Polski kierowca jest zazwyczaj świetny. Przynajmniej we własnym przekonaniu. Znakomicie prowadzi, doskonale ocenia sytuację, ma najlepszy refleks i zawsze wie, kto na drodze jest idiotą. W naszym pojęciu idiotą niemal zawsze jest ktoś inny.
1. Zap***dalanie, czyli znaki są dla słabszych
Ograniczenie do 50 km/h? Jedziemy 75. Jest 90 km/h? Trzeba sprawdzić, czy samochód rzeczywiście pojedzie te 200. Na ekspresówce obowiązuje 120 km/h? To przecież tylko sugestia dla ludzi bez ambicji. W Polsce jazda zgodnie z ograniczeniem prędkości bywa traktowana niemal jak prowokacja. Kierowca jadący przepisowo natychmiast dostaje kogoś na zderzak, serię błysków długimi światłami i spojrzenie pełne pogardy. Bo przecież wszyscy wiedzą, że znaki ustawia się wyłącznie po to, żeby utrudnić życie prawdziwym kierowcom.
Najbardziej absurdalne jest to, że oni pędzą bez żadnego konkretnego powodu. Nie wiozą rodzącej kobiety do szpitala, nie jadą ratować świata. Po prostu muszą być przed samochodem, który widzą przed sobą. Choćby pięćset metrów dalej mieli razem stanąć na czerwonym świetle. Oczywiście BMW tu prowadzi w statystykach.
2. Wciskanie się w każdą możliwą przerwę
Ktoś zostawia odstęp przed swoim samochodem, żeby zachować bezpieczną odległość? Błąd. Polski kierowca odbiera to jako osobiste zaproszenie: „Proszę, wepchnij się tutaj bez kierunkowskazu”. Przerwa pozostawiona przed przejściem dla pieszych, skrzyżowaniem albo wyjazdem z bocznej ulicy także jest traktowana jak wolne miejsce parkingowe. Nieważne, dlaczego powstała. Skoro zmieści się tam maska samochodu, trzeba natychmiast ją wcisnąć.
To jeden z najbardziej prymitywnych odruchów na naszych drogach: paniczny lęk, że ktoś inny znajdzie się o jeden samochód przed nami. Jakby od miejsca w korku zależał honor rodziny, pozycja społeczna i przyszłość narodu. Szok.
3. Jazda na zderzaku, czyli drogowy terroryzm
Bezpieczny odstęp jest w Polsce uznawany za marnowanie asfaltu. Prawdziwy mistrz prowadzenia jedzie pół metra za poprzedzającym samochodem, najlepiej przy 120 km/h, bo przecież „kontroluje sytuację”. A jazda na zderzaku nie przyspiesza ruchu. Raczej czyni go nerwowym.
4. Lewy pas jako prywatna własność
Na drogach wielopasmowych spotykają się dwa skrajne gatunki. Pierwszy jedzie lewym pasem 90 km/h, choć prawy jest całkowicie pusty. Drugi uważa, że lewy pas został zbudowany specjalnie dla niego i każdy, kto się na nim pojawia, powinien natychmiast zniknąć. Mrugacze, zapier**alacze, pozdrawiam.
5. Kierunkowskaz używany po fakcie
Włączenie kierunkowskazu przed zmianą pasa najwyraźniej zdradza zamiary, a przecież przeciwnik nie może wiedzieć, co planujemy. Dlatego wielu kierowców najpierw skręca kierownicą, potem wjeżdża na sąsiedni pas, a na końcu – czasami – pozwala kierunkowskazowi mignąć jeden raz.
6. Blokowanie skrzyżowania, bo „ja jeszcze zdążę”
Światło jest zielone, ale za skrzyżowaniem nie ma miejsca. Rozsądny człowiek czeka. Polski mistrz kierownicy wjeżdża, zatrzymuje się na środku i po chwili blokuje ruch we wszystkich kierunkach. Bo przecież JA jest ważniejsze, niż MY.
7. Telefon jest ciekawszy niż droga
Samochód rusza trzy sekundy po zapaleniu zielonego światła, jedzie raz przy osi, raz przy krawężniku, nagle zwalnia, a potem przyspiesza. Za kierownicą człowiek z telefonem przed twarzą. Wiadomość na komunikatorze najwyraźniej nie mogła poczekać. WhatsApp, Messanger i Bóg wie co jeszcze.
8. Niewpuszczanie nikogo, żeby przypadkiem nie stracić trzech sekund
Ktoś chce wyjechać z podporządkowanej ulicy w stojącym korku? Nie ma mowy. Kierowca ruszy dziesięć metrów i zatrzyma się tuż przed jego maską. Ktoś próbuje zmienić pas? Trzeba natychmiast zmniejszyć odstęp. Ktoś jedzie pasem kończącym się zgodnie z zasadą jazdy na suwak? To cwaniak, którego należy ukarać.
9. Parkowanie według zasady „byle mnie było wygodnie”
Dwa miejsca parkingowe zajęte jednym samochodem. Auto pozostawione na chodniku tak, że nie przejedzie wózek dziecięcy. Zastawiona brama, przejście dla pieszych albo miejsce dla osoby z niepełnosprawnością. Wszystko dlatego, że kierowca „tylko na chwilę”.
„Tylko na chwilę” to narodowe usprawiedliwienie dla dowolnego chamstwa. Znowu JA bierze górę.
10. Przekonanie, że wszyscy dookoła są wrogami
Najgorszą przywarą polskich kierowców nie jest nawet prędkość, brak kierunkowskazów czy parkowanie na chodniku. Jest nią mentalność permanentnej wojny. Kierowca samochodu nienawidzi rowerzysty. Rowerzysta kierowcy. Kierowca osobówki walczy z ciężarówką. Kierowca ciężarówki blokuje osobówkę. Pieszy jest intruzem, motocyklista dawcą organów, a człowiek przestrzegający przepisów zawalidrogą. Wojna domowa od wielu wieków trwa, wojna na gesty, wojna na słowa..
GENIUSZE KIEROWNICY – TO DO WAS!
Tekst jest felietonem i wyraża opinię autora.







