Podczas jazdy z prędkością 100 km/h na trasie szybkiego ruchu w Peugeot 308 1.5 BlueHDi z 2018 roku zerwał się łańcuch wałków rozrządu. Silnik zgasł odcinając wspomaganie kierownicy oraz hamulców i tylko dzięki doświadczeniu za kierownicą udało się właścicielce opanować pojazd. „Mogłam zginąć przez wadę samochodu” – powiedziała naszej redakcji. Przez prawie cztery miesiące pani Monika domagała się pełnego zwrotu kosztów naprawy, po tym jak samochód trafił na lawecie do ASO Peugeota w Łodzi.
Przypomnijmy, że jednostka 1.5 BlueHDi jest objęta akcją serwisową w związku z wadliwym 7 mm łańcuchem wałków rozrządu. Stellantis wprowadził na te silniki dodatkową ochronę na okres 10 lat lub 240.000 km. Według założeń, program pokrywa 100% kosztów naprawy, a także umożliwia zwrot pieniędzy za wcześniej poniesione wydatki związane z wadą fabryczną, pod warunkiem, że pojazd był serwisowany zgodnie z zaleceniami producenta i przedstawienia trzech ostatnich faktur.
Po zakupie Peugeota 308 w 2023 roku przy przebiegu 82. tys. km nasza czytelniczka wymieniła rozrząd z pompą wody i regularnie serwisowała samochód wraz z wymianą oleju i filtrów co 10 tys. km. W 2025 roku zgłosiła do ASO Stellantis objawy w postaci stukania silnika, które mogły wskazywać na problem jednak warsztat nie podjął się sprawdzenia 308 pod kątem wady fabrycznej jednostki 1.5 BlueHDi. Zerwanie łańcucha, które stanowiło bezpośrednie zagrożenie życia było dla właścicielki dużym szokiem.
„Tym samochodem jeżdżę nie tylko ja, ale także moja 22-letnia córka. Jako młody kierowca, bez mojej siły fizycznej i doświadczenia, nie miałaby szans w starciu z nagle zablokowanym układem kierowniczym przy prędkości 100 km/h. Fakt, że producent ukrywał wiedzę o tej wadzie (akcja z lipca 2025 r., o której mnie nie poinformowano), sprawił, że nieświadomie naraziłam własne dziecko na śmierć w aucie, które uważałam za bezpieczne” – powiedziała wzburzona właścicielka.
Kontakt z ASO i obsługą klienta
Pani Monika zgłosiła się z 308-ką do ASO Auto Club na ul. Pabianickiej w Łodzi. Konsultant nie wiedział o akcji serwisowej dotyczącej silników 1.5 BlueHDi i z lekceważeniem potraktował wiek auta, twierdząc, że jest zbyt stare. Po około dwóch miesiącach odbijania się od ściany Stellantis Polska zgodził się przyznać właścicielce 70% zwrot kosztów. Dlaczego nie 100%? Obsługa klienta firmy poinformowała o niespełnieniu zaleceń producenta w procesie serwisowania auta. Autoryzowany warsztat wskazał na zastosowanie oleju OW30, który Stellantis zalecał w momencie wprowadzenia pojazdu do produkcji, jednak w 2024 roku wytyczne zmieniły się na 5W30, o czym właścicielka nie wiedziała. Nikt nie poinformował jej również o akcji serwisowej związanej z silnikiem 1.5 BlueHDi.
Ostatecznie po długiej wymianie maili i telefonów Stellantis Polska zgodził się na pokrycie całości kosztów, ale tylko pod warunkiem zrzeczenia się z wszelkich roszczeń po wykonaniu naprawy oraz nie informowania o sprawie prokuratury ani mediów. W jednej z wiadomości wymieniono także naszą redakcję Francuskie.pl.
