Gdy André Citroën przyjechał do wojennego arsenału w Roanne, zastał chaos, źle zorganizowaną pracę i ludzi jedzących z menażek. Nie zaczął jednak od żądania większej wydajności. Najpierw polecił usunąć kurz, uporządkować papiery, ustawić stanowiska bliżej okien i wpuścić do pomieszczeń świeże powietrze. Wkrótce na parapetach pojawiły się nawet kwiaty.
Podczas I wojny światowej arsenał w Roanne był daleki od sprawnie działającej fabryki. Pracownicy przemieszczali się między barakami, dokumenty trafiały w przypadkowe miejsca, a kolejne etapy produkcji nie tworzyły spójnego systemu. Francuskie władze potrzebowały człowieka, który potrafiłby nad tym zapanować. Do Roanne skierowano André Citroëna, bo wcześniej stworzył niezwykle sprawny system produkcji w zakładach Javel. Przyjechał z niewielką teczką, ale bardzo konkretnym planem. Zaczął od zmian, które w realiach wojny mogły wydawać się mało istotne, a nawet niepoważne.
Pierwsze polecenia Citroëna dotyczyło wyglądu fabryki: kazał usunąć kurz i sterty starych pudeł, pozbyć się niepotrzebnych dokumentów, powiększyć blaty robocze i ustawić stanowiska bliżej okien. Pomieszczenia miały być regularnie wietrzone, a praca uporządkowana tak, aby każdy wiedział, za co odpowiada. Dopiero gdy przestrzeń została doprowadzona do porządku, Citroën zajął się personelem, wyposażeniem oraz organizacją kolejnych etapów produkcji. Wprowadzał rozwiązania sprawdzone wcześniej w Javel, ale nie próbował ich nakładać na istniejący chaos. Najpierw tworzył warunki, w których nowy system mógł rzeczywiście działać.
Dobrze oświetlone i uporządkowane stanowisko ułatwiało pracę, ograniczało liczbę pomyłek i pozwalało szybciej zauważać problemy. Sprawny obieg dokumentów zmniejszał ryzyko przestojów a sam Citroën bardzo dobrze rozumiał związek między otoczeniem, samopoczuciem pracownika i wynikiem produkcji, zanim ergonomia stała się powszechnym pojęciem w przemyśle.
Reiner opisuje robotników, którzy jedli posiłki prosto z menażek, nie mieli wygodnego miejsca na odpoczynek ani pomysłu na spędzanie wolnego czasu. Citroën zamierzał zwiększyć tempo produkcji, ale jednocześnie chciał poprawić codzienne warunki życia załogi. Polecił powiększyć sale, sprowadzić nowocześniejsze maszyny i odmalować pomieszczenia. Jednym z najbardziej widocznych elementów reformy miała być restauracja z dużymi oknami, w której pracownicy mogliby w spokoju zjeść posiłek.
Część załogi przyjęła te plany z niedowierzaniem, a nawet z drwiną. Wojna mogła przecież skończyć się wcześniej, niż budowa restauracji. Citroën nie zrezygnował jednak z projektu. Powstała jasna, przestronna sala, do której przez duże okna wpadało słońce. Obsługa działała sprawnie, a jedzenie było dobre. Jak podaje Reiner, restauracja potrafiła na siebie zarobić. Dbałość o pracowników została więc połączona z charakterystycznym dla Citroëna pragmatyzmem.
Najbardziej zaskakującym elementem przemiany Roanne były gliniane doniczki ustawione na parapetach. Rosły w nich kwiaty, choć za ścianami wytwarzano elementy przeznaczone na front. W środku wojennego zakładu pojawił się drobny znak zwyczajnego, spokojnego życia. Reiner widział w tym charakterystyczny dla Citroëna sposób wprowadzania odrobiny pokoju do miejsca podporządkowanego wojnie. Można odczytać ten gest jeszcze prościej: człowiek nie przestaje potrzebować światła, koloru i normalności tylko dlatego, że przyszło mu pracować w wyjątkowo trudnych czasach.
Autor podkreśla, że swoboda Citroëna kończyła się na dekoracjach – w sprawach produkcji pozostawał niezwykle wymagający i konsekwentny. Jego metoda opierała się jednak na przekonaniu, że ambitne cele powinny iść w parze z lepszymi warunkami.






