Pod koniec 1928 roku dwóch młodych Amerykanów ruszyło z Paryża używanym Citroënem. Samochód miał zaledwie 22 KM, trzy biegi i otwarte nadwozie, a przed nim były zasypane przełęcze, fatalne drogi Hiszpanii, wezbrany Pad i tysiące kilometrów bez współczesnej pomocy drogowej. Nazwali go „Old Faithless”, czyli „Stary Zawodny”. Mimo pękających opon, kapryśnego silnika i serii napraw Citroën przejechał 9022 km przez Francję, Hiszpanię i Włochy. Szczegóły tej niezwykłej wyprawy przetrwały w 165-stronicowym maszynopisie Paula Jamesa Saundersa.
Najważniejsze liczby wyprawy „Old Faithless”
- 9022 km – całkowity dystans przejechany samochodem, czyli około 5606 mil,
- 5 miesięcy – tyle Saunders i jego towarzysz korzystali z Citroëna,
- około 975 litrów benzyny – tyle wynika z podanego w raporcie zużycia paliwa,
- 10,8 l/100 km – rzeczywiste średnie spalanie w czasie całej podróży,
- nie więcej niż 14 litrów oleju – zużycie podczas całej samochodowej części wyprawy,
- 22 KM przy 2300 obr./min – rzeczywista moc czterocylindrowego silnika,
- 80 km/h – prędkość maksymalna Citroëna B14,
- około 540 dolarów – cena zakupu używanego auta, odpowiadająca połowie ceny nowego egzemplarza,
- około 200 dolarów – strata przy późniejszej odsprzedaży samochodu.
Architekt, stypendium i Citroën kupiony w Paryżu
Paul James Saunders był pierwszym laureatem James Harrison Steedman Traveling Fellowship in Architecture. Stypendium powstało w 1926 roku przy Washington University w St. Louis i miało umożliwiać młodym architektom poznawanie najważniejszych europejskich budowli. Saunders podróżował z Isadore’em Handelmanem, którego w raporcie nazwał swoim partnerem w podróży i człowiekiem obdarzonym niewyczerpanym zapasem zdrowego rozsądku i dobrego humoru. Celem była nauka architektury, ale samochód szybko stał się jednym z głównych bohaterów opowieści. Obaj Amerykanie chcieli poruszać się niezależnie od rozkładów jazdy i docierać do mniejszych miast, zamków, kościołów oraz miejsc pomijanych przez kolej. Przed wyjazdem bezskutecznie szukali praktycznych informacji o podróżowaniu autem po Europie. Jak zauważył Saunders, wcześniejsi podróżnicy pamiętali wyłącznie radość otwartej drogi, a zapominali o formalnościach, kosztach i awariach.
Zakup samochodu w Paryżu okazał się na tyle trudny, że opóźnił wyjazd aż do nadejścia zimy. Ostatecznie wybór padł na rocznego, 22-konnego Citroëna w nadwoziu turystycznym. Auto kosztowało mniej więcej połowę pierwotnej ceny wynoszącej 1080 dolarów, a więc około 540 dolarów. Saunders szybko przekonał się jednak, że okazyjna cena nie oznacza taniej podróży. Rachunki za naprawy nazwał… wprost przygnębiającymi.
Citroën B14 Torpedo
Autor nie zapisał pełnego oznaczenia modelu. Podał tylko, że samochód był roczny, miał 9 koni podatkowych czyli 22 KM mocy i nadwozie turystyczne. Zachowana fotografia pozwoliła nam jednak rozpoznać Citroëna B14 Torpedo. Ponieważ samochód został kupiony pod koniec 1928 roku, najbardziej prawdopodobne są wersje B14F z 1927 roku lub B14G z 1928 roku. Czterocylindrowa, dolnozaworowa jednostka o pojemności około 1539 cm3 rozwijała około 22 KM przy 2300 obr./min. Napęd trafiał na tylne koła przez ręczną, trzybiegową i niesynchronizowaną skrzynię. Samochód miał sztywne osie, resory piórowe i hamulce bębnowe na czterech kołach. W B14F oraz B14G układ hamulcowy otrzymał podciśnieniowe wspomaganie Westinghouse, rozwiązanie bardzo nowoczesne w samochodzie tej klasy.
Otwarta odmiana Torpedo mieściła cztery osoby i miała składany dach. Była samochodem prostym, ale nie prymitywnym jak na drugą połowę lat 20. B14 otrzymał lżejsze podwozie, ulepszone zawieszenie, większy zbiornik paliwa i łatwiejszy w prowadzeniu układ kierowniczy. Citroën przedstawiał ten model jako auto masowe oferujące elementy kojarzone wcześniej z droższymi pojazdami. Prędkość maksymalna dochodziła do 80 km/h, chociaż na drogach opisanych przez Saundersa osiąganie jej musiało należeć do rzadkości.