Komentarz Stellantis Polska
„Sprawa dotyczy samochodu będącego w ósmym roku eksploatacji. Standardowy, dwuletni okres gwarancji zakończył się w czerwcu 2020 roku. W odniesieniu do usterek układu rozrządu producent wprowadził dobrowolny program specjalnej ochrony. Warunkiem skorzystania z tego rozwiązania jest udokumentowanie trzech ostatnich przeglądów wykonanych zgodnie z zaleceniami producenta i właściwym planem obsługowym. W tym przypadku warunki formalne programu nie zostały spełnione.
Mimo to producent, w ramach dobrowolnego gestu handlowego, zdecydował o pokryciu 100% kosztów naprawy pojazdu, zgodnie z kosztorysem o wartości 12.000 zł, w Autoryzowanej Stacji Obsługi marki Peugeot” – skomentował sprawę Stellantis Polska.
„Od początku celem firmy było znalezienie rozwiązania, które w możliwie największym stopniu odpowie na sytuację klientki i pozwoli sprawnie usunąć usterkę. Decyzja o pokryciu pełnych kosztów naprawy została podjęta właśnie z myślą o satysfakcjonującym i możliwie szybkim zakończeniu tej sprawy.
Dodatkowo spółka zadeklarowała pokrycie ewentualnych kosztów naprawy usterek, które mogłyby wystąpić w wyniku wadliwości części użytych podczas tej naprawy lub błędów montażowych, pod warunkiem dalszego użytkowania pojazdu zgodnie z zaleceniami producenta, instrukcją obsługi oraz planem przeglądów okresowych w ASO Peugeot.
Ponieważ producent pokrywa pełny koszt naprawy, warunkiem realizacji tego wsparcia jest podpisanie przez klientkę oświadczenia, że po skutecznym usunięciu tej konkretnej usterki nie będzie dochodziła dalszych roszczeń odszkodowawczych związanych z tym samym zdarzeniem. Oświadczenie to nie ogranicza ani nie wyłącza jej uprawnień dotyczących samej wykonanej naprawy” – oświadczył Stellantis Polska.
Deklaracja pokrycia 12.000 zł, niejasny kosztorys i dodatkowe koszty
Chociaż Stellantis Polska zapewnił o gwarancji na usługę i części, w e-mailu, który otrzymała pani Monika od obsługi klienta pojawiło się kilka stwierdzeń, które sugerują próbę zamknięcia jakiejkolwiek drogi do dalszych roszczeń dotyczących usterki, nawet w przypadku błędów serwisowych lub 24-miesięcznej gwarancji na części zamienne użyte podczas naprawy takie jak: „zaniechanie dalszych reklamacji i roszczeń”, oferta „w całości wyczerpie wzajemne roszczenia stron związane z obecną usterką” a klientka musiałaby złożyć pisemną deklarację zrzeczenia się „wszelkich istniejących i przyszłych roszczeń pozostających w związku z obecną usterką wobec Stellantis Sp. z o.o”. Oferta miała również zwolnić Stellantis z udostępnienia pojazdu zastępczego lub pokrycia kosztów jego wynajmu.
Gdy samochód trafił do serwisu Peugeot Auto Club na ul. Pabianickiej w Łodzi pani Monika domagała się rejestracji video check, którą ma w swojej ofercie Stellantis, ale serwis nie spełnił prośby i wykonał jedynie zdjęcia. Dodatkowe niejasności dotyczyły końcowej faktury oraz wydatków niezwiązanych z zerwaniem łańcucha rozrządu. Serwis bez zgody właścicielki zlecił sprawdzenie wtrysków na koszt klientki, jednak nasza czytelniczka deklarowała, że pojazd nie wykazywał wcześniej żadnych problemów z wtryskami, na co wskazywało zużycie paliwa Peugeot 308 na poziomie 4 l/100 km.
