Chińskie samochody próbują się rozpychać w Europie, ale tradycyjni producenci nie zamierzają oddawać rynku. Renault i Citroën mają sprytną taktykę, którą bezwzględnie wykorzystują dla uzyskania przewagi.
Europejski rynek samochodów zmienia się bardzo szybko. Nowe marki z Chin kuszą ceną, wyposażeniem i technologią, a producenci znani od dekad muszą znaleźć sposób, by przekonać klientów, że za logo na masce nadal stoi coś więcej niż tylko produkt. Według Paula Barkera, redaktora Auto Express, tradycyjne marki zaczęły wykorzystywać swoją historię jako broń w walce z nowymi konkurentami. W rozmowie cytowanej przez brytyjskie media zwrócił uwagę, że producenci tacy jak Citroën i Renault mają nad chińskimi markami przewagę emocjonalną.
„Ugruntowane marki coraz częściej wykorzystują dziesięciolecia swojej historii oraz emocjonalny przekaz, aby odróżnić się od nowszych konkurentów, szczególnie chińskich marek, które zdobyły pozycję na rynku dzięki agresywnym cenom i skupieniu na technologii” – powiedział Paul Barker.
To tłumaczy, dlaczego Renault tak mocno postawiło na powrót Renault 5, które świadomie odwołuje się do jednego z najbardziej rozpoznawalnych modeli w historii marki. Podobną drogą idzie Renault 4 E-Tech electric, czyli nowoczesna interpretacja praktycznego klasyka, chociaż tutaj sukces jest jednak mniejszy.
Piątka podbiła serca klientów, o czym świadczy ogromne zainteresowanie tym modelem. Citroën, nieco zazdrośnie patrząc na wyniki sprzedaży, również doskonale rozumie siłę emocji. I przyłącza się do mody na retro proponując nowego 2CV.
To bardzo sprytna taktyka, bowiem wykorzystuje zjawiska psychologiczne. Odwołanie się do dzieciństwa, do czasów beztroski i szczęścia, działa bardzo mocno. Powstaje wtedy mocna więź.
„Kupujący chcą lepszej technologii, ale chcą również osobowości, znajomości marki i emocjonalnej więzi. Dlatego obserwujemy, jak tradycyjni producenci walczą z nowymi graczami, odwołując się do samochodów i nazw, które ludzie już kochają” – dodał Barker.
Nie oznacza to jednak, że sama nostalgia wystarczy, bo jednak było nie było nabywcy są dziś bardziej pragmatyczni. Patrzą na cenę, ratę leasingu, koszty eksploatacji… Wygląda jednak na to, że sukces takich modeli jak Renault 5 pokazuje, że klienci kupują nie tylko legendę, ale przede wszystkim dobrze wyceniony produkt. Gdyby ten sam samochód kosztował o kilkanaście tysięcy euro więcej, sama nazwa prawdopodobnie nie zapewniłaby mu takiego zainteresowania.
Europejscy producenci wiedzą, że mają coś, czego nie da się kupić w kilka lat: dziesięciolecia obecności na rynku, wspomnienia rodzinnych samochodów, rozpoznawalne nazwy, modele i emocje, których nie kupi się za żadne pieniądze.
Źródło: Birmingham Live






