Samochody elektryczne, czy tego chcemy, czy nie, stają się zauważalną częścią europejskiego rynku motoryzacyjnego. Na fali rządowych dotowań ich sprzedaż osiągnęła zauważalny poziom, niemniej jednak nadal są drogie zaś ich walory użytkowe są dalekie od tych znanych z modeli spalinowych. Nie przeszkadza to jednak wielu z nas w podążaniu za aktualnymi trendami – także na rynku wtórnym, gdzie z roku na rok oferta używanych elektryków się powiększa. Na do warto zwrócić uwagę kupując takie urządzenie?
Kupując używany samochód część kierowców jest w stanie trafnie wychwycić nieprawidłowości w pracy silnika czy układu przeniesienia napędu, pamiątki po naprawach czy jest w stanie ocenić czy deklarowany przebieg jest bliski prawdzie. W przypadku samochodów elektrycznych w tej materii pojawia się problem, bowiem bez pomocy specjalistycznego warsztatu – których wciąż jest jak na lekarstwo – nie będziemy w stanie ocenić kondycji kluczowego elementu jakim jest akumulator i sam silnik.
Co gorsza, w kontroli używanego egzemplarza nie pomoże nam także ASO, którego kompetencje tradycyjnie sprowadzają się do wymiany często sprawnych elementów. Jak pokazują liczne doniesienia, w przypadku samochodów elektrycznych nawet pozornie drobne uszkodzenia po błahych stłuczkach wyceniane są na absurdalne kwoty, nierzadko kwalifikowane jako szkoda całkowita. Taki stan rzeczy tylko utrudnia podjęcie trafnej decyzji przy zakupie elektryka z drugiej ręki którego przeszłość zawsze jest zagadką.
Układ jezdny i hamulcowy
Zacznijmy od rzeczy najprostszej. Kontroli układu jezdnego i hamulcowego, z którą upora się każda stacja diagnostyczna. Standardowa weryfikacja stanu zawieszenia i hamulców pokaże nam czy czekają nas już na początku inwestycje z tym związane. Dodatkowo pamiętajmy, że samochody elektryczne są wyraźnie cięższe od swoich spalinowych odpowiedników ze względu na zestawy akumulatorów – dodatkowe setki kilogramów nie pozostają bez wpływu na żywotność właśnie elementów układu jezdnego i hamulcowego.
Wertując ogłoszenia z używanymi samochodami elektrycznymi natrafimy na mnóstwo ofert z powierzchownymi uszkodzeniami. Nawet jeśli nie doszło do uszkodzenia elementów konstrukcyjnych nadwozia czy układu jezdnego, to musimy być świadomi większych kosztów naprawy zwłaszcza dla modeli wyłącznie elektrycznych. Ich nikła popularność przekłada się na mizerną dostępność elementów karoseryjnych co lawinowo podnosi ceny napraw powypadkowych.
Zobacz także: Praktyczny test Peugeot e-2008: ile naprawdę zużywa prądu na 100 km?
Sprawdź historię
Szczególnie w przypadku elektryków kluczowym kryterium jest znana historia danego egzemplarza. Zakup samochodu elektrycznego z importu którego przeszłość znamy tylko z pięknych opowieści sprzedającego jest bardzo ryzykownym posunięciem – wystarczy sprawdzić ceny nowych akumulatorów trakcyjnych do interesujących nad modeli by zrozumieć powagę sytuacji. Dla pojazdów z polskiego rynku w pewnym stopniu pomaga państwowa baza danych gdzie rejestrowany jest przebieg przy przeglądach technicznych, kontrolach policyjnych czy informacje o poważnych szkodach. Kupując pojazd od pierwszego właściciela śmiało możemy oczekiwać książki serwisowej i bardziej szczegółowych informacji.
Kluczowa kwestia – akumulator
Jeśli znaleziony egzemplarz spełnia wszystkie nasze kryteria dotyczące funkcjonalności i średniego dostępnego zasięgu, jego historia wypadkowa i serwisowa jest nienaganna to śmiało możemy przejść do najważniejszego punktu kontroli jakim jest akumulator. W zależności od wieku pojazdu, marki i modelu stopień degradacji akumulatora może się istotnie różnić. Kontroli winien dokonać specjalistyczny warsztat który rzeczowo oceni jego kondycję i ewentualną przydatność do dalszej eksploatacji.
Zakup samochodu elektrycznego na własną rękę zakrawa o sport ekstremalny, zwłaszcza znając patologię rynku wtórnego. Pomyłka w tym segmencie rynku będzie bardzo kosztowna – pod warunkiem jeśli naprawa w ogóle będzie możliwa.
Ile kosztuje nowa Dacia Spring? Cena, wersje, wyposażenie






