Czy samochód jest lepszy od pociągu? Oczywiście. Przekonać się o tym można było wczoraj i zapewne jeszcze dzisiaj, bo opóźnienia pociągów są nadal, a upał atakuje. I żeby była jasność: kolej w Polsce zrobiła przez ostatnie lata ogromny postęp. Kto pamięta podróże sprzed 10 czy 15 lat, ten na świadomość, że dzisiejsze wagony, czasy przejazdu i komfort są często nieporównywalnie lepsze. Mamy więcej klimatyzowanych składów, lepszą informację pasażerską, zmodernizowane dworce, wygodniejsze pociągi i połączenia, które kiedyś wydawały się marzeniem. Naprawdę jest co docenić. Ale samochód nadal jest moim zdaniem lepszy.
Gdy przychodzi upał to wraz z nim kolejowy realizm magiczny. Tu pociąg złapał opóźnienie, tam przestała działać klimatyzacja, gdzie indziej doszło do awarii technicznej, a jeszcze dalej wydarzył się wypadek na torach (osoby, które jechały wczoraj na trasie Poznań – Warszawa pewnie wiedzą o czym piszę). W opóźnionych pociągach nie ma informacji, pociąg staje w szczerym polu z daleka od zasięgu internetu i zaczyna się problem. Kolejarze też często nie mają nic do powiedzenia i komunikatów brak.
A samochód to wolność! Niedoskonała, czasem droga, czasem stojąca w korku, czasem wymagająca cierpliwości, ale jednak wolność. Wsiadasz, ustawiasz klimatyzację (o ile masz), wybierasz trasę i jedziesz. Jeżeli na drodze jest wypadek, nawigacja pokaże objazd. Jeżeli autostrada stoi, można próbować drogi lokalnej. Jeżeli dziecko chce siku, zatrzymujesz się na stacji. Jeżeli chcesz pojechać o 6:37, jedziesz o 6:37. Albo o 7:12. Albo o 9:00, bo jednak kawa była ważniejsza i warto się wyspać.
W przeciwieństwie do auta pociąg jest wspólną umową społeczną, w której wszyscy wierzymy, że stalowe koła, szyny, rozkład jazdy i klimatyzacja zadziałają i rzeczywiście – bardzo często działają, ale kiedy coś się psuje, to pasażer staje się niejako zakładnikiem systemu, bo w zasadzie jest ubezwłasnowolniony, nie objedzie przecież problemu przez sąsiednią miejscowość.
I żeby była jasność, wszyscy wiemy, że kierowcy nie mają życia usłanego różami. Korki, ceny paliwa, remonty, objazdy, mandaty, brak miejsc parkingowych — samochód też potrafi wystawić nerwy na próbę. Ale jest jedna zasadnicza różnica: w samochodzie nadal masz poczucie sprawczości i możesz sam zdecydować, co dalej. Możesz zmienić trasę, zatrzymać się, przeczekać, zawrócić, podjechać boczną drogą albo po prostu włączyć radio.
I dlatego ja wolę jechać autem, mimo że kolej lubię. Samochód nie jest rozwiązaniem wszystkich problemów transportowych, ale jest genialnym narzędziem niezależności.
Jako kraj powinniśmy się rozwijać i trzeba inwestować w tory, składy, klimatyzację, energetykę i organizację ruchu, mam tylko jedną prośbę do władzy: samochód nie jest wrogiem. Jest potrzebny, często niezbędny. Wczoraj znowu rację mieli ci, którzy wybrali swoje cztery kółka. My, kierowcy.