Zastanawia zarówno przejrzystość komunikacji oraz niejasna dokumentacja, którą otrzymywała właścicielka. Kosztorys Stellantis na naprawę, który otrzymała na początku zawierał jedynie pierwszą stronę, na której na samym dole widniało podsumowanie kosztów – 12.000 zł netto wypisane odręcznie długopisem. Kwota pokrywała się z deklaracją zwrotu zaoferowaną wcześniej przez Stellantis, ale drugiej strony klientka już nie otrzymała.
W rozmowie, z redakcją Francuskie.pl serwis wykazał chęć pełnego pokrycia kosztów łącznie ze wspomnianą kontrolą wtrysków, ale przedłużający się czas całej sprawy sprawił, że właścicielka w końcu straciła cierpliwość i zdecydowała się zapłacić za wszystko z własnej kieszeni, aby jak najszybciej otrzymać swój samochód z powrotem.
„Stellantis Polska chce zamknąć mi usta”
Serwis nie przekazał protokołu diagnostycznego, wyników pomiarów, ani raportu video-check, o które prosiła pani Monika, co poddało w wątpliwość rzetelną weryfikację techniczną pojazdu. Odmówiono również rejestracji zerwania łańcucha 308 w systemie Stellantis, co właścicielka odbiera jako próbę zatajenia skali występowania wady fabrycznej samochodu.
Według Serwis Auto-Club w Łodzi: „Usterka została zarejestrowana w systemie DMS w postaci zlecenia gwarancyjnego. Po zmianie decyzji Klientki, że naprawa będzie odpłatna zmieniono typ zlecenia na płatny, aby wydrukować fakturę. Do systemów Stellantis transmitują się tylko rozliczone zlecenia gwarancyjne. Przedmiotowa usterka jest zatem widoczna tylko w DMS”.
Zerwanie wadliwego łańcucha 1.5 BlueHDi nie powinno być traktowane jako zwykła naprawa eksploatacyjna, zwłaszcza że Stellantis oficjalnie rozpoznaje problem przedwczesnego zużycia łańcucha. To, że klientka zgodziła się pokryć koszty, nie zmienia faktu, że w samochodzie wystąpiło zdarzenie będące przedmiotem polityki koncernu i powinno to zostać odpowiednio udokumentowane, chociażby dla rejestracji skali problemu.
„Stellantis chce zamknąć mi usta i zastraszyć, ale ja nie boję się mówić o tym, że wada fabryczna silnika 1.5 BlueHDi stanowi zagrożenie dla życia, ani wystąpić na drogę prawną. Od samego początku, przy kontakcie z serwisem w Łodzi spotkałam się z drwiną z wieku mojego samochodu, brakiem profesjonalnej obsługi i rzetelnego raportu diagnostycznego a także chaosem terminowym oraz mataczeniem związanym z ostatecznymi kosztami naprawy” – mówi pani Monika.
112 dni w serwisie
Peugeot 308 znajdował się w serwisie 112 dni. Przez ten czas pani Monika pozostawała bez własnego środka transportu. Dla osoby, która pokonuje nawet 160 km dziennie do swojego miejsca pracy i z powrotem to bardzo poważny problem. Właścicielka miała dość wymiany maili i telefonów, które prowadzą donikąd i poprosiła o odpłatną naprawę, aby odzyskać swój samochód. W zleceniu wyraźnie zaznaczyła, żeby wszystkie części i cały zakres prac znalazły się na fakturze jako gwarancja wykonanych czynności.
27 lipca właścicielka wysłała do serwisu oficjalnego maila z podpisanym zleceniem odpłatnej naprawy. Przez ponad tydzień serwis nie był w stanie podać daty zakończenia prac dlatego nasza czytelniczka powiadomiła warsztat, że z powodu zwłoki przenosi koszty wynajmu pojazdu zastępczego (Hyundai Bayon) na konto Stellantis, co uruchomiło działania serwisu. W środę, 5 sierpnia firma wystawiła pismo z informacją, że pojazd jest gotowy do odbioru, jednak w rzeczywistości naprawa nie była jeszcze ukończona.
