Dodge to marka będąca własnością koncernu Stellantis, która często budzi skrajne emocje – jedni kochają ją za bezkompromisową moc i charakter rodem z amerykańskich muscle carów, inni widzą w niej relikt minionej epoki. Przez ostatnie lata koncern Stellantis próbował przekonać klientów, że elektryczny Charger czy Challenger mogą zastąpić ryczące V8. Okazało się jednak, że rynek nie był gotowy na tak gwałtowną zmianę. Dlatego już w 2026 roku Dodge wraca do korzeni i ponownie wprowadzi do oferty odmiany z klasycznymi silnikami Hemi-V8.
Powrót spalinowych jednostek w wersjach „Six Pack” to ukłon w stronę wiernych fanów, dla których dźwięk silnika jest równie ważny jak osiągi. Ale Dodge nie zamierza zatrzymywać się w przeszłości. W Marce rozwijany jest równolegle projekt Banshee – elektryczny Charger nowej generacji, który ma stać się wizytówką innowacyjności i pokazać, że samochód bez spalin również może oferować brutalne przyspieszenia i bezkompromisowe prowadzenie. W planach jest także wdrożenie akumulatorów półprzewodnikowych, które w przyszłości mają całkowicie zmienić rynek.
W segmencie SUV-ów kluczową rolę odgrywa Durango. Od roku modelowego 2026 będzie on standardowo dostępny z V8, a w perspektywie 2027–2028 pojawić się może jego następca – być może pod historyczną nazwą „Stealth”. Nie wszystkie projekty przetrwają jednak próbę czasu. Kompaktowy Hornet, który nie zyskał popularności, ma zakończyć swoją rynkową karierę.
Przyszłość Dodge’a to zatem nie całkowita rezygnacja z tradycji, lecz próba znalezienia równowagi między benzynową legendą a elektryczną nowoczesnością. Jak na to zareagują klienci?






