Wchodzi sobie człowiek na social media. Człowiek niekiedy spokojny, zwykle kulturalny, lubiący samochody. Przeglądam internet w poszukiwaniu nowości motoryzacyjnych i zdjęć starych Citroënów, które wyglądają jak statki kosmiczne zaprojektowane i nie jeżdżą ale unoszą się nad jezdnią. I nagle trafia na pewien wpis od Citroën Polska. A po lekturze aż chce się szpetnie zakląć.
Treść brzmi: „Samochody, kierowcy, niepowtarzalna atmosfera oraz 60 lat fascynujących historii – to wszystko czeka na Ciebie aż do 11 grudnia 2026. Przyjdź na wystawę Citroën Sport i poczuj to na własnej skórze!”
Przytaczam to absolutnie celowo. Bo najpierw pojawia się radość. Wielka radość. Człowiek czyta po polsku o swojej ulubionej marce i od razu robi się cieplej na sercu. Potem druga radość — jest jakaś wystawa! Skojarzenia pojawiają się w głowie błyskawicznie. Xsara WRC, ZX Rally z Dakaru, DSy mknące po zakrętach… I wtedy pojawia się trzeci etap emocjonalny. Niepewność. Zaraz. Ale jaka wystawa? Gdzie do cholery ciężkiej?

W Warszawie? W Gdańsku? W salonie marki? W muzeum? W galerii handlowej między stoiskiem z bubble tea a sklepem z etui do telefonów? A może w jakimś hangarze lotniczym? Ludzie, co jest grane?!
To jest trochę tak, jakby ktoś napisał: „Zapraszamy na fantastyczne wesele! Będzie muzyka, jedzenie i świetna zabawa!” …i zapomniał podać adresu. Ja oczywiście czytam Francuskie.pl, więc wiem, że jest to wystawa w Hélice Galerie we Flins pod Paryżem. Wiem, że otwarto ją w lutym i potrwa do końca roku, ale spośród blisko miliona czytelników Francuskie.pl co miesiąc nie każdy musi być tak uważny jak ja, prawda?
Citroënie, wróć do formy, proszę. Nie przeginaj.







