Ceny samochodów w Europie wzrosły przez dziesięć lat średnio o 40%, a co najmniej połowę tej podwyżki spowodowały regulacje wymagające dodatkowych inwestycji – ocenia Katrin Adt, szefowa marki Dacia.
W wywiadzie opublikowanym 3 października przez hiszpański dziennik „La Razón”, Katrin Adt wskazuje na rosnące ceny jako przyczynę słabszego popytu w Europie. Jej zdaniem dyskusja o problemach przemysłu powinna obejmować przede wszystkim dostępność samochodów dla klientów. O ostrzeżeniach Dacii dotyczących kurczenia się europejskiego rynku nowych aut pisaliśmy już na Francuskie.pl. Tym razem warto przyjrzeć się rachunkowi, który stoi za argumentacją producenta.
Adt przypisuje regulacjom przynajmniej połowę wzrostu cen o 40%. Wywiad nie przedstawia jednak szczegółowej metodologii ani zestawienia poszczególnych kosztów. Traktujemy więc tę wartość jako ocenę szefowej Dacii, a nie niezależnie potwierdzony wynik dla każdego samochodu i rynku. Załóżmy, że samochód kosztował przed dekadą 80.000 zł. Wzrost o 40% podniósłby jego cenę do 112.000 zł. Gdyby dokładnie połowę podwyżki przypisać regulacjom, odpowiadałoby to 16.000 zł. Tak wygląda zastosowanie szacunku Adt do przykładowych kwot:
Przykładowa dawna cena |
Cena po wzroście o 40% |
Połowa podwyżki przypisana regulacjom |
|---|---|---|
50.000 zł |
70.000 zł |
10.000 zł |
80.000 zł |
112.000 zł |
16.000 zł |
100.000 zł |
140.000 zł |
20.000 zł |
Nowy obowiązek może wymagać zamontowania czujnika, kamery lub dodatkowego sterownika. Rachunek obejmuje również opracowanie oprogramowania, integrację systemów, badania, dokumentację i homologację. Część wydatków przypada na każdy wyprodukowany egzemplarz, inne trzeba rozłożyć na całą serię. Dlatego koszt regulacji trudno odczytać z listy wyposażenia, klient widzi nową funkcję, ale jej przygotowanie mogło wymagać poniesienia dużych nakładów. Sama Dacia wcześniej wskazywała, że dostosowanie do przepisów pochłania około jednej czwartej jej zasobów badawczo-rozwojowych.
Katrin Adt mówi również o kolejnych 107 regulacjach do końca dekady i postuluje, aby ocenić łączny wpływ zmian na cenę końcową. I te kolejne wymagania rzeczywiście powinny być rozpatrywane razem: pod względem kosztów wdrożenia, korzyści, terminów i wpływu na dostępność najtańszych modeli. Bez takiej oceny, bez policzenia ile złotych czy euro zapłacimy więcej, można mnożyć wymagania w nieskończoność. Nie da się jednocześnie zbudować samochodu w 100% bezpiecznego, bo wymagałoby to zabrania kierowania ludziom i znaczącego zmniejszenia prędkości na drogach a to zaprzeczenie wolności.






