Jedna z największych gwiazd przedwojennego radia wyruszyła o godz. 5:00 ze Lwowa do Zakopanego. Kiedy Citroën odmówił posłuszeństwa pod Chabówką, Kazimierz Wajda, znany całej Polsce jako Szczepko, wynajął taksówkę. Kilkadziesiąt minut później samochód znalazł się w rowie, artysta został ranny, przedstawienie odwołano, a sprawa zakończyła się pozwem o 500 zł.
Historia brzmi jak gotowy scenariusz jednej z komedii Szczepka i Tońka. Tym razem wydarzyła się naprawdę, a jej szczegóły opisał 31 marca 1937 roku dziennik „Słowo”. Gazeta nadała relacji sensacyjny tytuł: „Szczepko na ławie oskarżonych”, ale w rzeczywistości nie chodziło o proces karny, lecz o cywilną sprawę odszkodowawczą. Kazimierz Wajda i Henryk Vogelfänger byli wówczas bohaterami Wesołej Lwowskiej Fali, jednej z najpopularniejszych audycji radiowych II Rzeczypospolitej. Wajda występował jako Szczepko, a posiadający wykształcenie prawnicze Vogelfänger wcielał się w Tońka. Ich dialogi prowadzone lwowskim bałakiem znała praktycznie cała Polska. Według przytaczanych dziś szacunków programu mogło słuchać nawet 6 mln osób.
W sierpniu 1936 roku duet miał wystąpić w Zakopanem podczas wieczoru humoru. Imprezę organizowało lwowskie biuro koncertowe. Vogelfänger przebywał wtedy na wypoczynku w Krynicy, dlatego do Zakopanego przyjechał pociągiem. Wajda wybrał znacznie bardziej ryzykowny sposób podróży – f popularności francuskiej marki w tym mieście przypomina materiał o Citroënie i Bohaterach Sahary w jednym z najbardziej prestiżowych kin Lwowa. Marka miała tam również oficjalny punkt sprzedaży, wymieniony w zestawieniu salonów Citroëna w przedwojennej Polsce.
Szczepko wyjechał ze Lwowa o godz. 5:00 samochodem marki Citroën. Auto nie należało do niego – według gazety było własnością urzędnika polskiego poselstwa w Belgii. W podróży uczestniczyły dwie osoby, które obliczyły, że utrzymując średnią prędkość 30 km/h, dotrą do Zakopanego około godz. 19:00. Plan zakładał zatem 14 godzin jazdy i przebycie około 420 km. Pod Chabówką nastąpiła awaria określona przez gazetę jako trwały defekt. Wajda dotarł do miejscowości i telefonicznie poinformował organizatorów o przymusowym postoju. Ponieważ na występ czekało kilkaset osób, postanowił za wszelką cenę kontynuować podróż. Wynajął taksówkę i ruszył w stronę Zakopanego.
Warunki na drodze szybko się pogarszały. Okolicę spowiła gęsta, opisywana jako mleczna mgła. Kierowca taksówki uznał dalszą jazdę za zbyt niebezpieczną i chciał się zatrzymać. Wajda miał jednak przekonać go do kontynuowania podróży obietnicą wysokiego napiwku.
„Szczepko, znany nie tylko z punktualności, ale i z odwagi, skusił szofera dużym napiwkiem na dalszą podróż” – relacjonowało „Słowo”.
Decyzja zakończyła się fatalnie. Na stromym odcinku w pobliżu Chabówki taksówka stoczyła się do rowu. Wajda odniósł liczne obrażenia zewnętrzne i nie dotarł na przedstawienie. Tymczasem ucharakteryzowany już na Tońka Henryk Vogelfänger czekał za kulisami. Występ został odwołany, a pieniądze za bilety trzeba było zwrócić publiczności. Żona właściciela biura koncertowego, występująca w źródłach jako Tuerkowa, zażądała od Wajdy około 500 zł odszkodowania. Reprezentowali ją adwokaci Złonader i Thon, natomiast pełnomocnikiem artysty był adwokat Michał Taub. Kwota była znacząca: odpowiadała mniej więcej dwóm bardzo dobrym miesięcznym wynagrodzeniom z końca lat 30., a dla wielu robotników oznaczała dochód z kilku miesięcy pracy.
Zachowana relacja nie podaje końcowego rozstrzygnięcia sprawy, wiemy jedynie, że organizatorzy obciążali Wajdę odpowiedzialnością za straty powstałe po odwołaniu spektaklu. Sąd musiał więc ocenić, czy awaria, mgła i wypadek były zdarzeniami niezależnymi, czy też artysta podjął zbyt duże ryzyko, namawiając kierowcę do dalszej jazdy.
Przejazd ze Lwowa do Zakopanego planowano na 14 godzin, a jedna awaria mogła przekreślić całe przedsięwzięcie. Motoryzacja dawała artystom niespotykaną wcześniej swobodę, lecz na ówczesnych drogach pozostawała przygodą z trudnym do przewidzenia zakończeniem. Samochody Citroëna pojawiały się zresztą również na ekranach, o czym przypomina historia salonu marki uwiecznionego w przedwojennej polskiej komedii
źródło: „Słowo”, nr 87, 31 marca 1937 roku, s. 4 – Jagiellońska Biblioteka Cyfrowa, domena publiczna.
fot. ilustracyjna






