Dla mnie był to pierwszy kontakt z tego typu autem. Na co dzień jeżdżę dużo mocniejszym i większym samochodem klasy premium, ale Fiat 500 Hybrid Cabrio Dolcevita daje mi coś, co bardzo cenię: przyjemność z najzwyklejszej jazdy po mieście – opisuje pierwsze wrażenia Magda, która testowała model dla naszej redakcji. Przeczytajcie relację z jazdy.
Mimo początkowych oporów i pewnego rodzaju niedowierzania, po kilkuset kilometrach za kierownicą polubiłam jego zwinność, lekkość prowadzenia i otwierany dach. Kilka razy miałam też ochotę zapytać projektantów, dlaczego zadbali o piękne detale, a zapomnieli o tak prostych sprawach jak wygodne miejsce na butelkę wody. Chyba naprawdę chciałam polubić tego Fiata. I polubiłam. Nawet wtedy, gdy mnie irytował.
Ładny samochód potrafi poprawić mi humor
Zacznę od tego, że mam słabość do samochodów z charakterem. Takich aut, których wygląd daje mi przyjemność jeszcze przed uruchomieniem silnika a Fiat 500 Cabrio właśnie taki jest. Podoba mi się jego sylwetka, felgi, oznaczenia 500 i to, jak poszczególne elementy tworzą spójną całość. Przeczytałam, że swego czasu był to niezwykle popularny samochód i naprawdę się nie dziwię. Wydawca dawał mi to auto z komentarzem, że to auto dla kobiet. Fakt, w środku czułam, że ktoś pomyślał o estetyce. Deska rozdzielcza dopasowana do koloru nadwozia, uporządkowany kokpit, czytelne wskaźniki. Lubię przebywać w takim wnętrzu, uporządkowanym to najlepsze określenie. Wygląd samochodu ma dla mnie znaczenie i nie zamierzam udawać, że jest inaczej.
No dobrze, ale co poza wyglądem? Po pierwszym szoku (bo to zupełnie inne, małe, jakieś takie…) przyszła pora na codzienność: jazdę w korkach, parkowanie, zakupy i szukanie miejsca na rzeczy, które zabieram ze sobą. I mówiąc wprost właśnie w tej codzienności Fiat najbardziej mnie do siebie przekonał, mimo że mój test nie jest taki typowy jak dla kabrio. Po pierwsze dlatego, że dostałam to auto ostatniego ciepłego dnia jesieni i bałam się, że nie będę mogła skorzystać z zalet otwieranego dachu. Po drugie pojechałam w dłuższą trasę i to bynajmniej nie na włoską riwierę, ale przegoniłam małego Fiata po autostradzie i drogach szybkiego ruchu. Po trzecie jednak mam auto z mocnym silnikiem i automatem a tutaj manual a ja zmusiłam się (niektórzy ludzie mówią na to coś o wychodzeniu ze strefy komfortu), żeby rzetelnie wszystko przetestować.
I wiecie co? Za kierownicą odetchnęłam
Bardzo dobrze mi się nim jeździło i nadal jeździ, bo do końca testu jeszcze kilka dni. Czułam się swobodnie, widziałam otoczenie samochodu i łatwo oceniałam, ile mam miejsca. Duża przednia szyba, szerokie przeszklenia po bokach i lusterka dawały mi tę pewność, której potrzebuję na skrzyżowaniu czy podczas manewrowania. Nie lubię walczyć z widocznością. Tutaj mogłam skupić się na jeździe.
A zawracanie? Sama przyjemność! Ta mała „pięćsetka” sprawnie zmienia kierunek, kierownica pracuje lekko i bezpośrednio, a niewielkie gabaryty ułatwiają parkowanie. To jest ogromna zaleta, kiedy poruszam się po mieście i co chwilę muszę gdzieś skręcić, zatrzymać się albo wcisnąć na miejsce parkingowe. Dynamika w takich warunkach mi wystarczała, zawieszenie dobrze godziło komfort ze stabilnością. Fiat był łatwy do opanowania, przewidywalny i po prostu przyjemny. Tak właśnie chcę się czuć za kierownicą małego auta. No i parkowanie to poezja, bo nie muszę szukać, pięćsetka wciśnie się prawie wszędzie! Genialne.