Citroën „Old Faithless” |
Dane |
|---|---|
Najbardziej prawdopodobny model |
Citroën B14F lub B14G Torpedo |
Rok produkcji |
najpewniej 1927 lub 1928 |
Silnik |
4 cylindry, około 1539 cm3, zawory boczne |
Moc |
około 22 KM przy 2300 obr./min; 9 CV podatkowych |
Skrzynia biegów |
ręczna, 3-stopniowa, bez synchronizacji |
Napęd |
na tylne koła |
Hamulce |
bębnowe na czterech kołach; wspomaganie w B14F i B14G |
Prędkość maksymalna |
około 80 km/h |
Spalanie w podróży |
10,8 l/100 km |
Samochód był gotowy, ale najpierw należało pokonać urzędy
Wyprawa samochodem po Europie w 1928 roku zaczynała się od pliku dokumentów. We Francji potrzebna była karta tożsamości, różowe prawo jazdy, szary dokument identyfikacyjny pojazdu i zielona karta potwierdzająca opłacenie podatku. Nazwisko właściciela należało wygrawerować na tabliczce przytwierdzonej do deski rozdzielczej. Uzyskanie kompletu papierów mogło zająć około tygodnia. Jeszcze więcej zachodu wymagało przekraczanie granic. Przed wjazdem do Hiszpanii Amerykanie musieli złożyć depozyt w wysokości 375 dolarów i otrzymali dokumenty celne pozwalające czasowo wywieźć francuski samochód. Hiszpania pobrała około 12 dolarów podatku drogowego. Później doszedł jeszcze depozyt 25 dolarów za szerszy karnet celny potrzebny we Włoszech. Oczywiście po prawidłowym rozliczeniu podróży i zwrocie dokumentów pieniądze zwrócono, potrącając mniej niż 5 dolarów opłat kancelaryjnych. Doceńmy Unię Europejską!
Z Paryża do Hiszpanii. Pięć godzin jazdy niemal na ślepo
Pierwszy odcinek prowadził z Paryża przez Chartres, Tours, Poitiers, Angoulême i Bordeaux do Biarritz. Zima była już blisko, dlatego podróżnicy spieszyli się na południe. Po przekroczeniu granicy jechali przez San Sebastián, Vitorię i Burgos do Madrytu, a następnie odwiedzili Toledo. W drodze do Granady wjechali w tak gęstą mgłę, że przez pięć godzin prowadzili niemal na ślepo. W Andaluzji spędzili Boże Narodzenie i usłyszeli, że spóźniona pora deszczowa może w każdej chwili odciąć drogi. Co ciekawe, Michelin na swoich mapach oznaczał je jako nieprzejezdne podczas deszczu. Saunders twierdził, że gdyby ruszyli dzień później, mogliby zostać uwięzieni.
Rozpoczęła się ucieczka do odległej o 600 mil, czyli około 966 km, Barcelony. Trasa biegła przez Murcję, Alicante, Walencję i Tarragonę. Podróżnicy dotarli bez żadnego zapasu czasu i to właśnie drogi na południe od Madrytu uznali później za najgorsze w całej wyprawie. W okolicach Alicante przez trzy godziny jechali na najniższym biegu po poszarpanej, kamienno-ziemnej nawierzchni a samochód zniósł to wyjątkowo dzielnie.
Z Barcelony Citroën ruszył przez Perpignan, Carcassonne, Nîmes, Arles i Awinion w stronę Nicei. Na południu Francji, na północ od Awinionu, podróżników zaskoczyła warstwa śniegu gruba na około 30 cm. Do Nicei dotarli przy huku pękającej opony. Była to pierwsza, lecz – jak zastrzegł Saunders – nie ostatnia taka awaria. Kiepskie drogi odciskały swoje piętno na aucie i jego gumach.
Włochy: zaspa, którą odkopywało trzynaście załóg
Z Nicei ruszyli malowniczą Grande Corniche do Menton, a następnie przez Ventimiglię, San Remo, Imperię i Savonę do Genui. Dalej były La Spezia, Piza, Florencja, Siena i Orvieto. W górach Sabina na drodze do Rzymu trafili na ogromną zaspę. Saunders i Handelman razem z załogami dwunastu innych samochodów musieli wykopać przejazd, aby ruszyć dalej. Rzym powitał ich śniegiem i marznącym deszczem. Przyjechali w historycznym momencie, tuż przed podpisaniem 11 lutego 1929 roku traktatów laterańskich. Niedługo później znaleźli się w Bazylice św. Piotra podczas uroczystości związanej z siódmą rocznicą pontyfikatu Piusa XI. Według przytoczonych przez Saundersa doniesień prasowych w wydarzeniu uczestniczyło około 200 tysięcy osób, z czego 90 tysięcy miało zmieścić się w bazylice.
Po wyjeździe z Rzymu samochód wymusił dwudniowy postój naprawczy w Civita Castellana. Dalej było jeszcze trudniej. Perugię przykrywała warstwa śniegu sięgająca około 90 cm, a topniejące górskie drogi do Florencji stały się niebezpieczne. Lód pojawił się nawet na Arno. Saunders wspominał też drogi w Apeninach otoczone wysokimi śnieżnymi ścianami i jazdę przez zaspy w rejonie jeziora Maggiore. Citroën przejechał następnie przez Bolonię, Rawennę, Ferrarę i Padwę do Mestre. Tam został w garażu, ponieważ do skutej lodem Wenecji podróżnicy popłynęli motorówką. Po powrocie jechali przez Vicenzę, Weronę, Mantuę, Parmę i Piacenzę. Planowali dotrzeć do Mediolanu, lecz wezbrany Pad i kolejna awaria silnika zmusiły ich do odwrotu. Przez Genuę wrócili do Nicei, gdzie samochód ponownie trafił do naprawy.

