Blisko 2.000 km przejechanych w ciągu kilku dni po Polsce wystarczyło, aby przekonać się, że zakaz wyprzedzania przez ciężarówki działa przede wszystkim w ustawach, policyjnych komunikatach i materiałach informacyjnych. Na drodze wygląda to zupełnie inaczej.
Podczas naszej podróży Leapmotorem C10 po Polsce jechaliśmy autostradami, drogami ekspresowymi i zwykłymi drogami krajowymi. Łącznie pokonaliśmy blisko 2.000 km. To całkiem sporo jak na kilka dni i wystarczająco dużo, aby zobaczyć pewne powtarzające się zachowania. Jednym z najbardziej irytujących było wyprzedzanie jednej ciężarówki przez drugą. Nie sporadyczne, wyjątkowe czy wymuszone awarią albo wyjątkowo wolną jazdą poprzedzającego pojazdu. Chodzi o regularne manewry, podczas których jeden wielotonowy zestaw próbuje wyprzedzić drugi, jadąc szybciej o kilometr albo dwa kilometry na godzinę.
Manewr trwa kilkadziesiąt sekund, czasem kilka minut. Za ciężarówkami ustawia się długi sznur samochodów, kierowcy hamują, ruch zaczyna odbywać się skokami, a na zatłoczonych wakacyjnych trasach szybko tworzy się korek. Po zakończeniu wyprzedzania wszyscy gwałtownie przyspieszają, aby za chwilę ponownie hamować przed następną ciężarówką rozpoczynającą identyczny manewr.
Zakaz z bardzo wygodnym wyjątkiem
Przepisy mówią, że kierowcy pojazdów ciężarowych kategorii N2 i N3 nie mogą wyprzedzać innych pojazdów samochodowych na autostradach oraz drogach ekspresowych mających wyłącznie dwa pasy ruchu w jednym kierunku. Nie jest to jednak zakaz bezwzględny. Wyprzedzanie jest dopuszczalne, gdy poprzedzający pojazd porusza się z prędkością „znacznie mniejszą” od prędkości dozwolonej dla ciężarówek na danej drodze. I właśnie te dwa słowa są jednym ze źródeł problemu. Co oznacza „znacznie mniejsza”? Czy różnica dziesięciu kilometrów na godzinę jest już znaczna? A pięciu? Trzech? Przepis nie podaje wartości, pozostawiając kierowcom, policjantom, inspektorom, a w razie sporu także sądom, pole do interpretacji.
Jedno wydaje się jednak oczywiste. Jeżeli ciężarówka potrzebuje kilometra albo dwóch, aby wyprzedzić drugi zestaw, różnica prędkości nie jest znaczna. Jest minimalna. Trudno więc uznać, że taki manewr odpowiada celowi, dla którego wprowadzono wyjątek. Trzeba też pamiętać, że na drogach mających co najmniej trzy pasy ruchu w jednym kierunku sytuacja wygląda inaczej. Ciężarówki mogą korzystać z dwóch pasów położonych najbliżej prawej strony jezdni. Nie każdy manewr obserwowany na drodze jest więc automatycznie wykroczeniem. Problem dotyczy przede wszystkim dwupasmowych autostrad i ekspresówek oraz przypadków, w których wyprzedzanie odbywa się przy symbolicznej różnicy prędkości.
Prawo, którego nie widać na drodze
Za złamanie zakazu grozi 1.000 zł mandatu i 15 punktów karnych. Na papierze kara wygląda bardzo poważnie. Można odnieść wrażenie, że kierowca zawodowy będzie za wszelką cenę unikał takiego wykroczenia. Tymczasem nasze obserwacje pokazują coś przeciwnego. Wielu kierowców ciężarówek zachowuje się tak, jakby prawdopodobieństwo kontroli było minimalne. Być może zdarzają się policyjne akcje z dronami, nieoznakowanymi radiowozami i patrolami Inspekcji Transportu Drogowego, ale na prawie 2.000 km nie zobaczyliśmy systemowego egzekwowania tego przepisu. Widzieliśmy za to mnóstwo ciężarówek wyprzedzających się na długich odcinkach, blokujących lewy pas i zmuszających dziesiątki kierowców do hamowania.
Dlatego trudno uciec od wniosku, że zakaz wyprzedzania ciężarówek pozostaje fikcją. Przepis istnieje, przewidziano wysoką karę, przygotowano komunikaty i kampanie informacyjne, ale codzienna praktyka drogowa niewiele się zmieniła.
