Około 2.000 osób pracujących w historycznej fabryce Citroëna w Rennes nie sprzeciwia się produkcji chińskich samochodów, załoga stawia jednak warunek: pracownicy chcą pozostać zatrudnieni w Stellantis i nie zgadzają się na przymusowe przenoszenie ich umów do nowej spółki z Dongfeng. „Chcemy budować wspólnie, a nie zostać sprzedani” – mówią związkowcy.
Plan wprowadzenia samochodów Dongfeng do zakładu La Janais pod Rennes początkowo został przyjęty przez pracowników z ulgą. Fabryka od lat zmaga się z niewykorzystanymi mocami, okresami przestojów i uzależnieniem od jednego modelu. Obecnie powstaje w niej nowy C5 Aircross, ale dla utrzymania zakładu potrzebny jest kolejny samochód. Według informacji francuskiego dziennika „Le Télégramme” związki zawodowe od kilku miesięcy próbują uzyskać od kierownictwa szczegóły dotyczące przyszłej organizacji produkcji. Didier Picard z CFE-CGC mówi wprost o panującej „ciszy radiowej”. Nie wiadomo, które operacje zostaną przekazane do nowej spółki, ilu pracowników obejmie projekt ani czy ich umowy pozostaną w Stellantis.
Dyrekcja miała jedynie poinformować, że produkcja może ruszyć za dwa lub trzy lata. Negocjacje z Dongfengiem wciąż trwają, a podpisany dokument jest niewiążącym memorandum, a nie ostateczną umową inwestycyjną. O tym, że chiński Voyah może powstawać obok C5 Aircrossa, pisaliśmy już wcześniej. Stellantis miałby posiadać 51% udziałów w europejskim joint venture, natomiast Dongfeng objąłby pozostałe 49%. Spółka zajmowałaby się sprzedażą, dystrybucją, produkcją, zakupami i pracami inżynieryjnymi dotyczącymi chińskich samochodów nowych energii.
Antonio Filosa, dyrektor generalny Stellantis, przedstawia projekt jako rozwiązanie korzystne dla obu stron. Podczas letniego spotkania francuskiego związku pracodawców Medef przekonywał, że współpraca ma pomóc utrzymać zakład w Rennes i nie będzie wpuszczeniem chińskiego „konia trojańskiego” do Europy. Dla pracowników kluczowy jest jednak szczegół prawny – nawet jeżeli Stellantis zachowa większościowy udział w joint venture, nowa spółka będzie osobnym podmiotem. Zatrudnienie w niej nie musi oznaczać tego samego statusu, dostępu do identycznych świadczeń, zakładowych porozumień, możliwości awansu oraz ochrony obowiązującej w Stellantis.
Francuski art. L1224-1 Kodeksu pracy przewiduje, że przy przeniesieniu samodzielnej jednostki gospodarczej zachowującej swoją działalność umowy o pracę mogą automatycznie przejść na nowego pracodawcę. Czy przepis będzie miał zastosowanie w Rennes, zależy od ostatecznej konstrukcji projektu. Na obecnym etapie nie da się tego przesądzić. Obawy załogi mają jednak realną podstawę prawną.
Związki zawodowe nie odrzucają współpracy z Dongfengiem, bo wiedzą, że alternatywą może być dalsze ograniczanie zatrudnienia. Zakład, który w czasach największego rozwoju zatrudniał około 14.000 osób, ma dziś załogę liczącą w przybliżeniu 2.000 pracowników. Według danych cytowanych przez „Le Parisien” Rennes może wytwarzać około 140.000 samochodów rocznie, podczas gdy obecna produkcja wynosi około 85.000 egzemplarzy.
To część szerszego procesu, o którym pisaliśmy w analizie europejskich fabryk otwieranych przed chińskimi producentami. Europa posiada linie, pracowników i dostawców, natomiast chińskie koncerny przynoszą modele, akumulatory i kapitał potrzebny do zwiększenia produkcji.
Trzy żądania pracowników Stellantis
Związki zawodowe oczekują od koncernu trzech jednoznacznych gwarancji:
- pozostawienia pracowników zatrudnionych bezpośrednio w Stellantis,
- wykluczenia przymusowego przenoszenia umów do joint venture,
- utrzymania obowiązujących porozumień i praw socjalnych.
To rozsądne warunki, bo załoga Rennes nie blokuje inwestycji i nie protestuje przeciwko budowaniu chińskiego samochodu. Pracownicy nie chcą jedynie, aby ratowanie fabryki odbyło się poprzez formalne wypchnięcie ich poza Stellantis. Z drugiej strony Stellantis chętnie by ich oddał do innej spółki, bo to, przy pozostawieniu efektywności fabryki, zmniejsza koszty koncernu.
źródło: Le Parisien






