Fabryka Stellantis w Kragujevcu, gdzie od lipca 2024 roku produkowane są elektryczne Fiaty Panda, planuje zatrudnienie setek pracowników z Nepalu i Maroka. Powodem mają być rzekome trudności z obsadzeniem nowej, trzeciej zmiany produkcyjnej, która ruszy w październiku.
Według władz lokalnych i części przedstawicieli zakładu, obecnie zatrudnionych jest około 2 800 osób, ale potrzeba jeszcze 800 dodatkowych. Już teraz mówi się o sprowadzeniu około 100 pracowników z marokańskiego zakładu Stellantis na szkolenia i wsparcie. Z kolei radny ds. gospodarki Radomir Eric stwierdził, że „ze względu na brak lokalnych chętnych” firma musi sięgnąć po kadry z Nepalu i Maroka.
Niskie płace, nie brak ludzi
Takie tłumaczenie budzi poważne wątpliwości związkowców. Kragujevac to miasto z około 9 tysiącami bezrobotnych, a więc potencjalnie z dużą rezerwą pracowników. Dlaczego więc trzeba sprowadzać ludzi z Azji czy Afryki? Odpowiedź znajdują związki zawodowe. Jugoslav Ristić, wieloletni lider związkowy, otwarcie mówi, że powodem jest niska konkurencyjność płac. – „Nie ma mowy o braku ludzi. Problemem są wynagrodzenia. Oferowane pensje nieco ponad 70 tys. dinarów (około 600 euro) nie wystarczają na godne życie. Nic dziwnego, że ludzie nie chcą pracować w takich warunkach” – podkreśla.

Ci co pracują, biorą nadgodziny
Wielu pracowników rezygnuje po kilku dniach, a tylko ci, którzy biorą nadgodziny i pracują w weekendy, są w stanie wyciągnąć około 90 tys. dinarów. To i tak poziom, który w obliczu rosnących kosztów życia w Serbii trudno uznać za satysfakcjonujący. Narracja o „braku zainteresowania mieszkańców Kragujevca” może więc być wygodnym wybiegem. W rzeczywistości chodzi raczej o to, by otworzyć drogę dla importu tańszej siły roboczej, mniej skłonnej do stawiania wymagań. Pracownicy z Nepalu czy Maroka, zdeterminowani, by utrzymać się w Europie, akceptują często gorsze warunki pracy i życia.
Przepisy w Serbii ułatwiają zatrudnianie obcokrajowców
Sprawa zatrudniania obcokrajowców w Kragujevcu wpisuje się w szerszy trend – nowe przepisy z 2024 roku ułatwiły uzyskanie zezwoleń na pracę i pobyt, a Belgrad czy inne duże miasta coraz częściej zatrudniają pracowników z Azji Południowej w usługach publicznych i transporcie. Krytycy wskazują jednak, że rząd i wielkie koncerny omijają w ten sposób poważniejszy problem – brak inwestycji w aktywizację grup marginalizowanych na rynku pracy. Prezes Demokratycznej Unii Romów, Salih Saitović, zwraca uwagę, że w Serbii żyje ponad 147 tysięcy Romów, z których wielu doświadcza systemowych barier w zatrudnieniu. – „Zamiast wydawać pieniądze na sprowadzanie obcokrajowców, można byłoby przeznaczyć je na szkolenia i programy zatrudnienia dla Romów i innych grup w kraju” – mówi.






