Stellantis zgłosił patent na wirtualnego kierowcę, który pojawiałby się przed pasażerami samochodu autonomicznego, patrzył na nich, mówił i reagował mimiką. Człowieka za kierownicą nadal by nie było, jego obraz zostałby wyświetlony na przedniej szybie. W trudnej sytuacji miejsce komputerowego awatara mógłby zająć prawdziwy operator, zdalnie przejmujący kontrolę nad pojazdem.
Rozwiązanie opisano w niemieckim zgłoszeniu patentowym odnalezionym w bazie DPMA przez serwis CarBuzz. Stellantis wychodzi w nim od dość prostego założenia: nawet jeśli samochód autonomiczny potrafi poruszać się bez pomocy człowieka, pusty fotel kierowcy może wywoływać u pasażerów niepokój. Grupa chce więc usunąć człowieka z kabiny, a następnie przywrócić go w formie cyfrowej. Brzmi absurdalnie, lecz dobrze pokazuje, jak trudne może być przekonanie klientów do oddania pełnej kontroli komputerowi.
Z opisu wynika, że postać nie pojawiałaby się przestrzennie na pustym fotelu. System działałby bardziej jak rozbudowany wyświetlacz head-up. Projektory tworzyłyby obraz odbijający się w przedniej szybie, dzięki czemu pasażer widziałby w swoim polu widzenia cyfrową postać kierowcy. Czujniki umieszczone w kabinie rozpoznawałyby pozycję poszczególnych osób oraz kierunek, w którym patrzą. Obraz mógłby zostać odpowiednio przesunięty, aby każdy pasażer miał wrażenie, że awatar nawiązuje kontakt właśnie z nim.
Rozwiązanie przypominałoby połączenie sztucznej inteligencji, zaawansowanego HUD-u i wideorozmowy. Stellantis przewiduje nawet możliwość dopasowania wyglądu oraz charakteru cyfrowego szofera do preferencji pasażerów.
Usta awatara poruszałyby się zgodnie z generowaną komputerowo wypowiedzią, a mimika i kierunek spojrzenia byłyby dostosowywane do przebiegu rozmowy. Postać mogłaby informować o trasie, wyjaśniać zachowanie samochodu lub odpowiadać na polecenia pasażerów. Można wyobrazić sobie sytuację, w której pojazd nagle zwalnia. Zamiast pozostawiać pasażerów z komunikatem wyświetlonym na ekranie, wirtualny kierowca mógłby powiedzieć, że system wykrył przeszkodę i wybrał bezpieczniejszy wariant przejazdu. Taki sposób komunikacji może być łatwiejszy do zaakceptowania niż rozmowa z bezosobowym syntezatorem głosu. Człowiek instynktownie szuka potwierdzenia w spojrzeniu oraz wyrazie twarzy rozmówcy, nawet jeśli doskonale wie, że widzi komputerową animację.
Najciekawsza część zgłoszenia dotyczy sytuacji, w której samochód wyjedzie poza obszar lub warunki, z jakimi jego system autonomiczny potrafi sobie samodzielnie poradzić. Może to być nietypowa organizacja ruchu, trudne warunki pogodowe, uszkodzona droga albo zdarzenie, którego oprogramowanie nie umie właściwie zinterpretować. Wtedy obraz sztucznego awatara mógłby zostać zastąpiony transmisją z centrum zdalnego nadzoru a na szybie pojawiłaby się twarz prawdziwego operatora, który przejąłby kontrolę nad pojazdem, porozmawiał z pasażerami i zapewnił ich, że sytuacja jest pod kontrolą.
Szaleństwo? Być może, ale przyszłość zmierza do nas w szalonym tempie.
źródło: Car Buzz, fot. ilustracyjna