W korkach wracało jedno życzenie: poproszę automat.
I nie zrozumcie mnie źle, manualna skrzynia działa naprawdę poprawnie. Biegi zmienia się płynnie, nic nie haczy, dźwignia jest wygodna, ale przy częstym ruszaniu naprawdę brakowało mi automatycznej przekładni. Chciałabym mieć mniej zajęć, szczególnie podczas mozolnego przesuwania się ulicą. 5 metrów, stop. 50 metrów i stop. I tak w kółko Automat bardzo pasowałby do tej lekkości, którą Fiat daje w innych sytuacjach. A może po prostu za bardzo się do niego przyzwyczaiłam?
Fiat 500 Cabrio ma jedną wielką zaletę – otwierany dach. Od razu na pokładzie robi się milej. Przyznam to wprost: otwierany dach to moja ulubiona atrakcja tego samochodu. Wiem, jest jesień, jest chłodno, czasem pada i w zasadzie dla zdrowia nie powinno się otwierać dachu, ale… kusił. Mechanizm działa płynnie, obsługa jest prosta albo wręcz banalna (dwa przyciski w podsufitce, a odsunięcie poszycia zmienia charakter jazdy. Bardzo lubię to uczucie otwartej przestrzeni nad głową. Zwykły przejazd staje się przyjemniejszy i mam większą ochotę cieszyć się samą drogą. Właśnie dla takich drobnych przyjemności mogłabym wybrać kabriolet. Zaskoczyło mnie też, że częściowo odsunięty dach bywał mniej uciążliwy akustycznie niż opuszczone boczne szyby.
No ale powiedzmy sobie to wprost – wyciszenie, przez płócienny dach, jest marne. Podczas mijania ciężarówek hałas wyraźnie docierał do kabiny, również przy zamkniętym dachu i szybach. Oczywiście wiem, że materiałowe poszycie ma swoją specyfikę i piszę tu oczywistą oczywistość, ale mimo to na dłuższej trasie chciałam po prostu odpocząć od odgłosów z zewnątrz. Urok kabrioletu to jedno, ale cisza… No cóż, twardy dach sprawuje się tu znacznie lepiej. Coś za coś. A obrazowo (a raczej akustycznie) mówiąc, czy dach jest zamknięty czy otwarty to i tak ma się wrażenie, że go nie ma. Taka cecha tego Fiata.
Jeśli mogę trochę ponarzekać…
Wnętrze cieszy oko, ale jego praktyczność chwilami mnie rozczarowywała. Brakowało mi podłokietnika, wygodnych schowków i porządnego miejsca na… większą butelkę. Czy ja piję? Piję cały czas. Woda to mój żywioł. A tutaj cóż, kieszenie w drzwiach są mało pojemne i trudno dostępne, przestrzeń między fotelami nieduża (swoje robi szerokość nadwozia). Przyglądałam się tej części kabiny z poczuciem, że można było urządzić ją jednak trochę lepiej. Dźwignię zmiany biegów umieściłabym niżej i spróbowałabym lepiej wykorzystać jej otoczenie. Chcę mieć swoje rzeczy pod ręką, bez zastanawiania się za każdym razem, gdzie je odłożyć. To przecież samochód do codziennej jazdy. A wiecie, że nawet doskonale zorganizowana kobieta z auta zrobi swoją przestrzeń ze wszystkim co niezbędne.
Coś pozytywnego?
Multimedia nie sprawiały mi kłopotów. Czytelny ekran, prosta, wręcz trywialna intuicyjna obsługa (pierwszy raz w życiu miałam styczność z tym systemem), bardzo dobra jakość rozmów przez zestaw głośnomówiący. Moi rozmówcy nawet nie domyślali się, że rozmawiam z samochodu, jakość była bardzo dobra. Korzystałam z tego z przyjemnością. Dłuższa chwila rozmowy z zaniepokojonym nieco wydawcą (jak Ci idzie jazda?) pozwoliła mi się upewnić, że jest dobrze.
