bitwy Warszawskiej. Sam de Gaulle pisał później, że obserwował Bitwę nad Wisłą z wyjątkowo dogodnego miejsca i był świadkiem wydarzeń o ogromnym znaczeniu. Za postawę podczas walk w lipcu i sierpniu 1920 roku Polska odznaczyła go Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari V klasy.
Kiedy w 1967 roku, już jako prezydent Republiki Francuskiej, przyjechał z oficjalną wizytą do Polski, wracał do kraju, który znał jeszcze jako młody oficer. Od jego pierwszego przyjazdu minęło niemal pół wieku. Jeden z największych francuskich polityków XX wieku miał z Polską związek znacznie głębszy niż kurtuazyjna wizyta państwowa. A czym jeździł w Polsce? Oczywiście swoim ukochanym Citroënem DS…






