Nowe przepisy Euro 7 mają sprawić, że transport drogowy będzie bardziej przyjazny dla środowiska. Wśród rozwiązań znalazły się m.in. pionierskie normy ograniczające emisję pyłów powstających podczas hamowania. I choć kierunek zmian nie budzi większego sprzeciwu, to problem zaczyna się na etapie ich wdrażania.
We wspólnej deklaracji organizacje FEMFM (Federation of European Manufacturers of Friction Materials), CLEPA oraz FIGIEFA ostrzegają, że brak odpowiednich przepisów wykonawczych może doprowadzić do poważnych zakłóceń na rynku części zamiennych. Stanowisko to wspiera również Stowarzyszenie Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych.
Ekologia tak, ale czy kosztem konkurencji?
Euro 7 otwiera zupełnie nowy rozdział w europejskiej polityce emisyjnej, bo po raz pierwszy w historii obejmuje nie tylko spaliny, ale także emisje pochodzące ze zużycia hamulców i opon. W praktyce oznacza to, że producenci układów hamulcowych będą musieli dostosować swoje produkty do nowych limitów emisji cząstek stałych powstających podczas hamowania.
Problem w tym, że może to doprowadzić do powstania wyraźnych nierówności. Jak alarmują przedstawiciele branży części zamiennych – wciąż nie mają oni dostępu do kluczowych danych technicznych, bez których opracowanie komponentów zgodnych z Euro 7 jest praktycznie niemożliwe.
W efekcie, jak wskazują sygnatariusze deklaracji, na rynku tworzą się nierówne warunki konkurencji. Podczas gdy producenci pojazdów mogą już przygotowywać się do wdrażania nowych wymogów, firmy z sektora aftermarketu nadal czekają na informacje niezbędne do rozpoczęcia prac. A czasu jest coraz mniej.
Rynek wart 1,7 miliarda euro
Stawka jest wysoka. Według danych przygotowanych przez Wolk & Nikolic After Sales Intelligence wartość europejskiego rynku części hamulcowych przeznaczonych do stosunkowo młodych pojazdów wynosi około 1,7 miliarda euro. To segment rynku, który od wielu lat opiera się na konkurencji między segmentem autoryzowanym a niezależnym rynkiem części zamiennych. Dzięki temu kierowcy, warsztaty oraz operatorzy flot mają dostęp do szerokiej gamy produktów, a konkurencja sprzyja utrzymywaniu rozsądnych cen.
Przedstawiciele branży obawiają się jednak, że wdrożenie Euro 7 w obecnym kształcie może zaburzyć ten model. Jeżeli niezależni producenci nie będą mieli możliwości przygotowania części spełniających nowe wymogi emisyjne, ich udział w rynku może się stopniowo zmniejszać. A to osłabi konkurencję…
Ucierpią przede wszystkim floty
Szczególnie odczuwalne skutki mogą dotknąć przedsiębiorców zarządzających flotami pojazdów. Dotyczy to między innymi firm transportowych, kurierskich, leasingowych, operatorów car fleet management, przedsiębiorstw posiadających samochody służbowe czy branży taxi.
Uważnie sprawie przyglądają się firmy flotowe. Jak podkreślają przedstawiciele branży, ponad połowa pojazdów flotowych korzysta z usług niezależnego rynku napraw i części praktycznie od początku eksploatacji. Dla tych podmiotów dostępność części zamiennych ma bezpośredni wpływ na koszty działalności operacyjnej. Dla przedsiębiorców oznacza to dostęp do szerszej oferty części oraz możliwość optymalizacji kosztów utrzymania pojazdów.
Mniejsza liczba dostępnych części oznacza nie tylko wyższe ceny, ale również potencjalnie dłuższe terminy dostaw i wydłużone przestoje pojazdów. W przypadku flot ma to spore znaczenie. Im dłużej pojazd pozostaje w serwisie, tym większe są koszty dla przedsiębiorcy.
Problemem nie jest Euro 7, lecz brak narzędzi do wdrożenia
W debacie publicznej łatwo odnieść wrażenie, że branża aftermarket sprzeciwia się nowym wymogom środowiskowym. W rzeczywistości problem ma zupełnie inny charakter.