No ale do kilku innych drobiazgów miałam już pewne uwagi. Kierownica dobrze leży w dłoniach, ale jej miękkie obszycie dawało mi nieprzyjemne wrażenie… tarcia i szeleszczenia. Pilot wydawał mi się zbyt masywny i taki trochę niepasujący do charakteru auta. Widziałabym raczej coś stylowego, niewielkiego, ładnego. Regulację lusterek musiałam chwilę oswajać, podobnie jak uchwyt otwierający drzwi od środka. Ten ostatni po przyzwyczajeniu okazał się wygodny, ale początkowo… szukałam go. Jest w innym miejscu niż Wam się wydaje.
Mam zastrzeżenie do odgłosów, jakie wydaje Fiat 500
Kierunkowskazy najchętniej ściszyłabym od razu. Przy wyłączonym radiu ich odgłos był dla mnie zbyt natarczywy, może gdzieś ukryto regulację, której nie znalazłam? Jeśli tak, chciałabym o niej wiedzieć. To jeden z tych szczegółów, które początkowo wydają się mało ważne, a później regularnie przypominają o sobie podczas jazdy. Po prostu ten dźwięk mnie wręcz irytował. Kolejna sprawa to brak kamery. Bo mówiąc wprost, kamera cofania jest dla mnie dziś podstawowym elementem wyposażenia i zwyczajnie lubię mieć ten dodatkowy widok i komfort. W testowanym Fiacie jej zabrakło, a ja zwyczajnie tego nie rozumiem. Dobra widoczność i małe nadwozie pomagają, ale kamery i tak chciałabym używać. Zdecydowanie!
Na ciasnym parkingu trzeba również pamiętać, że drzwi są dość długie. Mały samochód potrzebuje trochę miejsca, żeby wygodnie z niego wysiąść. W kabinie bliskość foteli utrudniała czasem pasażerce sięgnięcie do zapięcia pasa bezpieczeństwa. Można się przyzwyczaić, ale notuję dla porządku. W redakcji kazali zapisywać wszystko, ja posłusznie zapisywałam. Zdziwiła mnie też klapka wlewu paliwa, którą mogłam otworzyć po zamknięciu samochodu. Nie sprawdziłam zabezpieczeń samego wlewu, więc nie chcę wyciągać pochopnych wniosków, pozostało mi jednak poczucie, że chciałabym lepiej zrozumieć to rozwiązanie.
Panowie, którzy czytają mój test, na pewno chcieliby wiedzieć coś o sprawach technicznych. Pod maską mam tu litrowy silnik o mocy 68 KM z czymś w rodzaju hybrydy. No i w mieście temperament Fiata mi odpowiadał, ale przy około 120 km/h mocniej odczuwałam już ograniczony zapas mocy. Dalsze przyspieszanie wymagało duuużej, anielskiej wręcz cierpliwości, a manewry należało planować z uwzględnieniem możliwości samochodu. W takich warunkach chciałabym mieć trochę więcej swobody i chyba warto by w opcji pojawił się jakiś mocniejszy napęd.
Obiecująco wyglądała prognoza zasięgu
Po tankowaniu za około 200 zł komputer pokazał blisko 600 km. Tyle obiecywał komputer; rzeczywiste zużycie paliwa trzeba zmierzyć – z dwoma osobami na pokładzie i z rozsądnie spakowanym bagażem. Wsiadanie było wygodne, co potwierdziła również podróżująca ze mną dojrzała pasażerka (wysokość nadwozia i fotela były dla niej odpowiednie). Tylna kanapa pozytywnie mnie zaskoczyła — na krótkich dystansach można tam podróżować całkiem przyjemnie. Z bagażnikiem jest trudniej, bo ile drobne zakupy mieszczą się bez problemu, to już większe walizki szybko stają się wyzwaniem. Podróż na riwierę włoską tak, ale najchętniej we dwie osoby, przeznaczając część tylnej kanapy na dodatkowy, odpowiednio zabezpieczony bagaż.
