François Provost, szef grupy Renault, spokojnie przyjmuje słabszy od oczekiwań start Alpine A390. Przyznaje, że prognozy sprzedaży były zbyt optymistyczne, ale patrzy na rozwój marki w perspektywie dwudziestu lat. Ważniejsze od szybkiego zwiększania wolumenu jest dla niego zachowanie jej charakteru i zdobywanie nowych klientów.
„Nie przejmuję się tym, bo to droga na 20 lat” – mówi Provost w wypowiedzi przytoczonej przez „Autocar”. Deklaruje, że nie zamierza osłabiać marki i jej DNA pod wpływem nerwowych reakcji. Provost twierdzi, że już przy uruchamianiu A390 ostrzegał Philippe’a Kriefa, szefa Alpine, przed nadmiernie ambitnymi założeniami. Sam samochód ocenia bardzo wysoko. Jego zdaniem budowanie pozycji sportowej marki wymaga jednak cierpliwości i bardziej realistycznego spojrzenia na tempo wzrostu.

Dopuszcza nawet sytuację, w której potencjał sprzedażowy modelu okaże się trzykrotnie mniejszy od pierwotnych wyobrażeń. Z jego wypowiedzi wynika, że zadowolenie klientów i wzmacnianie Alpine mogą uzasadniać obecność samochodu w gamie również przy skromniejszych wolumenach.

Krief wskazuje przy tym na ważny dla rozwoju marki rezultat: według jego deklaracji 80% nabywców A390 to nowi klienci zarówno dla Alpine, jak i całej grupy Renault. Samochód poszerza więc grono odbiorców marki poza jej dotychczasową bazę klientów. Skala sprzedaży pozostaje niewielka. W Europie od stycznia do września 2026 roku sprzedano 1783 sztuk tego modelu . Dla porównania mniejsze A290 osiągnęło 8336 egzemplarzy.
O planowanym ograniczeniu produkcji A390 w Dieppe pisaliśmy już wcześniej. Provost traktuje te trudności jako część dłuższego procesu rozwoju marki. Szef Renault uważa, że A390 potrafi zainteresować klientów, ale przegrywa część porównań na etapie finansowania i być może tutaj nastąpią zmiany.
Źródło: Autocar