To nie jest atak na kierowców ciężarówek
Nie chodzi o prowadzenie wojny z zawodowymi kierowcami. To ciężka, odpowiedzialna i często niewdzięczna praca. Kierowcy przewożą żywność, lekarstwa, paliwa, części, materiały budowlane i praktycznie wszystko, z czego korzystamy każdego dnia. Transport drogowy jest jednym z fundamentów gospodarki. Presja czasu, terminy dostaw, tachografy i godziny pracy są realnymi problemami. Nie mogą jednak oznaczać prawa do blokowania całej drogi po to, aby zyskać kilkadziesiąt sekund. Szczególnie wtedy, gdy za ciężarówką jedzie kilkadziesiąt samochodów, a ruch na wakacyjnej trasie jest już bardzo duży. Szacunek dla pracy kierowcy ciężarówki nie oznacza zgody na każde jego zachowanie. Dokładnie tak samo jak szacunek dla pracy przedstawiciela handlowego, kuriera czy kierowcy autobusu nie usprawiedliwia łamania przez nich przepisów.
Martwe przepisy uczą lekceważenia prawa
Moim zdaniem najpoważniejszy problem jest jednak szerszy niż samo wyprzedzaniem, bo państwo tworzące przepisy, których później nie potrafi albo nie chce egzekwować, samo niszczy szacunek obywateli do prawa. Kierowca widzi, że ciężarówki wyprzedzają mimo zakazu. Widzi samochody jadące stale środkowym pasem, przekraczanie prędkości, korzystanie z telefonu i agresywne zmiany pasa. Jeżeli przez setki kilometrów nie pojawia się żadna reakcja służb, zaczyna traktować przepisy jako luźne sugestie. Wtedy drogą nie rządzi już prawo, lecz przekonanie, że wolno robić wszystko, dopóki nie widać radiowozu. Z tego właśnie biorą się później agresja, zajeżdżanie drogi, jazda na zderzaku i próby samodzielnego „wychowywania” innych uczestników ruchu. A to się przecież regularnie zdarza, prawda? Pobicia, niszczenie auta, zajeżdżanie drogi… Ile razy to już było?
Co należałoby zmienić?
Przede wszystkim trzeba zdefiniować wyjątek w sposób mierzalny. Kierowca powinien wiedzieć, jaka różnica prędkości pozwala mu rozpocząć manewr. Policjant powinien móc jednoznacznie ocenić, czy doszło do wykroczenia. Nie może to zależeć od swobodnej interpretacji słowa „znacznie”. Drugim elementem musi być regularne egzekwowanie przepisów. Nie chodzi o jedną medialną akcję z dronem raz na kilka miesięcy, ale o przewidywalne kontrole na najbardziej zatłoczonych odcinkach autostrad i dróg ekspresowych. W godzinach największego ruchu, szczególnie w sezonie wakacyjnym, można również wprowadzać bardziej precyzyjne ograniczenia czasowe na wybranych trasach. Na części odcinków rozwiązaniem długoterminowym pozostaje budowa trzeciego pasa, ale nie możemy czekać kilkunastu lat, aż cała infrastruktura zostanie rozbudowana.
Albo zakaz obowiązuje, albo go zlikwidujmy
Po blisko 2.000 km przejechanych po Polsce mój wniosek jest prosty: obecny zakaz wyprzedzania przez ciężarówki nie spełnia swojego zadania. Jest nieprecyzyjny, wybiórczo egzekwowany i regularnie ignorowany. Najgorszym rozwiązaniem jest właśnie stan obecny: formalnie surowy zakaz, bardzo wysoka kara i powszechne przekonanie, że na drodze i tak można robić swoje. Albo państwo uznaje, że wyprzedzanie ciężarówek na dwupasmowych autostradach i ekspresówkach rzeczywiście zagraża płynności ruchu, precyzuje przepisy i zaczyna je konsekwentnie egzekwować, albo powinno uczciwie przyznać, że zakaz jest niewykonalny.
W moim odczuciu udawanie, że wszystko działa prawidłowo, prowadzi wyłącznie do kolejnych korków, frustracji i jeszcze mniejszego szacunku dla prawa.
Tekst jest felietonem i przedstawia opinię autora opartą na obserwacjach dokonanych podczas podróży po Polsce.
Czytaj także: A ciężarówki nadal wyprzedzają na ekspresówkach i autostradach. Bo tak