– Producenci części zamiennych nie kwestionują potrzeby ograniczania emisji cząstek stałych pochodzących z hamowania. Zwracają natomiast uwagę, że aby opracować nowe produkty, muszą posiadać dostęp do informacji technicznych dotyczących współpracy poszczególnych elementów układu hamulcowego oraz metod oceny zgodności z wymaganiami Euro 7. W przeszłości podobne informacje były udostępniane w ramach mechanizmów zapewniających funkcjonowanie konkurencyjnego rynku części zamiennych. Tym razem takich rozwiązań wciąż brakuje, mimo że termin wejścia nowych wymogów zbliża się bardzo szybko. Branża podkreśla również, że proces opracowania, przetestowania i homologacji nowych materiałów ciernych oraz komponentów hamulcowych może trwać nawet dwa lata. Dodatkowym ograniczeniem są możliwości laboratoriów badawczych, które już dziś dysponują ograniczoną przepustowością – wskazuje Tomasz Bęben, prezes zarządu SDCM.
Czas działa na niekorzyść rynku
Zgodnie z obowiązującym harmonogramem od listopada 2027 roku wszystkie nowo rejestrowane pojazdy będą musiały spełniać nowe wymagania dotyczące emisji pyłu z hamulców. Oznacza to, że producenci części zamiennych mają coraz mniej czasu na przygotowanie swoich produktów. Każdy miesiąc opóźnienia w przyjęciu odpowiednich przepisów wykonawczych zmniejsza szansę na pojawienie się konkurencyjnych rozwiązań aftermarketowych w momencie wejścia regulacji w życie.
Według FEMFM, CLEPA i FIGIEFA brak szybkiej decyzji Komisji Europejskiej może doprowadzić do sytuacji, w której rynek nie będzie w stanie odpowiedzieć na potrzeby milionów użytkowników pojazdów w całej Europie.
Apel do Komisji Europejskiej i państw członkowskich
Organizacje branżowe zwracają uwagę, że Komisja Europejska posiada zarówno kompetencje, jak i obowiązek przyjęcia odpowiednich przepisów wykonawczych dotyczących emisji cząstek stałych z układów hamulcowych. Dlatego FEMFM, CLEPA i FIGIEFA apelują do Komisji Europejskiej oraz państw członkowskich o niezwłoczne przyjęcie unijnych rozwiązań gwarantujących dostęp do informacji niezbędnych do opracowania części zamiennych zgodnych z Euro 7.
– To stanowisko popiera również SDCM, które wskazuje, że zachowanie konkurencyjnego rynku części zamiennych leży w interesie producentów i dystrybutorów, ale też milionów europejskich kierowców oraz przedsiębiorców korzystających z flot pojazdów – dodaje Tomasz Bęben.
Zdaniem sygnatariuszy deklaracji współpraca międzynarodowa prowadzona na forum ONZ powinna być kontynuowana, jednak nie może opóźniać wdrożenia rozwiązań niezbędnych dla sprawnego funkcjonowania jednolitego rynku Unii Europejskiej. W przeciwnym razie jedna z kluczowych reform środowiskowych w europejskiej motoryzacji może przynieść niezamierzone skutki gospodarcze – ograniczenie konkurencji, wzrost kosztów utrzymania pojazdów i utrudniony dostęp do części zamiennych. A to oznaczałoby, że za lukę regulacyjną zapłacą ostatecznie europejscy konsumenci oraz przedsiębiorcy.
Nie ma dziś sporu co do tego, że ograniczanie emisji związanych z transportem drogowym jest konieczne. Wyzwaniem jest inna kwestia – jak wdrożyć nowe regulacje, aby realizacja celów środowiskowych nie odbywała się kosztem konkurencji na rynku i dostępności części dla użytkowników pojazdów?
Informacja prasowa: Stowarzyszenie Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM)
Zobacz także:
- Stellantis potwierdza. Nowy Opel Astra będzie produkowany w Rüsselsheim
- Stellantis chce uniezależnić fabryki od rynku energii. Tychy mogą produkować samochody nawet podczas kryzysu






