Nowa Dacia Bigster z salonu z dieslem dCi? Jeszcze kilka lat temu mogło się wydawać, że silnik wysokoprężny odchodzi do muzeum motoryzacji. Politycy grzmieli o elektrycznej rewolucji, producenci prześcigali się w zapowiedziach pełnej elektryfikacji, a diesel stał się symbolicznie winny wszystkim problemom świata – od smogu po zmianę klimatu. Dziś jednak narracja zaczyna się kruszyć. A wraz z nią wracają pytania, których wielu wolało już nie zadawać: czy Europa naprawdę może obejść się bez diesla? I czy marki takie jak Renault i Dacia odważą się przywrócić swoje znakomite jednostki dCi w europejskiej ofercie?
Nad Europą wisi kluczowa decyzja Komisji Europejskiej – coraz głośniej mówi się o wydłużeniu okresu produkcji samochodów spalinowych. Oznacza to, że magiczna data 2035 r. może przestać być ostatecznym wyrokiem dla silników spalinowych. A jeśli regulacje łagodnieją, natychmiast wraca to, co najważniejsze w biznesie samochodowym: kalkulacja.
A ta jest dość brutalna. Samochody elektryczne nie zdominowały rynku tak szybko, jak sobie tego życzyła Bruksela. W wielu krajach ich sprzedaż wyhamowała, klienci narzekają na ceny, braki w infrastrukturze i niestabilność realnego zasięgu. W tym samym czasie kierowcy robią to, co racjonalne – szukają taniego, oszczędnego, długodystansowego rozwiązania. I nic nie spełnia tych kryteriów równie dobrze jak diesel.
Włącznie z francuskimi dCi – jednymi z najlepszych diesli na kontynencie. To konstrukcje dopracowane, trwałe, a przede wszystkim wyjątkowo oszczędne. Ich realne spalanie często jest niższe niż w hybrydach, co w epoce rosnących kosztów życia ma niebagatelne znaczenie. Zniknęły nie dlatego, że były złe, ale dlatego, że wymagała tego polityka i marketingowy klimat po aferze dieselgate. Teraz ten klimat robi się coraz cieplejszy – i to dla diesla.
Czy więc Renault i Dacia zdecydują się na wielki powrót jednostek dCi? Na razie obie marki milczą, ale sytuacja na rynku zaczyna się zmieniać. Citroën właśnie przywrócił diesla do Berlingo we Francji. Inni producenci także badają grunt i obserwują reakcję klientów, którzy – wbrew oficjalnym narracjom – wciąż uwielbiają niskie spalanie, wysoką trwałość i brak „zasięgowej niepewności”. Renault i Dacia mają wszystko, by w tej grze wrócić na pozycję liderów.
Paradoks dzisiejszej Europy polega na tym, że im głośniej mówimy o zielonej transformacji, tym wyraźniej widać, że bez diesla świat kierowców po prostu się nie domyka. Jeśli Komisja Europejska faktycznie poluzuje regulacje, to nie będzie wcale triumf paliw kopalnych, lecz zwykłe przyjęcie do wiadomości, że inżynieria i ekonomia rządzą się własnymi prawami.
A te prawa są bezlitosne: dobry diesel zawsze znajdzie klienta. Pytanie brzmi już nie „czy”, ale „kiedy” Renault i Dacia odważą się to przyznać.
Citroën już zdecydował się na powrót HDi, podobnie jak Peugeot. Co prawda w modelach dostawczych – uniwersalnych ale zawsze to jakaś jaskółka. Diesel w takich modelach jak Dacia Bigster, Duster czy Jogger, byłby bardzo ciekawym rozwiązaniem dla tych, którzy szukają oszczędności.
SIlniki te są produkowane przez Renault, wersje z dieslem są oferowane na niektórych rynkach i nic nie stoi na przeszkodzie by powróciły, bo Europa zawsze była dieslem silna.