Powrót do Paryża i ostatnia wielka pętla po Francji
Po naprawie w Nicei Old Faithless skierował się doliną Rodanu na północ. Z południowego lata Saunders i Handelman wjechali w paryską końcówkę ciężkiej zimy. Nie oznaczało to jednak końca jazdy. Wyruszyli jeszcze w dużą pętlę przez Chartres, zamki nad Loarą, Turenię, Bretanię, Normandię, Pikardię i pola bitew I wojny światowej. Trasa objęła między innymi Châteaudun, Orlean, Beaugency, Blois, Amboise, Chenonceau, Azay-le-Rideau, Tours, Angers, Laval, Le Mans, Saint-Malo, Mont-Saint-Michel, Caen, Lisieux, Rouen, Amiens, Compiègne, Soissons, Reims i Fontainebleau. Pod Tours pękła kolejna opona. Aby zdjąć obręcz koła, potrzebowali młotka. Saunders przypomniał sobie wtedy, że po francusku młotek to „marteau” – słowo podobne do nazwiska Karola Młota, o którym uczył się w szkole.
Po powrocie do Paryża samochód został sprzedany. Dalszą część europejskiej podróży – przez Belgię, Holandię, Niemcy, Austrię, Węgry, Szwajcarię i Anglię – Amerykanie odbyli już koleją. Saunders podsumował zmianę środka transportu z wyraźną ulgą: Nie wiedzieliśmy, czym jest życie, dopóki nie sprzedaliśmy samochodu.
Citroën spalił około 975 litrów benzyny
Appendix raportu zawiera rzadki zestaw dokładnych danych eksploatacyjnych z końca lat 20. Na dystansie 9022 km każde 10 litrów benzyny wystarczało średnio na 92,5 km. Oznacza to zużycie 10,8 l/100 km i około 975 litrów paliwa podczas całej wyprawy. Litr benzyny kosztował przeciętnie 10 centów, więc sam rachunek za paliwo wyniósł około 97,54 dolara. To mniej więcej 18 proc. ceny zakupu używanego samochodu. Olej był znacznie droższy – 54 centy za litr – ale Citroën zużył go nie więcej niż 14 litrów, czyli za około 7,56 dolara. Noc w garażu kosztowała przeciętnie 45,5 centa. Do tego dochodziły naprawy, których wartości Saunders nie podał, ale wielokrotnie podkreślał, że były bolesne dla budżetu. Uważał nawet, że z odpowiednimi narzędziami sam wykonałby część prac lepiej niż napotkani mechanicy.
Na francuskich drogach B14 radził sobie najlepiej. Główne trasy z Paryża do Nicei i Biarritz Saunders oceniał bardzo wysoko, choć boczne drogi o nawierzchni makadamowej miały wyboje wymyte przez wodę. Włochy oferowały solidne, całoroczne szosy pokryte luźnym kruszonym wapieniem, ale nie zawsze zapewniały wygodną jazdę. Hiszpania okazała się najcięższą próbą dla podwozia, opon i cierpliwości kierowców.
Stary Zawodny, który jednak dowiózł ich do celu
Przydomek Old Faithless był złośliwy, bo samochód opóźniał trasę, wymagał opieki, przebijał opony, psuł się w najmniej odpowiednich miejscach i ostatecznie stracił przy odsprzedaży około 200 dolarów. Większość awarii wynikała jednak nie tylko z cech auta, co po prostu z fatalnego stanu dróg i zużycia elementów zawieszenia. Citroën dał jednak Saundersowi swobodę, której nie zapewniał żaden pociąg. Zawiózł go do małych francuskich miast, przez mgłę Hiszpanii, zaśnieżone włoskie góry i drogi przecinające krajobraz zniszczony niedawną wojną. Był to prawdziwy test, podróż używanym samochodem kupionym za pół ceny i dlatego 9022 km robi jeszcze większe wrażenie. Citroën B14 okazał się wystarczająco mocny, prosty i naprawialny, by przejechać pół kontynentu podczas zimy, która swoją surowością zaskakiwała nawet napotkanych Europejczyków. „Old Faithless” zawodził wielokrotnie – i ani razu ostatecznie nie przerwał wyprawy.
Bardzo dziękuje uprzejmemu i zaangażowanemu personelowi St. Louis Public Library za błyskawiczną i kompetentną pomoc w znalezieniu i zeskanowaniu tego dokumentu.
Źródło: maszynopis Paula Jamesa Saundersa „The Wanderings of a Steedman Fellow During a Year of Travel and Study in Europe” z 1930 roku.