Na wakacyjny wynajem brałabym go pod uwagę z dużą przyjemnością. Zwiedzanie miast, nadmorskich miejscowości, krótsze wycieczki. Otwierany dach bardzo pasuje do takiego odpoczynku, do wakacji, do bezstroski. W końcu słodkie życie, prawda? Ale jesienią Fiat 500 Cabrio również spisał się dobrze. Wycieraczki skutecznie zbierały wodę, po zmroku reflektory zapewniały mi dobrą widoczność (zaskoczenie, bo spodziewałam się, że nie będzie aż tak dobrze), a wskaźniki pozostawały czytelne. Zimą nim nie jeździłam, więc mrozu, śniegu i oblodzenia nie oceniam. Niech zima trzyma się od nas z daleka jak najdłużej.
Zalety Fiata 500 Hybrid Cabrio Dolcevita
- Stylowe nadwozie i estetyczne, uporządkowane wnętrze z charakterem.
- Świetna zwrotność i łatwe parkowanie dzięki niewielkim gabarytom.
- Bardzo dobra widoczność z miejsca kierowcy.
- Lekki, bezpośredni układ kierowniczy i przewidywalne prowadzenie.
- Dynamika wystarczająca do codziennej jazdy miejskiej.
- Niezły kompromis między komfortem zawieszenia a stabilnością.
- Płynnie działająca manualna skrzynia biegów.
- Otwierany dach: prosta obsługa i mnóstwo przyjemności z jazdy.
- Intuicyjne multimedia, czytelny ekran i bardzo dobra jakość rozmów telefonicznych.
- Wygodne wsiadanie, również dla starszej pasażerki; tylna kanapa odpowiednia na krótkie przejazdy.
- Dobra widoczność po zmroku i skuteczne wycieraczki podczas deszczu.
Wady Fiata 500 Hybrid Cabrio Dolcevita
- Mały zapas mocy przy prędkościach autostradowych – dalsze przyspieszanie wymaga cierpliwości.
- Brak automatycznej skrzyni biegów, szczególnie odczuwalny w korkach.
- Brak kamery cofania w testowanym egzemplarzu.
- Słabe wyciszenie kabiny, zwłaszcza podczas mijania ciężarówek.
- Mało praktycznych schowków, niewielkie kieszenie drzwiowe i brak wygodnego miejsca na większą butelkę.
- Brak podłokietnika i ograniczona funkcjonalność przestrzeni między fotelami.
- Niewielki bagażnik utrudniający podróżowanie z większymi walizkami.
- Długie drzwi wymagające miejsca na ciasnych parkingach.
- Utrudniony dostęp do zapięcia pasa pasażera.
- Nieprzyjemne odczucie tarcia i szeleszczenia obszycia kierownicy.
- Zbyt głośny, irytujący dźwięk kierunkowskazów.
- Nie pasujący do nadwozia i charakteru auta pilot oraz obsługa regulacji lusterek i wewnętrznego uchwytu drzwi wymagająca przyzwyczajenia.
Podsumowanie
Po tych kilkuset kilometrach mam przede wszystkim poczucie, że spędziłam czas w samochodzie, który bardzo dobrze odnajduje się w mieście i rzeczywiście daje sporo radości. Widzę go jako drugi albo i trzeci samochód w domu: na dojazdy, spotkania, zakupy i krótsze wycieczki. Poprawiłabym schowki, wyciszenie i kilka drobiazgów w kabinie. Najbardziej zależałoby mi jednak na automacie i kamerze cofania, bo z nimi codzienne użytkowanie byłoby dla mnie znacznie wygodniejsze. A mimo tych wszystkich uwag oddawać go będę… niechętnie. Bo zwyczajnie go polubiłam. Tysiąc kilometrów i można się prawie zakochać.
Bo lubię jego wygląd. Lubię to, jak zawraca, jak łatwo daje się prowadzić i ile przyjemności przynosi otwarcie dachu. Mogę narzekać na miejsce na wodę i zbyt głośne kierunkowskazy, a chwilę później z zadowoleniem myśleć o następnej przejażdżce. Tak właśnie mam z tą pięćsetką. Trochę mnie denerwuje, ale zostawia po sobie bardzo ciepłe wspomnienie. I na kolejną jazdę z otwartym dachem dałabym się namówić bez wahania.
Samochód testowała dla nas Magda. Bardzo dziękujemy








