Przed jednym z salonów samochodowych w Turcji rozegrała się nietypowa scena. Właściciel nowego Opla Frontery zaparkował swój samochód tuż przed wejściem i przykleił na nim transparent z napisem: „Kupiłem nowy samochód 0 km w salonie Opla w Gulan. Okazał się wadliwy. To wadliwy produkt tej marki.”.
Mężczyzna, przedstawiający się jako Gül, twierdzi, że jego problemy zaczęły się już kilkanaście dni po odbiorze auta. – „Samochód kupiłem miesiąc temu. Już po dwóch tygodniach zaczęły się awarie” – relacjonował w rozmowie z lokalnymi mediami. Według jego relacji Opel Frontera miał problemy techniczne. Pojazd, reklamowany jako elektryczny SUV z zasięgiem około 300 km, w praktyce przejeżdżał jedynie 150–160 km.
Co gorsza, zdarzało mu się zatrzymywać z powodu awarii systemu napędu elektrycznego. Klient zwrócił też uwagę na przecieki w tylnej części nadwozia oraz niepokojące dźwięki dobiegające z akumulatora trakcyjnego.
Gül twierdzi, że zgłosił usterki do serwisu, jednak – jak mówi – nie uzyskał żadnej konkretnej odpowiedzi ani propozycji rozwiązania problemu. – „Chcę, żeby mój samochód został przyjęty i wymieniony na sprawny egzemplarz. Nie po to kupuje się nowe auto, aby ciągle martwić się o awarie” – podkreślił.
Sprawa odbiła się szerokim echem, ponieważ Opel Frontera to nowość w ofercie marki i jeden z kluczowych modeli elektrycznych, mający przyciągnąć klientów szukających tańszego SUV-a na prąd. Producent powinien zareagować a właściciel otrzymać zapewnienie o weryfikacji stanu samochodu i jego ewentualnej naprawie lub wymianie.