„Poinformowano mnie, że padł akumulator i samochód może odmówić posłuszeństwa po drodze dlatego zamówiłam nowy. Na koniec wystawili dokument o gotowości pojazdu, mimo że samochód wciąż był w trakcie prac na warsztacie” – mówi właścicielka.
Naprawa za ponad 17 tys. zł
Manipulacje kosztami, na które wskazuje pani Monika dotyczą różnic w ostatecznej wycenie części wypisanych na fakturze oraz robocizny, w stosunku do pierwotnego kosztorysu, które zwiększyły ostateczną kwotę o prawie 2 tys. zł nie licząc dodatkowych usług, zaakceptowanych przez właścicielkę łącznie z kontrolą wtrysków, które tak, jak sugerowała były sprawne. Łącznie klientka otrzymała trzy dokumenty, każdy z nich różnił się ostateczną wyceną:
- Wewnętrzny kosztorys z kwietnia bieżącego roku opiewający na kwotę 13.740,76 zł brutto, mieszczący się w granicy 12 tys. zł netto, jakie obiecywał Stellantis.
- Propozycja wyceny, na kwotę 11.115,78 zł brutto, w której nie zawarto pozycji rozrządu i łańcucha
- Ostateczną fakturę do zapłaty w wysokości 17.237,63 zł brutto wraz z zaakceptowanym przez klientkę kosztem nowego akumulatora (841,43 zł), serwisem klimatyzacji (418,94 zł) i sprawdzeniem wtrysków (393,60 zł), który zawierał nowe w stosunku do kosztorysu ceny części oraz robocizny.
Jak informuje serwis: „Naprawa została zakwalifikowana jako 'naprawa w ramach polityki specjalnej’ i kosztorys został wykonany po stawkach gwarancyjnych (kosztorys sporządzony do celów rozliczeniowych przedstawiony w Stellantis). Klientka zdecydowała, że pokryje w całości koszty naprawy, nawet za te części, które mają bezpośredni związek z kampanią serwisową. Wystawiono fakturę płatną i wytłumaczono na czym polega różnica” – poinformował naszą redakcję Piotr Kaniecki, szef serwisu Auto-Club.
Inną sprawą jest stan, w jakim ASO wydało samochód. Komora silnika pod maską jest zanieczyszczona, zakurzona i zasypana pyłem, co wskazuje na niewłaściwe przechowywanie pojazdu. Serwis odpowiada, że „Stan samochodu był adekwatny do wieku pojazdu oraz jego przebiegu, tj. samochód 8 letni z przebiegiem 143 tys. km. Z zewnątrz pojazd był umyty, a wewnątrz odświeżony i w takim stanie wydany Klientce”. Serwis nie odniósł się do widocznych na zdjęciach zanieczyszczeń pod maską, których nie było w momencie oddawania pojazdu do ASO Peugeota.
Stellantis oficjalnie prowadzi kampanię związaną z 7 mm łańcuchem, ale jak pokazuje sprawa pani Moniki domaganie się zwrotu kosztów to prawdziwa batalia, wymiana maili, telefonów, chaos informacyjny i bałagan w dokumentacji. Większość klientów z pewnością zgodziłoby się na pokrycie nawet części kosztów oraz podpisanie zrzeczenia się wszelkich praw i deklaracji milczenia, jednak świadomość, że samochód stanowił zagrożenie dla zdrowia i życia właścicielki oraz jej córki nie pozwolił na akceptację tego, co oferuje Stellantis Polska. Koszt, jaki poniosła był wysoki, ale pani Monika zamierza domagać się zwrotu kosztów i jeśli będzie to konieczne wystąpi na drogę prawną.
Zobacz także:
- Test: ile pali nowy Peugeot 308 1.2 145 KM GT Exclusive? Dokładnie to sprawdziliśmy
- Test: Peugeot 408 1.6 PHEV 240 – wygląd 10/10 a jak wypada jazda? (zalety, wady, spalanie)







