Citroën DS potrafił zachwycić wyglądem i techniką, ale amerykańscy klienci mieli także bardzo przyziemne oczekiwanie: chcieli chłodnego wnętrza. Brak klimatyzacji utrudniał importerowi sprzedaż francuskiego samochodu, więc pomocą przyszła firma Coolaire z Florydy.
W amerykańskich reklamach Citroën przedstawiał DS-a jako samochód jutra, dostępny już dziś. Pisaliśmy o tym przy okazji historii salonu marki w Beverly Hills i prasowych reklam DS-a oraz 2CV. Obietnica komfortu musiała jednak wytrzymać spotkanie z upałem a DS fabrycznie w tamtych czasach klimatyzacji nie miał. Importer szukał więc rozwiązania, które pozwoliłoby lepiej dopasować DS-a do amerykańskich oczekiwań.
Dostarczyło je Coolaire, producent klimatyzacji z Miami. Była to płatna opcja, ale dawała sprzedawcom dodatkowy argument. Francuska limuzyna mogła oferować komfort jazdy także wtedy, gdy temperatura na zewnątrz skutecznie odbierała ochotę na podróż bez chłodzenia.

Na zdjęciu deski rozdzielczej widać dodany pod nią szeroki panel, z okrągłymi nawiewami po bokach oraz sterowaniem pośrodku. Klimatyzacja wyraźnie zmieniała wygląd kabiny – jej obecności trudno było nie zauważyć po zajęciu miejsca za kierownicą. Instrukcja montażu Coolaire z lutego 1972 roku przewidywała między innymi demontaż przednich błotników, instalację sprężarki, dwóch skraplaczy i parownika oraz wykonanie otworów dla przewodów. Zalecała też wymianę termostatu silnika na wersję o temperaturze otwarcia 70°C. Doposażenie DS-a wymagało więc porządnego wejścia w jego konstrukcję.
Klimatyzacja była droga, 390 dolarów za zestaw dla dealerów, co dzisiaj wynosiłoby około 12.000 złotych.







